Jasne, jasne – wspominając moment, w którym Jordan Loyd na trwałe wpisał się do historii NBA i, przede wszystkim, został legendą kibiców Toronto Raptors moglibyśmy przypomnieć słynny cytat z nie mniej legendarnej polskiej komedii:
Oczywiście, gdybyśmy nagle znaleźli się w Toronto i zaczęli wypytywać o nowego reprezentanta Polski przypadkowych przechodniów noszących koszulki mistrzów NBA z 2019 roku, więcej z nich mogłoby go skojarzyć z przydomku „przypadkowy gość w garniturze” niż jako Jordana Loyda.
Ale żeby była od początku była pełna jasność – nowy gracz naszej reprezentacji koszykarzem przypadkowym nie jest! Nieprzypadkowo znalazł się też na fotografii, która ilustruje ten tekst i która na zawsze będzie symbolem sensacyjnego, jedynego w historii Raptors tytułu mistrzowskiego.
To był pierwszy w historii NBA buzzer-beater w siódmym meczu playoff, a Jordan Loyd zajął w kluczowym momencie najlepsze miejsce w hali – zaraz obok czekających całą wieczność na to, czy tańcząca po obręczy piłka wpadnie w końcu do kosza Kawhiego Leonarda i Joela Embiida!
Loyd w tym meczu z Sixers, w tej serii, ba – w ogóle w playoff 2019 – w barwach Raptors nie zagrał. Gdy piłka była jeszcze w powietrzu postawił jednak stopę na parkiecie i po chwili był jednym z tych, którzy najmocniej ściskali Kawhiego. Pominięty w drafcie 2016 roku przez kilka lat walczył o kontrakt w NBA. Ostatecznie, po bardzo udanym dla siebie pierwszym sezonie w Europie, gdy był trzecim najlepszym strzelcem izraelskiej ekstraklasy, dopiął swego pod koniec października 2018 roku, gdy wszedł na parkiet najlepszej ligi świata w końcówce meczu Raptors z Milwaukee Bucks.
Tak naprawdę swego dopiął nieco wcześniej – miejsce w składzie Raptors wywalczył podczas Ligi Letniej. Żeby móc skorzystać z oferty klubu NBA, musiał się latem 2018 roku wycofać z podpisanej kilka tygodni wcześniej dwuletniej umowy z Darussafaka Stambuł. Loyd dopiął swego jednak tylko częściowo – podpisał z Raptors umowę two-way, która wykluczała z gry w playoff. W Europie mógł zarobić więcej.
Łącznie w barwach Raptors zagrał tylko w 12 meczach, lecz jest uważany w Toronto za integralną część mistrzowskiego drużyny. Nie tylko ze względu na obecność na ikonicznym zdjęciu czy też – tym bardziej – 29 punktów zdobytych w trakcie łącznie zaledwie 55 minut gry w NBA. To właśnie Loyd w trakcie wielkiego finału 20189 przeciwko przetrzebionym kontuzjami Golden State Warriors podczas treningów Raptors imitował… Stephena Curry’ego. Podobno był w tym całkiem niezły.
Tyle, jeśli chodzi o Loyda i NBA. Nowa nadzieja naszej kadry już do najlepszej ligi świata nie wróciła. Ale nieprzypadkowo już w tamtym, mistrzowskim sezonie 2018/19 Amerykanin mógł grać w europejskiej NBA. Darussafaka szykowała się latem 2018 do gry w Eurolidze. Gdyby Loyd tureckiej oferty nie odrzucił, spotkałby w tym zespole dobrze znanego kibicom Anwilu Selcuka Ernaka.
Od 2019 roku nowy koszykarz naszej kadry Euroligi już nie opuszcza. Reprezentował kolejno barwy Valencii, Crveny Zvezdy Belgrad, Zenita St. Petersburg, Maccabi i – zdecydowanie najdłużej – Monaco.
Z francuskim zespołem grał w ostatnim finale Euroligi. Na liście jego płac z roczną pensją w wysokości 1 mln dolarów zajmuje (wspólnie ze znanym z boisk PLK Donatasem Motiejunasem i gwiazdą reprezentacji Grecji Nickem Calathesem) drugie miejsce. Ustępują jedynie zarabiającemu trzykrotnie więcej Mike’owi Jamesowi. Umowa Loyda z Monaco jest ważna do 2026 roku.
Sportowo w przypadku Loyda mówimy potencjalnie o najlepszym naturalizowanym koszykarzu, który kiedykolwiek zakładał koszulkę reprezentacji Polski.
AJ Slaughter na zawsze pozostanie legendą KoszKadra. Jego sukcesów, a także wielu lat gry w niej długo żaden z kolejnych naturalizowanych graczy może nie przebić. Debiutując w 2015 roku w polskiej drużynie AJ też był świeżo po sezonie euroligowym w barwach Panathinaikosu Ateny, który wówczas dotarł do ćwierćfinału. Zresztą – Slaughter miał wówczas podobne statystyki do tych Loyda z ostatniego sezonu w Monaco.
| Mecze | Minuty | Punkty | Asysty | Rzuty z gry | Rzuty za 3 | |
| AJ Slaugther (2014/15) | 23 | 22.8 | 9.7 | 1.7 | 38.8 | 36.7 |
| Jordan Loyd (2024/25) | 33 | 20.8 | 9.0 | 1.7 | 43.6 | 37.4 |
Tak naprawdę różnice między Slaughterem 2015 a Loydem 2025 są jednak zasadnicze.
– Loyd jest o cztery lata starszy i fakt, że PZKosz. starał się o to, by polski paszport otrzymał także o niemal pięć lat młodszy Jerrick Harding nie jest przypadkowy – to z królem strzelców ostatniego sezonu hiszpańskiej ekstraklasy nasza kadra może wiązać większe nadzieje na przyszłość
– Loyd jest równie dobrym strzelcem jak Slaughter, ale uchodzi za lepszego kreatora i jest przede wszystkim graczem dużo mocniejszym fizycznie, który także po bronionej stronie boiska powinien być atutem naszej kadry
– Loyd ma zdecydowanie więcej od Slaughtera z 2015 roku doświadczenia zdobytego na najwyższym europejskim poziomie – 159 meczów Euroligi to naprawdę solidna dawka gry w poważny basket
– Loyd w przeciwieństwie do Slaughtera z 2015 roku ma atut gry w jednej drużynie z liderem naszej kadry – wspólnie z Mateuszem Ponitką reprezentował w sezonie 2021/22 barwy Zenita St. Petersburg
Ze Slaughterem łączy go niewątpliwie jedno – gdy będzie taka potrzeba, nie będzie się bał brać odpowiedzialności za oddawanie decydujących rzutów na siebie.
Przygotowująca się do EuroBasketu 2025 reprezentacja Polski zakończyła pierwszą fazę przygotowań – 8-dniowe zgrupowanie w Krakowie. W piątek udała się na turniej do Włoch, podczas którego jej rywalami będzie w sobotę Senegal, a dzień później Islandia lub Włochy.
Loyd powinien dołączyć do zespołu w ciągu kilku dni. Można się spodziewać, że w zaplanowanych na 10-17 sierpnia meczach towarzyskich ze Szwecją, Gruzją i Finlandią powinien zagrać.
Czy na przełomie sierpnia i września, po kolejnych – miejmy nadzieję – zwycięstwach naszej reprezentacji znajdzie się na ustach wszystkich? Nie wiemy. Póki co mamy tylko pewność, że ten „przypadkowy gość w garniturze” ma dystans, do otaczającego go świata.
Gdy w czerwcu 2019 roku na ulicach Toronto podczas parady mistrzowskiej Raptors na ulicach miasta bawiło się ponad milion osób, Kawhi Leonard będąc u szczytu swojej kariery założył koszulkę z ukutym przez samego siebie hasłem „Board Man Gets Paid”, będącym w największym uproszczeniu odpowiednikiem naszego „ciężka praca popłaca”.
Jordan Loyd znów siedział obok niego. W koszulce „RANDOM GUY IN A SUIT”.
Po latach wspomina tamte chwile z uśmiechem na ustach.
Miejmy nadzieję, że gdzieś w okolicach połowy września, gdy będzie się kończył EuroBasket 2025, Loyd też będzie miał powody do świętowania sportowego sukcesu, a nawet jeśli jego przygoda z reprezentacją Polski nie okaże się długa (gra w Eurolidze uniemożliwi mu przecież występy w eliminacjach do MŚ 2027) to zostanie przez nas zapamiętana na dłużej.
W Toronto najbardziej zagorzali kibice Raptors pamiętają. Spacerując po mieście można natknąć się na murale z podobiznami Kawhiego oraz nowego reprezentanta Polski. Gdy ponad rok po zdobyciu tytułu Loyd w lipcu 2020 roku w końcu odebrał swój pierścień mistrzowski, fani jedynego kanadyjskiego zespołu NBA mieli tego świadomość.
Przyszły reprezentant Polski, oglądając swoją cenną sportową biżuterię, właściwie nie bardzo wiedział co z nią zrobić.