Strona główna » Polska – Bośnia 2:0. Będzie 3:0? Poznaj wszystkie wady naszego rywala w 1/8 finału EuroBasketu

Polska – Bośnia 2:0. Będzie 3:0? Poznaj wszystkie wady naszego rywala w 1/8 finału EuroBasketu

0 komentarzy
W niedzielę o nietypowej porze – już o godz. 11 polskiego czasu – nasza kadra będzie walczyć o awans do ćwierćfinału mistrzostw Europy. Dwa razy z rzędu Polacy nie grali w nim od lat 1979-81. Rywalem Biało-Czerwonych będzie świetnie znana kadrze Igora Milicicia Bośnia i Hercegowina. Jesteśmy faworytem. Nieprzypadkowo!

Nasz najbliższy rywal zakończył rozrywki grupowe EuroBasketu 2025 z takim samym bilansem jak Polska (3-2), ale w grupie C pozwoliło mu to na zajęcie „tylko” trzeciego miejsca.

Podobnie jak w przypadku naszej reprezentacji, Bośniacy braliby przed turniejem taki rozwój wydarzeń w ciemno. Tak naprawdę, jeszcze do rozpoczęcia czwartej rundy gier grupowych zespół prowadzony przez Adisa Beciragicia z jednym zwycięstwem nad słabiutką reprezentacją Cypru na koncie był dość daleko od gry w fazie pucharowej EuroBasketu. Wszystko zmieniły dwa ostatnie zwycięstwa: dość sensacyjne nad Grecją (mimo jej osłabienia brakiem Giannisa Antetokounmpo, 80:77) i decydujące nad Gruzją (84:76).

W przeszłości reprezentacja Bośni i Hercegowiny osiągała poziom Top 16 w Europie, ale głównie w czasach gdy wystarczał do tego po prostu udział w 16-zespołowych ówcześnie turniejach. Najlepsze miejsce Bośniaków w historii EuroBasketów, to ich pierwsza impreza – ćwierćfinał na turnieju w 1993, kiedy drogę do strefy medalowej zamknął im chorwacki Dream Team.

Nawiasem mówiąc, częścią tamtej drużyny był Beciragić – obecny trener kadry.

Reprezentacja Bośni i Hercegowiny w swojej niedługiej historii (w FIBA Europe od 1992) nigdy nie zdołała zakwalifikować się na mistrzostwa świata, czy na igrzyska olimpijskie. W pamiętanych prekwalifikacjach tych ostatnich, rozgrywanych dwa lata temu w Gliwicach, Bośniacy dwukrotnie ulegli naszej kadrze: 76:85 w fazie grupowej i 72:76 w finale. Mecze sprzed 25 miesięcy pamięta sześciu Polaków i ośmiu Bośniaków. W tym większość najważniejszych zawodników obecnej kadry naszych rywali.

Skład Bośni i Hercegowiny na EuroBasket 2025 (klub i statystyki z rozgrywek klubowych z sezonu 2024/25):

OBROŃCY

John Roberson (PG, 180/37) – Erokspor (2. liga Turcji), śr. 18 pkt., 5 as.,

Amar Gegić (G, 201/27) – Zadar (Chorwacja / Liga Adriatycka), śr. 14 pkt., 3 zb., 4 as. w lidze chorwackiej i 14 pkt., 4 zb., 3 as. w lidze ABA,

Adnan Arslanagić (PG, 182/28) – Orlovik (Bośnia i Hercegowina), śr. 16 pkt., 4 zb., 5 as., na początku sezonu w Bosna (Bośnia i Hercegowina), śr. 0.3 pkt. na mecz,

Tarik Hrelja (G/F, 199/19) – Igokea (Bośnia i Hercegowina / Liga Adriatycka), śr. 2 pkt. w dwóch meczach ABA, w których wystąpił,

SKRZYDŁOWI

Edin Atić (G/F, 201/28) – Rio Breogan (Hiszpania), śr. 6 pkt., 3 zb.,

Amar Alibegović (PF, 206/30) – Trapani (Włochy), śr. 12 pkt., 5 zb.,

Aleksandar Lazić (SF, 203/29) – nie miał klubu i nie grał w koszykówkę 5×5 w poprzednim sezonie,

Adin Vrabac (F, 206/31) – Bosna (Bośnia i Hercegowina / 2. Liga Adriatycjka), śr. po 9 pkt., 5 zb. w lidze bośniackiej i ABA2,

PODKOSZOWI

Jusuf Nurkić (C, 214/31) – Charlotte Hornets (NBA), śr. 9 pkt., 6 zb., w pierwszej części sezonu w Phoenix Suns, śr. 8 pkt., 9 zb.,

Ajdin Penava (F/C, 206/28) – Śląsk (PLK / Liga Mistrzów FIBA), śr. 8 pkt., 3 zb. w lidze i 12 pkt., 3 zb. w pucharach,

Miralem Halilović (C, 205/34) – Sassari (Włochy / FIBA Europe Cup), śr. 11 pkt., 5 zb. w lidze i 9 pkt., 5 zb. w pucharach,

Kenan Kamenjas (C, 207/25) – Buducnost (Czarnogóra / EuroCup / Liga Adriatycka), śr. 11 pkt., 7 zb. w ABA, 10 pkt., 6 zb. w pucharach i 16 pkt., 10 zb. w czarnogórskich play-offs.

Trenerem kadry Bośni i Hercegowiny od czerwca 2022 jest Adin Beciragić – jak wspomnieliśmy na wstępie, gracz reprezentacji tego kraju (i to jeden z najważniejszych) w latach 90. Beciragić posiada także turecki paszport, bo to w kraju nad Bosforem spędził najlepsze lata swojej koszykarskiej kariery, a potem jako trener prowadził tamtejsze kluby. W ostatnim sezonie klubowym jako trener został mistrzem Kosowa, zresztą po raz czwarty w karierze i po raz drugi z rzędu z klubem KB Trepca z Mitrowicy.

Zdecydowanym numerem jeden obecnej kadry jest oczywiście Jusuf Nurkić. Podkoszowy z 11-letnim stażem w NBA i ponad sześcioma setkami spotkań rozegranych za oceanem notował w cypryjskiej części turnieju śr. 16 pkt. i 9 zb.

W punktowaniu stara się wspomagać największą gwiazdę bośniackiej koszykówki naturalizowany Amerykanin Roberson (Bośniak od pięciu lat), ale jego niecałe 12 punktów na mecz nie idzie w parze ze skutecznością (tylko 38 proc. z gry, 34 zza łuku).

Pozostała część kadry, poza młodziutkim Hrelją i dwunastym w rotacji Arslanagiciem wydaje się być dość wyrównana.

Należy zwrócić uwagę należy na parę Atić / Gegić – nieszablonowych dwumetrowych graczy obwodowych, świetnie operujących piłką i uruchamiających kolegów. Na trwającym turnieju Atić notuje śr. 6 as. na mecz, Gegić dokłada 3. W rozgrywkach klubowych te proporcje bywały odwrócone.

Ciekawostką jest powrót do gry w koszykówce 5 na 5 Aleksandara Lazicia, który w ostatnim czasie poświęcał się głownie grze 3×3 oraz obecność w kadrze Ajdina Penavy – gracza naszej ligi w sezonie 2022/23 (Spójnia) i 2024/25 (Śląsk), a kto wie czy nie także 2025/26. Jego sytuacja w Śląsku jest… rozwojowa. W pięciu meczach na Cyprze Penava notował śr. niecałe 5 pkt. i 3 zb., grając 11 minut na mecz w formacji podkoszowej (pozycje 4-5), która jakby na to nie spojrzeć, jest najmocniejszą w kadrze naszych niedzielnych rywali.

Czy kadra Bośni mogłaby być mocniejsza? Ależ oczywiście! Na turnieju na Cyprze i w łotewskiej Rydze zabrakło Dzanana Musy – dwukrotnego mistrza Euroligi z Efesem i Realem, a od nowego sezonu gracza euroligowej drużyny z Dubaju, który bez wątpienia podniósłby siłę rażenia bośniackiej ekipy na obwodzie.

Z kolei graczem naturalizowanym w obecnym kształcie tej reprezentacji jest Roberson, który lata świetności ma raczej za sobą, a nie Luka Garza – obecny gracz NBA (grał w kwalifikacjach olimpijskich przeciwko Polsce) czy Xavier Castaneda (Amerykanin z pozycji 1/2), który po znakomitym sezonie we francuskim Bourg został nowym klubowym kolegą Olka Balcerowskiego w Maladze. Powody nieobecności? Zdrowie Musy i zdrowie Castanedy, który jeszcze przed turniejem został opcją numer 1 Beciragicia, jeśli chodzi o graczy naturalizowanych.

Mówiąc wprost – bośniacki sztab uznał, że kadra z Nurkiciem na pokładzie potrzebuje wzmocnień na obwodzie. Stąd, kiedy okazało się, że Castaneda nie dojdzie do formy po wcześniejszym urazie, postawiono na Robersona – opcję sprawdzoną i bezpieczną.

Czego możemy spodziewać się po reprezentacji Bośni patrząc na statystyki? Nasz rywal w drodze do ćwierćfinału bardzo słabo spisuje się na obwodzie po atakowanej stronie parkietu. Drużynowo to zaledwie niecałe 31 proc zza łuku – niemal 10 procent mniej niż rywale w meczach przeciwko Bośniakom, a dość przeciętne 34 proc. Robersona to właściwie najlepszy wynik wśród graczy, od których można było spodziewać się punktowania z obwodu.

Generalnie gracze z pozycji 1-3 (Roberson, Atić, Gegić) nie grają wybitnego turnieju, a głębi składu w tej części bośniackiej kadry nie widać, bo Arslanagić i Hrelija zagrali łącznie 27 minut na w fazie grupowej.

Bośniacy równie fatalnie spisują się na linii – zaledwie 62 proc. drużynowo i aż 13 przestrzelonych rzutów wolnych na przestrzeni turnieju przez Nurkicia, kolejnych kilka przez Aticia czy Lazicia.

Mocne strony? Bez zaskoczeń – walka na tablicach (57 zbiórek w ataku w pięciu meczach) i rozmiar – Bośniacy mogą zagrać trzema dwumetrowcami na obwodzie, a pod koszem mieć Nurkicia, czy Kamenjasa, który mocno dawał się we znaki polskim drużynom w ostatnich sezonach EuroCup.

Reasumując – w kadrze Bośni i Hercegowiny poza Nurkiciem brak wielkich gwiazd, a powołanie naturalizowanego Robersona nie było pierwszym wyborem Beciragicia.

Bukmacherzy to w naszej reprezentacji upatrują faworyta tego starcia – w proporcjach ok. 60/40. Właściwie trudno się dziwić i z takimi wartościami dyskutować, ale oznacza to, że to nad Biało-Czerwonymi ciąży teraz presja.

Po kiepskich wynikach w ostatnich miesiącach i niespecjalnie obiecujących sparingach przed EuroBasketem, wygrane mecze przeciwko Słowenii i Izraela były przyjemnymi niespodziankami. Jedyny mecz pod sporą presją nasza kadra w Katowicach zagrała przeciwko Islandii i nie należał do najprzyjemniejszych do oglądania.

Z jednej strony, przed turniejem 1/8 finału traktowaliśmy jako plan do wykonania, a awans do ćwierćfinału jako „coś więcej”. Z drugiej – kadra sama wywalczyła sobie prawo do gry z teoretycznie nie najmocniejszym przeciwnikiem i do próby sprostania rosnącym apetytom kibiców. 

Początek niedzielnego meczu w Rydze już o godz. 11. Transmisja w TVP Sport lub na fibowskiej platformie Courtside 1891.