Strona główna » Josh Bostic: Europejscy chłopcy potrafią grać

Josh Bostic: Europejscy chłopcy potrafią grać

0 komentarzy
Stany Zjednoczone – Kanada to wciąż najbardziej prawdopodobny finał tych mistrzostw. Zespoły zdominowane przez graczy z NBA zaliczyły już jednak porażki, które przypomniały im, że aby wygrać mundial w Azji trzeba się będzie bardzo mocno napocić.

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>

Chłopcy potrafią grać – tak pisze na dawnym Twitterze Josh Bostic, czyli była gwiazda PLK (Arka Gdynia, Anwil Włocławek). Pewnego dnia zwykli fani kosza zrozumieją, że europejska koszykówka to nie żart. Nie jest łatwo po prostu „wyjechać za granicę”… chłopcy potrafią tam grać!

W Stanach Zjednoczonych powoli zmienia się patrzenie na europejską koszykówkę, w końcu Luka Doncić, Giannis Antetokounmpo i Nikola Jokić to prawdopodobnie trzech z pięciu najlepszych graczy w NBA. Nadal jednak porażki TeamUSA wywołują wielkie zdziwienie za oceanem.

Amerykanie respektują gwiazdy, to wiemy od dawna, ale to nie zmienia faktu, że i tak uważają USA za najlepszy koszykarsko kraj, który dominuje cały świat. Przecież nie tak dawno koszykarze NBA oburzyli się na słowa Noah Lylesa, który zakwestionował powiedzenie mistrzowie świata NBA (NBA World Champions).

Duch Dream Teamu masakrującego rywali na Igrzyskach w Barcelonie wciąż się unosi nad reprezentacją USA, przynajmniej w mniemaniu Amerykanów. Jednak nikt ich już się na świecie nie boi, a zwłaszcza kadry B, bo tak trzeba nazwać zespół, który stawił się w Azji na mistrzostwach świata.

TeamUSA musiał się mocno napocić już kilka razy w trakcie zmagań grupowych, aż w końcu z Litwinami poległ. Litwinami, którzy przyjechali na te mistrzostwa bez pięciu kluczowych zawodników, w tym największej gwiazdy, Domantasa Sabonisa.

Gra przeciwko zawodnikom NBA nie jest już żadną tajemnicą. Byli (reszta świata) pod wrażeniem gry przeciwko Charlesowi Barkleyowi czy Karlowi Malone’owi. Nadal jest szacunek, ale nie ma już tego rodzaju strachu i podziwu, jaki był 27 lat temu. Tak po z kolei o zmianach w światowym baskecie mówił dla portalu BasketNews.com Grant Hill, który obecnie jest dyrektorem kadry USA.

Cztery lata temu Amerykanie nie stanęli nawet na podium mistrzostw świata, teraz powoli przestają być takim pewniakiem do złota, jak jeszcze kilka dni temu. Kiedyś można było myśleć, że na 100 meczów rywale TeamUSA wygrają może ze 2-3 razy. Potrzebny był cud. A teraz? Kilkanaście? Kilkadziesiąt?

Europa jest coraz mocniejsza, Europa potrafi grać i nie czuje już grozy na widok znaczka z Jerrym Westem. Kanada, z mocnymi nazwiskami ze świata NBA, uratowała się w czwartej kwarcie meczu z Hiszpanią, a przecież wcześniej przegrała z Brazylią, która żadnej wielkiej postaci nawet nie ma.

Amerykanie kontra Kanadyjczycy to wciąż najbardziej prawdopodobny skład finału tych mistrzostw. Obie kadry będą musiały się jednak naprawdę mocno napocić, by tam się znaleźć. Spacerki się skończyły już dosyć dawno i obserwatorzy koszykówki zza wielkiej wody muszą się do tego przyzwyczaić. – To ciekawe, jak szybko reszta świata dogoniła nas. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Sydney w 2000 roku panował niesamowity strach. A potem, w latach 2002 i 2004, przegraliśmy – dodaje Hill.

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>