Czy ten wygrany mecz ze Słowenię to była misternie zaplanowana rekonstrukcja naszej wiktorii sprzed trzech lat z Berlina?
To był przede wszystkim ofensywny basket z obu stron, a także mecz z dużą liczbą fauli. Był więc tym wszystkim, na co się nastawialiśmy. Trafialiśmy rzuty, które nie zawsze w okresie wakacyjnym nam wpadały, tym razem mieliśmy całkiem wysoką skuteczność. Wiedzieliśmy, że to będzie mecz walki, który będzie się rozstrzygał na linii rzutów wolnych, dobrze zaczęliśmy i byliśmy gotowi – na 40 minut , a także na końcówkę, w której piłki będą kierowane do Luki Doncicia. Rzuty wpadały nam także w decydujących minutach. Kiedy mecz tak wygląda, że kończysz go zdobywając 105 punktów – nie może być lepiej.
Mieliście dziś pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami?
We współczesnej koszykówce różnicę 10 punktów można zniwelować w półtorej minuty, to są dosłownie trzy posiadania. Wydaje mi się jednak, że grę nerwów, kiedy z kilkunastu punktów straty Słoweńcy zeszli na osiem wytrzymaliśmy bardzo dobrze.
To było olbrzymie wyzwanie, żeby zacząć turniej z aż tak wysokiego C. Zaczęliśmy dobrze i poszła fala. Mamy wspaniałych liderów, którzy ciągną naszą kadrę od lat. Doszedł Jordan Loyd – wszyscy widzą jakiego kalibru jest graczem. W tej drużynie każdy wykonuje swoją robotę. Mamy pierwsze zwycięstwo, cieszymy się nim, ale teraz zmierzamy do szatni. W momencie gdy ją opuścimy, głowa musi być już czysta. Wspomnienia z tego wieczoru szybko musimy zostawić za sobą.
Końcówki kwart to czas weteranów? Dziś byłeś w nich bardzo skuteczny.
Każdy moment jest dobry, żeby pomóc drużynie! Cieszę się, że gdy piłka trafiała do mnie, nie pudłowałem! Trzeba wierzyć w siebie, to jest podstawa do sukcesu.
Jak się już jest na boisku, to nie myśli się, że przed tobą jest wielki Luka Doncić. Przecież znasz jego mocne i słabe strony. Nasz skauting jest naprawdę bardzo mocno rozbudowany. Kiedy przyszło mi go bronić, starałem się robić to, co mówili trenerzy – dać mu szansę, by poszedł w lewo. Poszedł w lewo, ustałem.
Ale to nie jest przecież tak, że żyje się jedną akcją. Mecz koszykówki składa się z 70 posiadań z jednej i z drugiej strony. Mamy łącznie ok. 140 akcji. Musimy być na nie przygotowani. Wydaje mi się, że każdy z nas właśnie z takim nastawieniem przystąpił do dzisiejszego meczu.
Słoweńcy wypominali wam przed tym meczem wiek, a wy bez problemu wytrzymaliście wysoką intensywność tego meczu…
Jesteśmy naprawdę bardzo, ale to bardzo dobrze przygotowani fizycznie do turnieju jako do całości. Pomimo tego, że okres przygotowawczy trwał blisko 30 dni, przepracowaliśmy go solidnie i to było dziś widać. Chyba Olek Balcerowski miał tylko delikatne problemy z łydkami, ale cała reszta spokojnie dawała radę przez cały mecz.
Klimat Spodka poniósł was do lepszej gry?
Cieszę się, że pojawiła się zorganizowana grupa kibiców ligowej koszykówki, która nas niosła. Narzucała rytm, przyśpiewki. Przy takiej publiczności gra się fantastycznie – cieszę się, że to dało zwycięstwo. Mam do kibiców tylko jeden apel: zróbmy sold-out na wszystkich pięciu meczach. Nie tylko na kolejnym meczu z Izraelem oraz tym z Francją!