Zespoły z Włocławka i z Charleroi dzielą w pucharowej grupie ten sam bilans – 1-3. Oba mogą jednak jeszcze awansować, wyprzedzając Szwajcarów z Fryburga (2-2), którzy w piątej kolejce zmierzą się z niepokonanym dotąd Ludwigsburgiem (4-0). Bardzo prawdopodobne, że zwycięzca meczu z Charleroi zrówna się ponownie bilansem Szwajcarami.
Co warto wiedzieć o możliwych wariantach rozstrzygnięć w grupie w kontekście zespołu z Włocławka? Sytuacja jest dość prosta – zwycięstwa w Belgii i Szwajcarii obojętnie jaką różnicą punktową zapewniają Anwilowi awans do fazy grupowej. Bez oglądania się na inne wyniki. Jedna porażka prawie na pewno eliminuje Anwil z dalszych gier. To „prawie”, to możliwa (i nie aż tak nierealna) sytuacja, w której Ludwigsburg wygrywa swoje oba pozostałe mecze. Wtedy Anwil może jeszcze wyjść z grupy mimo porażki w Belgii, wygrywając wysoko, albo bardzo wysoko w ostatniej kolejce w Szwajcarii. Jak wysoko? To zależałoby od rozmiarów ewentualnej porażki ze Spirou, ale można założyć, że minimalny rozmiar potrzebnego zwycięstwa wynosiłby ok. 20 punktów.
W pierwszym meczu obu zespołów rozgrywanym w grudniu, Belgowie w drugiej połowie zdominowali Anwil, osłabiony w trakcie spotkania urazami Luke’a Nelsona i Justina Turnera. Wydaje się jednak, że był to inny zespół Spirou, niż ten, z którym Anwil zagra w środę. Ćwierćfinalista poprzedniego sezonu ligi Beneluksu (BNXT) notuje fatalny styczeń. Oprócz dwóch porażek w pucharach, środowy rywal Anwilu przegrał także 2 z ostatnich trzech meczów ligowych. Obecny bilans 10-9 wystarcza zaledwie do ex-aequo 10. miejsca wspólnej ligi Belgii i Holandii. Porażki to efekt problemów zdrowotnych kilku zawodników, jak na przykład w pucharowym meczu z Ludwigsburgiem, kiedy bardzo skrócona rotacja dała o sobie znać w drugiej połowie spotkania.
Obniżka formy zbiegła się też w czasie z opuszczeniem zespołu przez Cobe’a Williamsa (PG, 183/26) – najlepszego strzelca zespołu w BNXT, w pucharach i w pierwszym meczu przeciwko Anwilowi (18 pkt.). Grudniowy mecz w Hali Mistrzów był jego ostatnim dla belgijskiego klubu, po nim Amerykanin rozwiązał kontrakt i z powodów osobistych wrócił do USA. W jego miejsce klub zakontraktował filigranowego Chrisa Lykesa (PG, 170/27). Rozgrywający, wg niektórych źródeł mierzący nawet poniżej 170 cm wzrostu i rozpoczynający ten sezon w 2. lidze tureckiej, miał piorunujący debiut w Spirou – w przegranym meczu z Fribourgiem rzucił 27 punktów, a w trzech kolejnych meczach ligowych kolejno 18, 15 i 19. Nie przełożyło się to jednak zupełnie na wyniki Charleroi.
Pozostała rotacja zespołu pozostanie prawdopodobnie bez zmian w porównaniu do pierwszego meczu zespołów, choć część graczy w międzyczasie borykała się z różnymi problemami zdrowotnymi. Obok Lykesa na obwodzie zagrają Belg Quinten Smout (G, 193/23) i reprezentant Holandii (choć tylko epizodyczny) – Sander Hollanders (G, 194/24), a także lokalny młody gracz, Adedayo Polet (G/F, 190/20), którego rola w trakcie sezonu znacząco wzrosła. Warto zwrócić na niego uwagę. W pierwszym meczu zespołów młodzieżowy reprezentant Belgii trafił 3 rzuty z dystansu – więcej niż w którymkolwiek wcześniejszym meczu pucharowym. Miesiąc później, w meczu przeciwko Ludwigsburgowi Polet powtórzył ten wyczyn, ale tydzień później w Szwajcarii przymierzył zza łuku już 7 razy.
Najważniejsi gracze na pozycjach skrzydłowych to młody Duńczyk Gustav Kundsen (SF, 203/22), belgijski talent Xander Pintelon (PF, 208/22) oraz najbardziej doświadczeni w drużynie – Bułgar Yordan Minchev (F, 202/27) i Holender Willem Brandwijk (PF, 204/30).
Pozostali gracze podkoszowi nie powinni Anwilowi wyrządzić krzywdy. Francuz Craig Adzeh (PF, 205/22) oraz Belgowie Maxime Bilolo (F/C, 198/21) i Archange Izaw-Bolavie (C, 210/24) we Włocławku zagrali łącznie 29 minut i trafili 2 rzuty z gry (łącznie 5 punktów).
Trenerem zespołu od trzech sezonów jest 42-letni Belg Sam Rotsaert, który wcześniej był w klubie asystentem.
Zaglądając w statystyki, widzimy, że statystycznym liderem zespołu był Williams (śr. 14 pkt. w pucharach i 18 w BNXT) i że zastąpił go Lykes (śr. 17 pkt. w lidze i 27 w pucharowym debiucie). Różnica jest taka, że Lykes w każdym z czterech spotkań od momentu przyjścia do klubu był najlepszym strzelcem swojej drużyny i dominował jej grę – oddał w nich w sumie 60 rzutów. Siłą belgijskiej ekipy był dotąd wyrównany skład – Brandwijk, Minchev, Smout, Knudsen i Hollanders za plecami Williamsa notowali w pucharach średnie zbliżające się lub minimalnie przekraczające barierę 10 punktów na mecz.
Czy znalezienie balansu pomiędzy grą swojego lidera, a korzyścią dla drużyny, będzie kluczem dla trenera Rotsaerta? Czy Kamil Łączyński, vis-a-vis Lykesa, poprowadzi Anwil do zwycięstwa przybliżającego zespół do wyjścia z grupy? Czy trener Anwilu Selcuk Ernak znajdzie sposób, by polski weteran nie spędził na boisku więcej niż 25 minut? Jak wypadnie po zapowiadanym powrocie do gry po wyleczeniu kontuzji Justin Turner?
Przekonamy się w późny, środowy wieczór. Początek meczu o godz. 20:30. Transmisję internetową przeprowadzi TVP Sport.