Tylko do 20 października kluby NBA mają czas na osiągnięcie porozumienia dotyczącego nowych kontraktów z koszykarzami, których wybrali w pierwszej rundzie draftu 2022 roku. Polskiego skrzydłowego Spursu pozyskali wówczas z numerem 9.
Póki co, spośród zawodników wybranych trzy lata temu przed Sochanem jedynie największe gwiazdy, czyli Paolo Banchero i Chet Holmgren podpisali nowe, maksymalne umowy, gwarantujące im około 240 milionów dolarów za kolejnych 5 lat gry.
Jeżeli San Antonio Spurs i Jeremy Sochan nie dojdą w najbliższych dniach do o porozumienia w sprawie warunków nowego kontraktu, latem 2026 roku Polak będzie miał status RFA (zastrzeżonego wolnego agenta). Mógłby wtedy negocjować warunki nowej umowy z innymi drużynami, choć jego dotychczasowy zespół zachowałby prawo wyrównania konkretnej propozycji kontraktu i zatrzymania Sochana na kolejne lata.
Minionego lata czterech zawodników miało status RFA. Ich negocjacje z klubami przebiegały opornie. Najbardziej zadowolony z nich mógł być Josh Giddey, który podpisał 4-letnią umowę o wartości 100 milionów dolarów. Znacznie większe problemy mieli Jonathan Kuminga, Quentin Grimes i Cam Thomas. Pierwszy z nich podpisał 2-letni kontrakt o wartości 48 milionów, ale już po pierwszym roku Golden State Warriors – czy ewentualny inny klub, który może pozyskać Kumingę w wymianie – mogą od umowy odstąpić.
Grimes i Thomas nie doszli ze swoimi klubami do porozumienia z – odpowiednio – Philadelphia 76ers i Brooklyn Nets, w wyniku czego będą w sezonie 2025/26 występować na zasadach tzw. umowy kwalifikowanej, a po zakończeniu rozgrywek zyskają status UFA (niezastrzeżonego wolnego agenta). Latem przyszłego roku zyskają pełną dowolność w wyborze klubu.
Jaka przyszłość czeka jedynego Polaka w NBA?
Sochan i plany Spurs na kursie kolizyjnym
Jeszcze rok czy dwa lata temu wydawało się, że Sochan ma dużą szansę na podobne zarobki, co jego koledzy z zespołu Spurs: Devin Vassell (146 mln za pięć lat gry) czy przynajmniej Keldon Johnson (80 mln/4 lata). Wydarzenia ostatnich 12 miesięcy nie zadziałały jednak na korzyść reprezentanta Polski.
Największym problemem Sochana jest brak wyraźnych postępów po atakowanej stronie boiska. Jego średnia wciąż oscyluje wokół 11 punktów na mecz, a wskaźniki celności rzutów za trzy (przede wszystkim, podobnie jak zmiejszonej liczby prób) i z linii rzutów pozostawiają sporo do życzenia. Polak rekompensuje to dobrą, wszechstronną defensywą i twardością w grze, ale w 2025 roku – już nie tylko w NBA – ciężko jest wskoczyć na wyższy poziom, także finansowy, mając duże ograniczenia po ofensywnej stronie parkietu.
Martwią również problemy ze zdrowiem. To nie tylko uraz łydki, z powodu którego Sochan opuścił EuroBasket, ale również inne kontuzje. Pozwoliły mu rozegrać zaledwie 54 spotkania w minionym sezonie NBA, a w debiutanckim ograniczyły naszego gracza do 56.
Polakowi nie pomaga również fakt coraz mocniejszego składu, który budują szefowie Spurs. Zwłaszcza pozyskanie w trakcie minionego sezonu De’Arona Foxa i podpisanie z nim 4-letniej umowy o wartości 229 milionów pokazało, że w San Antonio chcą wygrywać już teraz. To jednocześnie oznacza coraz większy tłok na liście płac, a Spurs w niedalekiej przyszłości czeka przecież przesądzony maksymalny kontrakt dla Victora Wembanyamy.
Umowy Stephane’a Castle’a i Dylana Harpera także mogą okazać się dla Spurs ważniejsze i bardziej kosztowne niż ewentualne porozumienie z Sochanem.
Przy informacjach związanych ze Spurs i perspektywach nowego kontraktu Sochana należy pamiętać o ograniczeniach i utrudnieniach wynikających z obecnej umowy zbiorowej (CBA). Zespół z Teksasu będzie chciał jak najdłużej uniknąć płacenia podatku od luksusu, a tym bardziej przekroczenia pierwszego czy drugiego poziomu dozwolonego przez przepisy CBA poziomu wydatków (apron), co wiązałoby się z dodatkowymi utrudnieniami w budowie składu w przyszłości.
Zazwyczaj, gdy klub NBA znajduje się w takiej sytuacji, najbardziej tracą na niej właśnie gracze pokroju Sochana, czyli przedstawiciele ligowej klasy średniej.
Orsborn: Nie popełniajcie błędu, Spurs w niego wciąż wierzą!
O to jak w Teksasie widzi się kilka dni przed rozpoczęciem sezonu przyszłość Jeremy’ego Sochana postanowiliśmy zapytać zaprzyjaźnionego z naszą redakcją Toma Orsborna, legendarny beatwritera Spurs, piszącego od dziesiątek lat w lokalnym dzienniku „San Antonio Express-News”.
Dyrektor generalny Spurs, Brian Wright, nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi na początku obozu przygotowawczego do sezonu, gdy pytaliśmy go, czy klub planuje przedłużyć kontrakty z kolejnymi graczami po osiągnięciu porozumienia z De’Aaronem Foxem poza sezonem. Można to interpretować jako sygnał, że Spurs nie spieszą się z podjęciem decyzji dotyczącej przyszłości Jeremy’ego Sochana.
Jest kilka powodów takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, drużyny zazwyczaj spieszą się z decyzjami na temat przyszłości graczy drugoplanowych, dopóki nie są do tego zmuszone. Po drugie, Sochan miał problemy z kontuzjami. Wreszcie też – nie poczynił żadnych postępów, by stać się pewnym strzelecem za 3 punkty. Latem spędził dużo czasu, próbując poprawić się w tej dziedzinie, ale będzie to miało znaczenie tylko wtedy, gdy efekty będą widoczne w meczach. Czy uda mu się to osiągnąć? Przyszłosć pokaże.
Nie popełniajcie błędu: Spurs wciąż wierzą, iż Jeremy ma wiele zalet. Udowodnił, że jest twardym obrońcą. Regularnie jest proszony o krycie najlepszych ofensywnych gwiazd ligi. Podoba im się również jego „nieprzyjemny” styl gry. Jeremy jest twardy, nie ustępuje nikomu i ma talent do drażnienia przeciwników. Spurs od dawna nie mieli wielu takich graczy, więc to też jest umiejętność, którą doceniają.
Ostatecznie nie wydaje mi się jednak, aby spieszyło się z podjęciem decyzji o nowym kontrakcie. Może wynikać z faktu, że mają prawo przypuszczać, że za rok, aby go zatrzymać, gdy latem przyszłego roku stanie się wolnym agentem nie będą musieli wydawać na to fortuny. Jeśli inna drużyna złoży Sochanowi szaloną ofertę, Spurs będą mieli prawo ją wyrównać. Mogą też wówczas pozwolić mu odejść i skupić się na rozwoju Cartera Bryanta, który wydaje się być gotowy, by stać się dobrym obrońcą i groźnym strzelcem z dystansu.
Reasumując: Spurs chcieliby zatrzymać Sochana, ale on wciąż ma w NBA coś do udowodnienia. Na czele tej listy znajduje się zachowanie zdrowia i poprawa skuteczności rzutów z dystansu – kończy Orsborn.
Jović drogowskazem?
Przytoczone powyżej opinia dziennikarza z San Antonio nie była jedyną, która w ostatnich dniach dotarła do nas z kręgów NBA. Ostrożność w kwestii szans Sochana na przedłużenie kontraktu jeszcze w październiku, a także w ocenie wysokości jego przyszłej umowy przewijają się w niemal każdej rozmowie. Wielkiego optymizmu nie słychać.
Często natomiast przy rozmowach o przyszłości Jeremy’ego pojawia się przykład reprezentanta Serbii Nikoli Jovicia. Na początku października młody skrzydłowy Miami Heat osiągnął porozumienie w klubem w sprawie nowej, 4-letniej umowy o wartości 62 milionów dolarów. Jović w drafcie 2022 roku został wybrany z 27. numerem. W ostatnim sezonie poczynił jednak spore postępy jako skrzydłowy dobrze czujący się w akcjach z piłką i potrafiący angażować obronę rywali, co jest obecnie jednym z najbardziej pożądanych archetypów graczy w NBA.
Docenił to sam prezydent Heat Pat Riley i mimo jeszcze bardziej niepewnego od Sochana zdrowia Serba – Jović w żadnym z trzech sezonów nie rozegrał więcej niż 46 meczów! – zdecydował się już teraz zatrzymać go na dłużej. Sochan pozostaje graczem innego typu, lecz na ten moment postrzega się go w NBA na podobnym poziomie co Jovicia.
Umowa na 60 milionów dol. za kolejne 4 lata uchodzi za najbardziej prawdopodobny obecnie scenariusz w przypadku polskiego koszykarza.
Czy jednak do jej podpisania dojdzie już teraz? Wydaje się to mało prawdopodobne. Szczególnie, że nieoficjalnie można usłyszeć, że reprezentanci Polaka oczekiwaliby kontrakt na poziomie co najmniej 80 milionów dolarów za taki sam okres gry.
Dobra gra i zdrowie Sochana w sezonie 2025/26 może być dla niego warte 20 milionów dolarów. Co najmniej. Gdyby nasz koszykarz przez cały sezon spisywał się tak, jak na początku poprzednich rozgrywek, zanim z gry wyłączyła go pechowa kontuzja po uderzeniu od Jamesa Hardena – pamiętacie jeszcze to 17.3 pkt i 8.5 punktu w pierwszych sześciu meczach? – być może jeszcze więcej.