ANDRZEJ PLUTA JUNIOR: Ten przedmeczowy hymn – wielka sprawa, wielka chwila!
Pięknie rozstrzelałeś się w trzeciej kwarcie – jak smakuje to zwycięstwo?
Bardzo cieszymy się, że na otwarcie turnieju trafił nam się taki mecz. Staraliśmy się wykorzystywać swoje przewagi, naszym celem jest robienie tego przez cały turniej. Każdy dał dziś z siebie maksimum, każdy dawał ważne punkty, wszyscy robiliśmy rzeczy niewidoczne w statystykach. Na tym opieramy się jako drużyna. Jasne, mamy widocznych liderów, ale dzisiaj odnieśliśmy zwycięstwo takie naprawdę drużynowe. Taki sukces na początek mistrzostw to jest zawsze wielki bonus, bo pozwala się trochę rozluźnić.
Magia Spodka przyćmiła magię Luki? Przed widowiskowym trafieniem swoim firmowym step backiem specjalnie zamieniłeś obrońcę, by mieć przeciwko sobie Doncicia?
Na pewno kibice byli dzisiaj niesamowici, o takich mówi się: szósty zawodnik. Już przed meczem czuliśmy ciary, wszyscy zaśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego a capella, to naprawdę była wielka sprawa, wielka chwila. A tamten rzut? Na pewno go zapamiętam na dłużej, choć z perspektywy meczu to tak nie wyglądało. Staram się po prostu trafiać, żeby wygrać spotkanie. Oczywiście, trzeba patrzeć, kogo się atakuje, ale w tamtym momencie najważniejsze było dla mnie, żeby zdobyć punkty.
I wrócić do obrony – bo trener wszystko widzi. (śmiech)
MATEUSZ PONITKA: Po meczu ze Słowenią w Berlinie byliśmy mądrzejsi!
Komplet ludzi w Spodku, przed wami Słowenia, a wy wychodzicie na parkiet i po prostu robicie swoje. Jakie to uczucie wygrać z nimi znowu, znów w wielkim stylu?
Jesteśmy mentalnie po prostu gotowi do grania takich meczów. Jesteśmy kolektywem, jednością, zespołem, który wychodzi i walczy. Możemy przegrywać, wygrywać, taki jest sport, ale zbudowaliśmy w sobie mental, który mówi „wychodzimy, żeby walczyć”. Dzisiaj to udowodniliśmy. Pokażemy to również w następnym meczu w sobotę.
Ze Słoweńcami wychodziło wam praktycznie wszystko. To wyglądało jakbyście mieli całe spotkanie perfekcyjnie zaplanowane. Starcie z wielkim Luką Donciciem przebiegało po prostu pod wasze dyktando.
To nie jest do końca prawda, bo ilekroć odskakiwaliśmy na większą liczbę oczek, Słoweńcy starali się nas gonić. Po tamtym meczu w Berlinie jesteśmy jednak mądrzejsi, wiedzieliśmy co zrobić, żeby nas nie złapali. To jednak klasowa reprezentacja, byli mistrzowie Europy z jednym z najlepszych zawodników na świecie w składzie, choć widać, że Luce brakuje dziś wsparcia. My mieliśmy swój plan, w który wszyscy gracze uwierzyli. Trzymaliśmy się go przez cały mecz i tym sposobem odhaczamy pierwszą wygraną na EuroBaskecie.