Strona główna » Tomasik po derbach Górnik – Śląsk: woda, gaz, biedaszyby, kominiarki i ta cholerna nadzieja!
PLK

Tomasik po derbach Górnik – Śląsk: woda, gaz, biedaszyby, kominiarki i ta cholerna nadzieja!

0 komentarzy
Derbów Dolnego Śląska nie mogłem opuścić i pokonania ponad 400 km nie żałuję! W niedzielę w mieście pod Chełmcem miały miejsce wydarzenia, które wielu kibicom na dłużej pozostaną w pamięci. Mi także. Mimo ogromnego pokładu wzajemnych animozji miedzy kibicami Górnika i Śląska opuszczałem Wałbrzych z nadzieję na ich zakończenie. Naiwniak ze mnie?

1. Kibice gotowi już przed południem

Pan Dariusz śledził doniesienia na temat sytuacji pod kasami hali Aqua Zdrój od samego rana.

– Biletów przed meczem rzucą tylko 50, a pierwsza osoba ustawiła się w kolejce o godz. 7.15 – informował chwilę po 11, gdy w niedzielę w towarzystwie swojego wałbrzyskiego przewodnika przekraczałem próg jednego z lokali w centrum miasta.

Gdy sięgaliśmy po menu, Pan Dariusz siedział przy barze. Sam. Chwilę później, gdy kelnerka przynosiła nam zamówienie, wraz z nim nadchodzące wydarzenia omawiało już kilku innych kibiców ubranych w biało-niebieskie barwy. Gdy opuszczałem lokal trzy kwadranse później – czyli wciąż ponad 5 godzin przed meczem – stolików z biesiadującymi kibicami koszykówki było już więcej niż tych pustych.

– A tak w ogóle: o której gra dziś Anwil? – usłyszałem mimochodem pytanie z jednego z nich.

Mecz to coś więcej niż sam mecz!

2. Hala Wałbrzyskich Mistrzów i historia o pierwszym sukcesie

Bez balkonów wygląda inaczej. Umówmy się – wygląda gorzej.

– Dopiero po remoncie, który miał miejsce już prawie 10 lat temu dotarło do mnie, że właściwie jeden z balkonów, ten za obecnie jedyną trybuną, można było zostawić. Chociażby jako element wystroju, nawiązującego do bogatej historii hali – mówił mi, oprowadzając po obiekcie, w którym w 1988 roku Górnik Wałbrzych sięgnął po ostatnie mistrzostwo Polski Arkadiusz Chlebda.

To z tych balkonów – jak przypominał ostatnio Piotr Karolak – najmniej trzymający emocje na wodzy fani Górnika potrafili w przeszłości na koszykarzy drużyn przyjezdnych pluć lub ciskać w nich monetami. Gdy odwiedziłem ten obiekt w niedzielę wczesnym popołudniem, po parkiecie biegały siatkarki. W drodze do podziemi hali, gdzie mieści się pokój klubowy ze wszystkimi zdobytymi trofeami, mija się pamiątkową tablicę z nazwiskami mistrzów wałbrzyskiego sportu.

– Nie chcieliśmy robić tylko tablicy z koszykarzami, żeby nie było, że Wałbrzych to tylko koszykówka, że nic innego się nie liczy. Wystarczy jednak wiedzieć, że widnieją na niej 32 nazwiska, a później policzyć te należące do koszykarzy, by przekonać się jak mocno nasza dyscyplina sportu wryła się w historię miasta – dodaje Chlebda odliczając do 23.

Po chwili jesteśmy już w podziemiach, a tam – półki uginające się od trofeów wywalczonych przez koszykarzy. Na jednej ze ścian te dwa bezspornie najważniejsze: za mistrzostwo Polski zdobyte najpierw w 1982 roku, a następnie w 1988.

Historia o odbudowie – może to i wielkie słowo, ale biorąc pod uwagę fakt z jakiego poziomu klub w 2010 roku zaczynał wydaje się w pełni uzasadnione – potęgi Górnika chwyta ze serce. Tak naprawdę zasługuje na dłuższy tekst, który na pewno w pewnym momencie będziecie mogli u nas przeczytać. Póki co podczas mojej wizyty w podziemiach Hali Wałbrzyskich Mistrzów w telegraficznym skrócie przedstawił ją Ryszard Burdek, tworzący z Chlebdą połowę z czteroosobowego składu ekipy, która przez laty tworzyła coś z niczego, stawiając klub na nogi.

– Od czego zaczynaliśmy w 2010? Pamiętam doskonale – od odkręcania korków od butelek wody! Nie mieliśmy nic, a pierwszą rzeczą, którą dostaliśmy od jednej z firm obiecujących nam jakiekolwiek wsparcie była dostawa wody mineralnej. Koszykarze muszę pić, ale kłopot polegał na tym, że dostarczono nam przez przypadek zgrzewki wody… gazowanej. Nie wypadało narzekać. Postanowiliśmy ją po prostu odgazować, własnoręcznie. Udało się! To był nasz pierwszy sukces – śmieje się na wspomnienie tamtych chwil Burdek, obecnie członek rady nadzorczej klubu, o którego losach w największym stopniu decydują już władze Wałbrzycha.

3. Ostrzeżenie: z łaciną nie wygramy

Zanim udałem się do miasta, które ma ok. 100 tysięcy osób (a cała aglomeracja wałbrzyska prawie ćwierć miliona), usłyszałem od kilku znanych mi mieszkańców kilka ostrzeżeń.

– Pamiętaj o jednym: gdybyś chciał przyjechać z synem i uczyć go w trakcie tego meczu kulturalnego języka polskiego, nie będzie to najlepszy pomysł. Nie przy okazji meczu ze Śląskiem.

– Wersalu nie będzie, zadra jest zbyt duża, z rany wciąż otwarte. Oczywiście, coraz mniej osób te czasy pamięta, ale sięgają jeszcze czasów PRL, gdy Śląsk podbierał nam co bardziej utalentowanych zawodników, pod pretekstem odbycia przez nich we Wrocławiu służby wojskowej.

4. Fakty: z łaciną przegraliśmy

Niedziela, wczesne godziny popołudniowe, okolice wieży widokowej w wałbrzyskim parku im. Jana III Sobieskiego. Przy domu wycieczkowym PTTK „Harcówka” tłum. Jakżeby inaczej – w nim także osoby ubrane już na biało-niebiesko. Zaczepiam parę siedzącą przy stoliku, na oko w okolicach trzydziestki. Oboje ubrani w szaliki Górnika.

– Faktycznie dzisiaj na trybunach będzie dominowała łacina? – pytam.

– Na pewno – odpowiada bez wahania ona.

– Nie da się inaczej? Przecież na meczu na pewno będzie też młodzież młodsza… – apeluję, wskazując na biegające tuż obok kilkuletnie dzieci.

– A oni (kibice Śląska – przyp. red.) nie mogliby inaczej? W Internecie regularnie wyzywają nas od „biedaszybów”, choć przecież kopalnie w Wałbrzychu są już tylko atrakcją turystyczną – dodaje on.

Niestety, faktycznie – podczas meczu uszy więdły. Atmosfera była gorąca, jak żywo przypominała – zachowując proporcje, wynikające z pojemności obiektu – tę z meczów koszykówki w Belgradzie, Atenach czy Pireusie. Momentami poziom agresji słownej ze stron obu grup kibiców był jednak ciężki do zniesienia.

– Mecze Górnika ze Śląskiem mogą mieć jeszcze przez jakiś czas taki styl. Do dobra, a jesteś pewien co do siebie wykrzykują kibice przykładowego Partizana i Crveny Zvezdy? Fajnie się tego słucha, ale tam też raczej nie ma głaskania się po głowie – słyszę w hali chwilę po zakończeniu meczu.

5. Kominiarki w barwach WKS

Żeby nie było, że jedynie kibice z Wałbrzycha mieli tego dnia coś za uszami. Nie tylko oni!

Ten pusty sektor przeznaczony dla kibiców drużyny przyjezdnej, który możecie ujrzeć na poniższym filmie w trakcie przedmeczowej prezentacji nie wziął się przecież znikąd.

W hali w Wałbrzychu kilkanaście minut przed meczem pojawiła się grupka troglodytów udających kibiców Śląska, których można obejrzeć w „akcji” TUTAJ – chwilę po wkroczeniu na trybuny. Kominiarki naciągnięte na ich głowy, mówią o zamiarach wszystko. Fakt, że miały barwy WKS na pewno obraża niejednego prawdziwego fana koszykówki z Wrocławia.

Nie wierzę, by to mogli być ludzie zainteresowani tym czy Dariusz Wyka wygra pojedynek z Adrianem Boguckim. Fakt, że „zawieruszyli się” wśród koszykarskich fanów, którzy przyjechali z Wrocławia do Wałbrzycha i wywołali prowokację już w momencie wejścia do hali pozostaje jednak bezsporny.

Ostatecznie fani Śląska zajęli swoje miejsca na trybunach Aqua Zdrój dopiero kilka chwil po rozpoczęciu meczu. Tkwili na nich – ze względów na wzmożone środki bezpieczeństwa – jeszcze długo po końcowej syrenie, gdy hala właściwe już opustoszała.

6. Nadzieja

Faktycznie, znajdujemy się jeszcze daleko od momentu, w którym fani koszykówki z dwóch najlepszych koszykarskich drużyn Dolnego Śląska – nawet nie szczędząc nawet sobie uszczypliwości – mogą chwilę po meczu pójść razem do baru na piwo.

Ale przecież kiedyś się uda, urośnie kolejne pokolenie kibiców, a czas zagoi rany – prawda?

7. „Ten moment” Grzegorza Kulki

Pamiętacie jeszcze jak wiosną 2022 roku Grzegorz Kulka znajdował się w kręgu zainteresowań trenera reprezentacji Polski Igora Milicicia? W tamtym sezonie rodowity warszawianin był naprawdę istotną częścią drużyny, która w playoff w niezapomnianym stylu, nie przegrywając żadnego meczu, odprawiła z kwitkiem najpierw (prowadzoną przez Milicicia) Stal, a następnie Anwil Włocławek. Niestety, po fatalnej kontuzji stawu skokowego, której Kulka doznał już w pierwszym meczu przegranego 1:4 finału ze Śląskiem nigdy już tak naprawdę nie ujrzeliśmy go w równie wysokiej formie.

Po dwóch nieszczególnie udanych sezonach w Legii Kulka przeniósł się latem do dalekiego Wałbrzycha, a właściwie – do niego wrócił. Graczem Górnika był już w sezonie 2019/20, jeszcze na pierwszoligowych parkietach. Początek obecnego sezonu skrzydłowy, który wiosną skończy 29 lat miał średnio udany. W tym najważniejszym meczu I rundy dla kibiców z Wałbrzycha wypadł jednak świetnie. 13 punktów i 6 zbiórek w meczu ze Śląskiem dało Kulce tytuł „MVP kibiców” i czek na 500 dolarów.

Fajnie było tuż po meczu znowu zobaczyć szeroko uśmiechniętego Grzegorza Kulkę!

8. Wielki moment Andrzeja Adamka

Do powrotu do Wałbrzycha w roli trenera przymierzał się już wcześniej, ale zwyciężała chęć bycia fair wobec Andreja Urlepa, którego był asystentem. Została wynagrodzona wspólnie zdobytym mistrzostwem Polski ze Śląskiem wiosną 2022 roku. Rok później Adamek w końcu po wielu latach trenerskiej tułaczki wrócił tam, gdzie przed laty rozpoczynał karierę zawodnicza (1988) i szkoleniową (2006).

Krzątając się po podziemiach Hali Wałbrzyskich Mistrzów natknąłem się na pewne ślady z tamtych czasów.

Wracając do czasów nowożytnych – nikt w Wałbrzychu nie ma wątpliwości, że nawet gdyby zespół w drugiej części sezonu nie wygrał żadnego meczu, Adamek poprowadzi go również w kolejnych rozgrywkach. W końcu w 2023 roku podpisał trzyletni kontrakt. Wstępny plan szefów klubu przewidywał, że Górnik wiosną 2025 roku miał szykować się do walki o… awans do PLK!

Adamek kilkanaście dni temu skończył 53 lata, a w niedzielę znalazł się chyba w szczytowym momencie swojej trenerskiej kariery. Sam mecz ze Śląskiem mógł odbierać osobliwie, bo przecież w zespole z Wrocławia w różnych rolach też spędził wiele lat. Na koniec jest jednak rodowitym wałbrzyszaninem, sukces musiał smakować wyjątkowo.

9. Ostatni moment DJ, pierwszy lepszy Waczyńskiego?

O DJ Cooperze i jego krótkiej przygodzie z drużyną Śląska nikt już chyba we Wrocławiu nie chce pamiętać. Słusznie – momentami patrząc na zaangażowanie Amerykanina w grę w trakcie meczu z Górnikiem ręce opadały.

Trzy trafione trójki (z sześciu oddanych) w wykonaniu Adama Waczyńskiego były natomiast jednym z niewielu promyków nadziei na lepsze jutro, z którymi halę Aqua Zdrój mogli opuszczać kibice z Wrocławia. Wcześniej były kapitan naszej kadry do skompletowania trzech celnych rzutów z dystansu potrzebował aż dziewięciu meczów ligowych. Zrywanie sportowej rdzy u „Wacy” po bardzo długiej przerwie spowodowanej poważną kontuzją idzie wyjątkowo opornie, ale może właśnie mecz w Wałbrzychu okaże się momentem przełomowym?

Raz już w takcie swojej kariery Waczyński zaliczył w tym mieście taki moment – gdy wielki Prokom Trefl wypożyczył go do Górnika w trakcie sezonu 2008/09. Ślad po tym też można odnaleźć na ścianie Hali Wałbrzyskich Mistrzów.

10. Kamil Chanas

W barwach Górnika grał w tym samym sezonie co Waczyński i zdobywał nawet od niego więcej punktów (średnia Chanasa – 10.8, „Wacy” – 10.4).

W niedzielę Kamil też pojawił się w Wałbrzychu. Wraz ze swoimi współpracownikami ze „Strefy Chanasa”. Co nie mniej ważne – wcześniej przed derbami przygotował znakomity film o fenomenie wałbrzyskiej koszykówce. Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał – koniecznie!

Może z czasem właśnie takie postaci jak Chanas – ale także chociażby wymienieni przed chwilą Adamek, czy Waczyński – łączące oba kluby z Dolnego Śląska, spowodują, że chwilę po derbach kibice WKS i Górnika zbiją piątki, a ich animozje będą się kończyć na wzajemnych uszczypliwościach przy wspólnym piwie?

Przecież mecz to coś więcej niż sam mecz!