Zwycięstwo niewiele zmienia, jeśli chodzi o sytuację naszej drużyny w „udawanych” eliminacjach do EuroBasketu 2025 i perspektywy sportowe naszej drużyny nieco ponad 9 miesięcy przed rozpoczęciem walki w fazie grupowej w Katowicach, ale cieszy. Czasami w sporcie bywa tak, że aby zacząć grać lepiej wystarczy jeden impuls. Można to, co najgorsze dla tej drużyny jest już za nią?
Początek niedzielnego meczu w Tallinie nie wskazywał szczególnie mocno na to, że nasi koszykarze mimo pięciu kolejnych porażkach w walce o punkty wyszli na boisko zmotywowani do granic możliwości. Ich gra w obronie w pierwszych kilkunastu minutach pozostawiała sporo do życzenia. Efekt? Gdy tylko minęło pierwszych 12 minut walki rywali mieli na koncie aż 34 punkty, a także 9-punktową przewagę.
Później defensywa w wykonaniu naszej drużyny się poprawiła. Niestety, w ataku wciąż – jak w kilku poprzednich meczach – byliśmy skazani na indywidualne popisy liderów zespołu. Różnica? Będącego obecnie w słabej formie Michała Sokołowskiego (tylko 15 minut na boisku, 5 punktów) świetnie zastąpił Michał Michalak.
W trakcie pierwszych 20 minut żaden z naszych koszykarzy nie zanotował więcej niż jednej asysty. Cały zespół uzbierał ich raptem 4. W całym meczu tylko 9 (przy 18 rywali). To jednak nasza drużyna miała w składzie dwóch najlepszych zawodników, którzy biegali po boisku. Zazwyczaj taki komfort pozwala w koszykówce wygrywanie meczów. Nie inaczej było tym razem.
Już po pierwszej połowie przegrywaliśmy tylko 40:42,. Michalak potwierdził świetną dyspozycję z ligowych parkietów PLK. Trafił szybko 7 z 8 rzutów z gry (w tym 3/4 za 3) i do szatni schodził z 17 punktami. Ponitka do 10 punktów (4/5 z gry) dołożył 3 zbiórki, a obserwując tego jedną z akcji w obronie Olka Balcerowskiego w końcówce drugiej kwarty można było mieć nadzieję, że po zmienia stron udowodnimy rywalom swoją wyższość.
W trzeciej kwarcie na chwilę objęliśmy prowadzenie (57:56), które już chwilę później po dwóch nieudanych akcjach Jakuba Schenka momentalnie je straciliśmy, a od początku czwartej kwarty trwała już walka cios za cios. Mieliśmy chwilowe problemy, gdy czwarty faul popełnił Michalak, bo poza nim i Ponitką w zespole brakowało koszykarzy, którzy byliby gotowi wziąć nie siebie odpowiedzialność za zdobywanie punktów. Michalak wrócił jednak szybko na boisko, trafił ważną trójkę, a cały mecz zakończył z dorobkiem 29 punktów. Kapitan naszej kadry robił co mógł po obu stronach boiska, by poprowadzić swój zespół do wygranej. Ostatecznie do 27 punktów dołożył również 8 zbiórek, 4 przechwyty i 3 asysty i na koniec mógł wznieść ręce w geście długo wyczekiwanego triumfu.
Polacy wygrali pierwszy mecz o punkty od ponad 14 miesięcy. W końcówce, choć stracili po piątym przewinieniu Michalaka, lepiej wytrzymali próbę nerwów. Zwycięstwo zapewnili nam, trafiając kilka rzutów wolnych Balcerowski, Petrasek i Ponitka.