W drugiej kwarcie podopieczni Igora Milicicia wyglądali na kompletnie bezradnych. Mistrzowie świata i Europy skakali im po głowach. Wykorzystując swoją przewagę fizyczną kompletnie dominowali pod tablicami i mieli w pewnym momencie nawet 16 punktów przewagi.
Polacy nie poddali się.
Później po ofiarnej próbie uratowania wypadającej na aut piłki nasza drużyna z powodu odniesionego urazu straciła swojego podstawowego środkowego, Aleksandra Balcerowskiego.
Polacy nie poddali się!
Gdy masz świadomość sportowej przewagi rywala, najprostszym sposobem nawiązania z nim wyrównanej walki jest sprowadzenie walki do sportowego błota. Polacy próbowali tego od początku. Długo bez efektów. Ale niczym Syzyf, mimo niepewnego, obsypującego się gruntu toczyli ten cholernie ciężki kamień pod górę.
Nie poddali się.
Pod koniec trzeciej kwarty zmniejszyli stratę Niemców do 9 punktów, ale od razu stracili swoją strzelbę nr 1. Jordan Loyd za gest w kierunku co najwyżej gorzej niż przeciętnych tego dnia sędziów po trafionym rzucie został przez nich odesłany na trybuny, gdyż było to jego drugie przewinienie techniczne.
Polacy nie poddali się.
W połowie trzeciej kwarty po dobitce Dominika Olejniczaka wydawało się, że nagle rywali dogonili, ale sędziowie punktów nie zaliczyli. Odsyłali na linię faulowanego chwilę wcześniej Andrzeja Plutę (14 punktów, 5 asyst), a ten wykorzystał tylko jeden z dwóch rzutów wolnych. Chwilę później rywale znów uciekli – tym razem na siedem punktów.
Polacy nie poddali się!
To właśnie w dużej mierze Pluta, MVP naszej ligi poprzedniego sezonu, wspólnie z Igorem Miliciciem jr (18 pkt, 8 zbiórek) stali za udaną pogonią naszej drużyny, która ostatecznie dopadła Niemców dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Swoje robili też Mateusz Ponitka (20 pkt, 8 zbiórek, 5 asyst) i Dominik Olejniczak (12 pkt, 10 zbiórek). Niestety, gdy w końcówce czwartej kwarty mieliśmy kilka szans na zapewnienie sobie wygranej, zabrakło nam akcji, przełamującej twardą defensywę mistrzów świata.
Ale Polacy wciąż nie poddawali. Także wtedy gdy”
– rywale zdobyli pierwszy 7 punktów w dogrywce
– po popełnieniu pięciu fauli boisko opuszczali kolejni gracze (liderzy kadry Ponitka i Michał Sokołowski, a także Olejniczak i Kamil Łączyński)
– gdy tracili 2 punkty i nie mieli piłki 9 sekund przed końcem – dzięki wymuszeniu faulu przez Przemysława Żołnierowicza wywalczyli jeszcze dodatkową akcję, która mogła im zapewnić wygraną
Ostatecznie – nie udało się. Zabrakło pomysłu? Armat? Sił? Pewnie wszystkiego po trochu. Ale powiedzmy sobie to szczerze, z dumnie podniesioną głową: porażka odniesiona w tak porywającym stylu z mistrzem świata i Europy smakuje jak zwycięstwo!
Największym zwycięstwem po tym meczu jest poziom, który w wielu akcjach zaprezentował duet Pluta/Milicić. Z obawami, że za kilka lat po erze Ponitki i Sokołowskiego będziemy mieli problem z wykreowaniem kolejnych liderów reprezentacji po tym meczu nie wypada się wychylać. Przecież oni obaj powinni w najbliższych latach stawać się tylko coraz lepsi!
A to nie koniec naszych talentów. Jakubowie Szumert i Urbaniak szykują się do podboju NCAA. W całkiem poważnych rolach, w bardzo poważnych drużynach. Jeremy Sochan też zamierza udowodnić, że niektórzy skreślili go zbyt szybko. Czy za rok na mistrzostwach świata w Katarze – bo przecież tam zagramy! – wystawimy do gry z najsilniejszą personalnie drużyną w historii? Wiele na to wskazuje.
Czy będzie to reprezentacja Polski koszykarzy wzbudzająca największe zainteresowanie w historii swoich występów od czasu tak szalonej także dla popularności koszykówki w naszym kraju końcówki lat 90. ubiegłego wieku? Jestem tego pewien! Heroizmu Polaków, który na pewno w to niedzielne popołudnie zahipnotyzował nie tylko tych kilkanaście tysięcy kibiców w ERGO Arenie , ale także wielu przez telewizorami nie da się „odzobaczyć”!
Polska reprezentacja wygrała siedem pierwszym meczów eliminacji do MŚ 2027, ale nie będzie wielką przesadą teza, że jeszcze więcej mogła mimo sportowej porażki wygrać tym ósmym.
„Nasze wyniki krzyczą na parkiecie, teraz musimy zrobić kolejny krok i zdobyć medal! – mówił w bardzo ciekawej rozmowie z nami przed rozpoczęciem tego okienka reprezentacyjnego Igor Milicić.
Po meczu z Niemcami te odważne słowa brzmią jakby nieco inaczej, prawda?