Mogliśmy się przed rozpoczęciem tego meczu zastanawiać, czy braki w składzie naszej drużyny (Jakub Szumert, Jakub Urbaniak, Jeremy Sochan) są większe niż te, z którymi zmagał się przed meczem w stolicy Łotwy trener reprezentacji Izraela, ale nie mieliśmy wątpliwości, że nasi koszykarze nie będą tego analizować.
I słusznie, oni po kolejnych zwycięstwach są jedynie coraz bardziej pewni swojej wartości!
Spodziewaliśmy się, że od pierwszej minuty Biało-Czerwoni będą chcieli rywalowi narzucić fizyczny styl gry, wykorzystując swoje przewagi, ale to jak szybko ten mecz został wyzuty przez Polską dominację z emocji było bardzo miłym zaskoczenie. Czwartkowe starcie właściwie nie miało historii. Już po kilku pierwszych akcjach nasz zespół objął prowadzenie 11:2, a rywale przez pierwszych pięć minut zdołali uzbierać zaledwie 5 punktów. Polacy szybko uzyskali wyraźną przewagę i właściwie na tym opisywanie emocji związanych z końcowym wynikiem tę relację moglibyśmy zakończyć.
Ale samej relacji kończy nie wypada, bo nasza drużyna zasłużyła na wiele słów pochwały. Polacy byli pewni siebie. Byli agresywni. Chętnie szukali siebie na boisku. Z premedytacją wykorzystywali braki w komunikacji rywali. Nawet, gdy ich przewaga była naprawdę wysoka, poza nielicznymi wyjątkami nie odpuszczali w obronie.
Mateusz Ponitka potwierdził, że od niego wszystko w naszej grze się rozpoczyna i na nim kończy. Już po pierwszej połowie nasz kapitan był na najlepszej drodze do uzyskania triple-double (12 punktów oraz po 6 zbiórek i asyst). Świetnie już w pierwszej połowie grał także Igor Milicić junior, który do 8 punktów dołożył w trakcie 14 minut po 3 asysty i przechwyty. Znakomitą zmianę dał Andrzej Pluta junior (11 punktów, 4/4 za 3) po którym nie widać było, że do zespołu dołączył dopiero w ostatniej chwili, odpuszczając wszystkie mecze sparingowe.
W drugiej połowie już w trzeciej kwarcie przewaga naszej drużyny przekroczyła 20 punktów i, patrząc na jej wyrachowaną oraz skuteczną grę mogliśmy ze spokojem czekać na syrenę końcową. Polacy byli tego dnia dla wyraźnie słabszego rywala bezlitośni. Krótki zryw Izraela w czwartej kwarcie, gdy nasza przewaga na chwilę stopniała do 10 punktów, niewiele mógł zmienić. Czwarte kolejne zwycięstwo w meczu o punkty z tym rywalem i już siódma kolejna wygrana Polski w eliminacjach do MŚ 2027 stały się faktem.
Jeśli kiedykolwiek mielibyśmy ostrzyć sobie apetyt na koszykarskie starcie z mistrzami świata i Europy – a przecież już w niedzielę zagramy z Niemcami w trójmiejskiej ERGO Arenie – myśląc o tym, że będziemy walczyć o zwycięstwo, to jest właśnie TEN MOMENT.
Ponitka zakończył mecz z dorobkiem 24 punktów oraz 9 asyst i 6 asyst. Milicić zdobył 13 punktów i 6 asyst. Swoje zrobił także Jordan Loyd (16 punktów)
W dwóch pozostałych meczach naszej grupy zgodnie z przewidywaniami Niemcy pewnie pokonali Holendrów, a Chorwacja Łotwę. Efekt? Polacy są już naprawdę tylko krok od zapewnienia sobie dopiero trzeciego w historii naszej koszykówki awansu do mistrzostw świata. Jedyną drużyną, która może jeszcze (teoretycznie) wypchnąć Biało-Czerwonych z pierwszej trójki grupy K, jest mająca cztery punkty straty na pięć kolejek przed końcem Łotwa. Do pełni szczęście i matematycznego przypieczętowania awansu potrzeba nam jedynie niedzielnego zwycięstwa z Niemcami lub porażki Łotyszy, którzy tego samego dnia zagrają w Rydze z Izraelem.
Niemcy, mistrzowie świata i Europy, w starciu z nami będą teoretycznie mogli wystawić do gry piątkę złożoną wyłącznie z graczy NBA. Patrząc na grę Ponitki i spółki w tych eliminacjach nie mamy jednak prawa wątpić, że Polacy i tak podejmą w ERGO Arenie walkę o zwycięstwo.
I o awans!