Nowy zawodnik Śląska, którego wrocławski klub z dumą – słuszną! – zaprezentował swoim kibicom we wtorek nie jest koszykarzem przypadkowym.
Twierdzenie, że 86 meczów w NBA nie rozgrywają gracze przypadkowi, byłoby lekką przesada, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że niespełna 10 lat temu Whitehead uchodził za duży talent. Wciąż w otchłani Internetu można się natknąć na analizy skautów, którzy porównywali go Anthony’ego Peelera, zawodnika z kilkunastoletnim doświadczeniem w NBA. Nie świadczą one wprawdzie najlepiej o ich autorach, bo mówimy tu o graczu, który kiedyś był liderem NBA w skuteczności rzutów za 3, a rzut nie był i nie jest atutem Whiteheada. Choć mówimy o graczu obwodowym, Whitehead już wówczas znajdował się w piątce najsłabszych kandydatów do draftu NBA według wskaźnika true shooting spośród 100 najlepszych, których zatrudnienie rozpatrywali skauci 30 klubów.
Gdyby nie problemy z rzutem, Whitehead zostałby wybrany wyżej niż z numerem 42. z którym sięgnęli po niego Brooklyn Nets (via Utah Jazz). Zespół z Nowego Jorku był wówczas w totalnej przebudowie, za którą w roli generalnego menedżera odpowiadał Sean Marks. Lata wcześniej przez chwilę koszykarz… Śląska Wrocław.
Pochodzący z Nowego Jorku Whitehead w NBA furory nie zrobił, choć ponad 20 meczów Nets rozpoczął nawet w pierwszej piątce. Jego atuty z NCAA – przede wszystkim unikalne połączenie szybkości i ogromnej siły fizycznej – okazały się niewystarczające w starciu z najlepszymi koszykarzami świata, gdyż Isaiah wciąż nie groził rzutem. W NBA pozostało po nim wspomnienie „jednoosobowej armii ofensywnej, która jest w stanie z łatwością zapewniać swojej drużynie punkty, ale jednocześnie też gracza z tak dużymi ograniczeniami, że nie sposób znaleźć sposób na wykorzystanie go na tak wysokim poziomie gry w koszykówkę w większej roli”.
W sezonie 2018/19 nowy nabytek Śląska rozpoczął już karierę poza NBA. Jego pierwszym klubem w Europie okazał się Lokomotiv Kubań, gdzie według nieoficjalnych informacji jego kontrakt mógł wynosić nawet milion dolarów. Później – za coraz mniejsze pieniąze, grał jeszcze w Lidze Adriatyckiej, w Turcji, a Niemczech, a ostatnio w Izrealu. W poprzednim sezonie dla Ness Ziona, drużyny środka tabeli ligi izraelskiej, w każdym meczu zdobywał średnio 14.2 punkty, notując też 4.7 asysty i 4.2 zbiórki, a jego grę chwalili naszej redakcji tamtejsi trenerzy.
Whitehead dwukrotnie w swojej karierze był graczem Besiktasu Stambuł. Przy drugim podejściu – w trakcie sezonu 2022/23 – był tam podopiecznym Igora Milicicia, który przy pomocy Michała Sokołowskiego z powodzeniem walczył wówczas o utrzymanie klubu w tureckiej SuperLidze. Dla Whiteheada tamten sezon w Stambule był jednak wyjątkowo nieudany – w taktyce i rotacji trenera naszej kadry nie zdołał sobie znaleźć miejsca. Jego średnie z drugiego podejścia do Besiktasu były wyjątkowo mizerne: to było zaledwie 5.1 punktu na mecz przy katastrofalnej wręcz skuteczności (25 proc. z gry i zaledwie 18 proc. w próbach zza łuku).
Skąd takie wahania formy? W tym przypadku były pewnie efektem tego, że MIlicić, dysponując bardziej godnymi zaufania graczami na pozycję rozgrywającego, dla pudłującego rzuty Whiteheada nie znalazł odpowiedniej roli. Ale z tym zawodnikiem trenerzy mają także problem innego rodzaju.
Whitehead jest jak na zawodnika obwodowego potężnie zbudowany. Byłoby lekką przesadą porównywać go do Ziona Williamsona w wersji light, ale faktem jest, że obaj miewają ten sam problem – muszą walczyć z nadmiarowymi kilogramami. Przed jednym z sezonów spędzonych w Europie Whitehead pojawił się na zgrupowaniu swojego klubu, ważąc… 108 kg. Mówimy o zawodniku, który ma tylko ok. 192 cm wzrostu.
„W akcjach 1 na 1 jest trudny do zatrzymania, podczas gry w kontakcie potrafi robić użytek ze swojego ciała, a jest piekielnie mocny fizycznie, szczególnie od pasa w górę. Dobrze się sprawdza jako drugi kozłujący, ale nie jest w stanie być dobrym podstawowym rozgrywającym. Lubi ryzyko, więc bywa maszynką do robienia strat. Jego rzut wciąż nie jest najlepszy, choć miewa momenty, gdy trafia raz za razem. Jeśli chodzi o defensywę – może być bardzo dobrym obrońcą, kiedy jest naprawdę zmotywowany. Ma jednak też reputację gracza, którego prowadzenie nie stanowi dla trenerów czystej przyjemności” – to opinia nt. nowego gracza Śląska, którą otrzymaliśmy od jednego z bacznym obserwatorów rozgrywek Bundesligi, w której Whitehead spędził początek sezonu 2022/23, zanim wrócił do Stambułu.
– Do Ness Ziona Whitehead był sprowadzany w roli rzucającego obrońcy, ale w trakcie rozgrywek tak naprawdę stał się podstawowym rozgrywającym drużyny – to z kolei opinia, która dotarła do nas z Izraela.
Opinię trenera Śląska Miodraga Rajkovicia nt. Whiteheada też już znamy.
Nie wiemy tylko na jakiej pozycji sezon w Śląsku rozpocznie Amerykanin. Można jednak odnieść wrażenie, że jego dołączenie do pierwszego zespołu może oznaczać, iż miejsce w składzie straci pozyskany wcześniej przez wrocławian Kenan Blackshear. Wieści na temat takiego rozwiązania już od pewnego czasu krążą po Wrocławiu. Młody koszykarz może rozpocząć sezon w barwach pierwszoligowej drużyny rezerw Śląska. Z nieoficjalnych informacji wynika zresztą, że szefowie wrocławskiego klubu w umowie z tym koszykarzem zastrzegli sobie możliwość jej rozwiązania. Nawet chwilę po rozpoczęciu sezonu.
Isaiah Whitehead też już zdążył się przywitać z wrocławskimi kibicami.