Strona główna » Karolak: Grecki trener Śląska udaje Greka! „Nie ma siana, nie ma grania”. Pocieszając Spójnię…
PLK

Karolak: Grecki trener Śląska udaje Greka! „Nie ma siana, nie ma grania”. Pocieszając Spójnię…

0 komentarzy
Nie rozumiem narzekań greckiego trenera Śląska, że nie ma graczy chętnie biegających do kontry i mogących kończyć akcje efektownymi wsadami po meczu, w którym potrafił zdjąć Kubę Nizioła z parkietu po 3 minutach gry, w których ten nie dotknął piłki. King wciąż nie wygląda ma poważną drużynę koszykówki. Największe powody do radości mają kibice we Włocławku i Lublinie.

Energa Icon Sea Czarni Słupsk – Dziki Warszawa 78:64

Można spokojnie użyć formułki „mecz się odbył, a wygrała go drużyna lepsza”, a następnie dodać jeszcze jedną: „o żadnej z drużyn nie dowiedzieliśmy się niczego, czego wcześniej byśmy o niej nie wiedzieli”. 

Czarni będą niewygodnym rywalem w playoff, o ile tylko oczywiście w nim wystąpią. Zdziwiłbym się mocno, gdyby było inaczej. Ta ekipa przypomina mi Spójnią z poprzedniego sezonu. Ten sam Alex Stein, choć w innej, ważniejsze roli. Poza tym – Roberts Stelmahers w roli trenerskiego szarlatana, niczym Sebastian Machowski. Duet Stein – Loren Jackson to obecnie spokojnie Top4 duet obwodowy w PLK. Okazuje się, że wystarcza taki obudować solidnymi, dobrze dobranymi zadaniowcami oraz pomysłowym trenerem i można walczyć do ostatniej kolejki sezonu zasadniczego o Top4. Nie wiem czy lepiej to świadczy o Czarnych, czy gorzej o ich rywalach i PLK jako takiej, ale – takie są fakty. 

Dziki od kilku tygodni przypominają zespół, który myśli już tylko o jednym – żeby ten sezon się już skończył. Nikola Radicević nie przypomina bałkańskiego, pełnego pasji i emocji koszykarza, snuje się smętnie po boisku, sprawiając wrażenie, jakby był gdzieś obok zespołu. Już nawet trener Szablowski prowadzi mecze jakby nieco spokojniej. 

Po tym co widziałem w Słupsku, nie jestem wcale pewien, czy bezkłowe Dziki w ostatniej kolejce pokonają przynajmniej Spójnię!

Górnik Zamek Książ Wałbrzych – AMW Arka Gdynia 84:63

Można się nabijać z zespołu z Gdyni – i właściwie nie tyle wypada, co można, bo ten sezon to w jego wykonaniu seria pomyłek i pokaz „jak przepalić solidny budżet” – ale po takim meczu jak ten w Wałbrzychu, nie powinno się zapominać o jednym: Arka zagrała bez trzech najlepszych koszykarzy. Pokażcie mi jakikolwiek zespół bez trzech liderów, który wyjdzie na boisko i ot tak, wygra mecz. 

Duże słowa uznania dla Bartosza Sarzało, że w takim momencie zdecydował się objąć pozycję trenera. Sytuacja Arki nie jest trudna – jest fatalna. Jeśli z GTK znów zagra bez trójki Nemanja Nenadić – Stefan Djordjević – Łukasz Kolenda, w moim oczach nie będzie faworytem. 

Legia Warszawa – WKS Śląsk Wrocław 88:79

Mecz bez historii, Legia była wyraźnie lepsza. Defensywa, szczególnie podkoszowa Śląska, wołała o pomstę do nieba. Najprostsze akcje pick and roll w wykonaniu gospodarzy jawiły się ekipie z Wrocławia jako fizyka kwantowa. Gdy do braku zrozumienia i przynajmniej próby rotacji, pomocy ze skrzydeł dodamy słabe warunki fizyczne Emmanuela Nzekwasiego i DeJona Davisa – oni są za wolni, obaj! – to mamy to, co mamy. Czyli mamy 17/20 z gry duetu Mate VucićAleksa Radanov

Ten ostatni może okazać się tym elementem, który odmieni, albo po prostu sklei zespół Legii. Serb ma świetne warunki fizyczne, chęć do gry i całkiem niemały pakiet umiejętności. Ostatnio ewidentnie otrzymuje coraz poważniejsze zadania od sztabu szkoleniowego, więcej widzimy jego akcji z piłką w ręku. Fajnie! Gdy przychodził do Legii w środku sezonu i oglądałem go w akcji podczas turnieju finałowego o Puchar Polski w Sosnowcu robił na mnie dobre wrażenie. 

Narzekania trenera Śląska Aristeidisa Lykogiannisa po porażce w stylu „to przecież nie ja ten zespół zbudowałem, brakuje mi rozgrywającego, brakuje mi graczy szybkich, brakuje stabilizacji i czasu” przyjąłem z niemałym zdziwieniem. Jak dla mniej Grek udaje… Greka. Przyjmowanie pozy, jakby nie wiedział miesiąc temu, podpisując kontrakt we Wrocławiu, w co się ładuje to jednak nonsens. 

Przecież Lykogiannis został do Wrocławia sprowadzony jako strażak – do gaszenia pożaru, a nie inżynier – do stawiania nowego domu od fundamentów. Powinien to rozumieć. Na pewno szefowie Śląska mogli liczyć na to, że nie będzie im wypominał wszystkich błędów z tego sezonu. Dziwne to. 

Jeszcze dziwniejsze w wykonaniu Greka jest to tłumaczenie, że nie ma graczy chętnie biegających do kontry i mogących kończyć akcje efektownymi wsadami zaraz po meczu, w którym potrafił zdjąć Kubę Nizioła z parkietu po 3 minutach gry, w których ten nie dotknął piłki. Pytanie „to po co ten Nizioł był sprowadzany?” aż ciśnie się na usta. 

Tauron GTK Gliwice – Trefl Sopot 90:86

Jarosław Zyskowski wciąż jest traktowany przez Żana Tabaka jak jakiś zadaniowiec który w jednym meczu może zagrać, a w drugim nie załapać się do rotacji. Nie przestaje mnie to dziwić, biorąc pod uwagę doświadczenie reprezentanta Polski, a nawet fakt, że jest jednym z lepiej opłacanych graczy w zespole. Ale Chorwat ewidentnie stawia na obcokrajowców i cóż – ma do tego prawo. 

Inna sprawa, że Trefl od dłuższego czasu zawodzi. Czasami mniej, czasami bardziej – ale regularnie. Gdy Nick Johnson gra słabo, tak jak w Gliwicach, Treflowi często brakuje argumentów.

GTK? Brawo za utrzymanie. W decydującym meczu trafili 10 trójek – to jak na nich dużo – i mieli pięciu graczy z dwucyfrową liczbą punktów. Z przebiegu całego sezonu zasłużyli na utrzymanie. 

Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski – PGE Start Lublin 82:89

„Nie ma siana, nie ma grania” – mówi stare, sportowe porzekadło. Skoro, jak słyszę, zaległości klubu wobec koszykarzy, przynajmniej niektórych, sięgają trzech miesięcy, to naturalną koleją rzeczy jest, że nieszczególnie zależy im na tym, by do końca sezonu wypruwać sobie żyły. Nie widziałem w grze Stali tego pazura, którym zwykle charakteryzowała się drużyna Andrzeja Urbana

Dla Startu pewne miejsce w Top6 to ogromny sukces. Wojciech Kamiński jeszcze raz potwierdził, że jest gwarantem awansu prowadzonej przez siebie drużyny do playoff. Jeśli kiedykolwiek miał przejść egzamin, czy te gwarancje nie wynikały z momentami całkiem niemałych budżetów drużyn, które prowadził – tych z Radomia, Ostrowa czy Warszawy – to właśnie w Lublinie, z wiecznie omijającym playoff i zmniejszającym przed tym sezonem budżet Startem. Oklaski!

Czy w playoff Start może się rozpędzić jeszcze bardziej i wygrać serię? Nie wiem czy ten zespół fizycznie może wytrzymać częstszą grę, wielu jego graczy dość często zgłasza mikrourazy. W rundzie finałowej to może być problem. Ale przy odrobinie szczęścia i zachowaniu pełni zdrowia…

Póki co nie zdziwię się, jak Start na zakończenie sezonu wygra także we Włocławku. On zagra na luzie, a Anwil może przecież wystąpić w nieco eksperymentalnym zestawieniu. 

PGE Spójnia Stargard – Orlen Zastal Zielona Góra 80:82

Chciałbym jakoś odrobinę pocieszyć kibiców ze Stargardu – przynajmniej wasza drużyna w czwartej kwarcie pokazała nieco charakteru, naprawdę rzuciła na szlę wszystko co miała. A że Malik Johnson w końcówce zgłupiał, to już inna sprawa. Z taką grą jak w ostatnich 10 minutach, a przede wszystkim z takim zaangażowaniem Spójnia może jeszcze jechać na mecz z Dzikami do Warszawy z nadzieją na zwycięstwo. Niech walczy do końca! Zespół ze stolicy jest naprawdę w solidnym dołku, a sport lubi płatać niezłe figle. 

16.2 punktu Szymona Wójcika przy 73-procentowej skuteczności rzutów z gry w 6 meczach w barwach Zastalu mówi jedno – jak bardzo słuszna była jego decyzja o opuszczeniu Kinga. 

Anwil Włocławek – MKS Dąbrowa Górnicza 95:91

Jeśli Luke Nelson i Kamil Łączyński rozgrywają wspólnie w meczu 3 minuty, a zespół z Włocławka wciąż wygrywa – to kibice Anwilu mogą spać kilkanaście dni przed pierwszym meczem w playoff względnie spokojnie. 

Wiem, że po poprzednich rozgrywkach we Włocławku wciąż jest lekka trauma, ale nie wiem czy w nadchodzącej I rundzie playoff ktokolwiek może Anwilowi zagrozić. Wiem natomiast, że jego ćwierćfinałowa rywalizacja ze Śląskiem mogłaby być najlepszym początkiem playoff, jaki możemy sobie wymarzyć. Poproszę o kolejną odsłonę Świętej Wojny PLK. Niech się dzieje już od startu!

Arriva Twarde Pierniki Toruń – King Szczecin 101:103

Sportowo bardzo-bardzo cenne zwycięstwo gości, ale trudno być pod wrażeniem ich gry. Obecnie ta drużyny to Jovan Novak, niewiele więcej. Oczywiście, potencjalna moc ofensywna Kinga pozostaje ogromna, ale to zespół, który w połowie sześciu ostatnich meczów ligowych stracił ponad 100 punktów. Zazwyczaj poważne drużyny, czyli takie z mistrzowskimi ambicjami, rywalom na takie harce nie pozwalają. Wciąż nie rozumiem optymizmu trenera Miłoszewskiego. 

W meczu kończącym rundę zasadniczą King nie będzie dla mnie faworytem meczu z Legią. Szanse oceniam 50/50.

Jeszcze chwila o Kingu – wątpię, by w Szczecinie byli zadowoleni z Marcusa Lee. Póki co ten środkowy nie rokuje. Ale może dopiero playoff obudzi w nim koszykarza przez większe „K’?

Jeszcze druga chwila – o Piernikach. Gdy widziałem ich w starciu z Kingiem nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że w drugiej rundzie play-in, o ile do niej dojdą, mogą ograć Górnika Wałbrzych, ale niekoniecznie Śląsk. Wynik ich ostatniego meczu z Toruniu nie był raczej dziełem przypadku.