Założenie, że w każdej plotce jest źdźbło prawdy bywa ryzykowne, lecz w tych, które krążą po polskim środowisku koszykarskim nierzadko kryje się przynajmniej jej część. Obiecujemy nie powtarzać wszystkich, jak również – nie unikać informowania o faktach.
Jayden Martinez da radę czy rywale zrobią ze Spójni marmoladę?
Zawirowania organizacyjne i przegrane negocjacje – najbardziej bolały niewątpliwie te z Aleksem Steinem, z tego jak na razie głównie kojarzyliśmy tego lata PGE Spójnię. Jednak stargardzki klub wbrew kłopotom, prze do przodu. W poniedziałek 4. klub minionego sezonu ogłosił swojego 3. gracza zagranicznego. Został nim Jayden Martinez.
Tak, my też nie mamy pojęcia, czego po nim się spodziewać.
Dotychczasowy przebieg kariery tego amerykańsko-portorykańskiego skrzydłowego spowodował u nas chęć wyrwania ostatnich trzech włosów z głowy. Bo jak inaczej tłumaczyć losy zawodnika, który na ostatnim roku gry w NCAA zdobywa ledwie 4.2 punktu dla bardzo przeciętnego uniwersytetu North Texas, po czym dobrze radzi sobie w Szwecji (14.8 pkt i 8.5 zb. na mecz), a i w portorykańskiej lidze BSN wcale nienajgorzej, biorąc pod uwagę rolę rezerwowego (6.5 pkt i 4.3 zb. w ciągu niecałych 15 minut).
Szukając porównań przyszła nam do głowy postać Brody’ego Clarka, podobnego – chociaż może trochę silniejszego fizycznie skrzydłowego – który występował w Stargardzie w sezonie 2022/23. Clarke pojawił się w PGE Spójni po sezonie w 2. lidze niemieckiej i prezentował się przyzwoicie (9.4 pkt, 5.5 zb.). Być może podobny poziom uda się zaprezentować Martinezowi, chociaż jego warunki fizyczne (201 cm, 98 kg) budzą u nas duże wątpliwości, jeżeli chodzi o jego przydatność na pozycji silnego skrzydłowego.
OK, w duecie z Wesleyem Gordonem jeszcze jesteśmy sobie w stanie to wyobrazić. Ale z Aleksandarem Langoviciem czy Dawidem Słupińskim? Tu obawiamy się, że rywale zrobią ze Spójni w trumnie marmoladę.
Aaa, właśnie – Dawid Słupiński. Twitter doniósł, że polski podkoszowy, który w minionym sezonie występował w MKS Dąbrowa Górnicza, z powodu zaległości finansowych rozwiązał kontrakt z tym klubem i dołączy do PGE Spójni. Akurat my takim ruchem zupełnie nie powinniśmy być jednak zdziwieni. W roli zmiennika na pozycji 4-5 to akurat byłoby dla Spójni bardzo logiczne i rozsądne uzupełnienie składu, także ze względu na wzmocnienie polskiej rotacji, która cały czas znajduje się w powijakach.
Kończąc jeszcze temat Martineza… Na pewno optymistami mogą być kibice, którzy wierzą w prawo serii, czy też fabrycznej taśmy. Przez szwedzki Koping Stars w minionych latach przewinęli się przecież choćby Jonah Matthews czy Jonah Radebaugh, którzy potem wylądowali na topowym poziomie w Europie. Na razie przed Martinezem jednak do tego daleka droga, także finansowa. Nieoficjalnie usłyszeliśmy, że w Stargardzie jego kontrakt nie przekracza 40 tysięcy dolarów za sezon i jest to mniej, niż dwa sezony temu otrzymywał przypomniany przez nas Clarke.
Litewski Woroniecki w Zielonej Górze
Składamy samokrytykę. przyznając się bez bicia – ostatnio rzadziej niż byśmy chcieli zaglądamy do zespołów, które w minionym sezonie znajdowały się w dolnej części tabeli Orlen Basket Ligi.
Dzisiaj choć częściowo nadrabiamy zaległości. Na tapetę bierzemy Evaldasa Saulysa, pierwszego obcokrajowca podpisanego na sezon 2024/25 przez Zastal Zielona Góra.
Uzyskanie z Litwy opinii na temat tego gracza nie było łatwym zadaniem. Tamtejsi fani koszykówki są w szoku. W końcu po tym, gdy BC Rytas zdetronizowało Żalgiris Kowno, w nocy z niedzieli na poniedziałek ich stan musiał się jeszcze pogorszyć, gdy Portoryko pozbawiło ich reprezentację szans na występ na igrzyskach w Paryżu.
Na szczęście jeszcze przed zakończeniem spotkania w San Juan opinie o nowym nabytku Zastalu już były dostępne na naszej skrzynce,
„To solidny gracz ze średniego poziomu LKL. Dobry strzelec, przyzwoity w innych elementach gry. Nie należy jednak oczekiwać, żeby pomógł jako rozgrywający – pomimo sugerujących taką możliwość warunków fizycznych, w tym akurat nie ma doświadczenia. Spodziewam się około 10 pkt na mecz w PLK na dobrej skuteczności” – przekazał nam nasz litewski informator.
Rzeczywiście umiejętności rzutowe wydają się być głównym atutem 31-latka. Zazwyczaj jego TS% (efektywna skuteczność) kręci się w okolicach 0,60, czyli bardzo przyzwoitego wskaźnika dla gracza, który nie jest pierwszą opcją ofensywną. Mimo tego można się jednak zastanawiać, czy w praktyce okaże się on lepszy choćby od Marcina Woronieckiego i czy akurat tego typu obcokrajowców potrzebujemy na naszych parkietach.
Gdy gracz swoją postawą udowodni nam, że nie wiemy, o czym piszemy, chętnie to przyznamy.
Niechciany w Legii, idzie do góry
PJ Pipes – transfer tego właśnie gracza ogłosił w poniedziałek turecki Bursaspor, klub występujący w tamtejszej Superlidze. Tego samego, który poprzedni sezon rozpoczął w Legii Warszawa. Tam wydawał się bardzo zagubiony (8.5 pkt średnio w 17 spotkaniach), niczym cienki ser w kanapce pomiędzy Christianem Vitalem i Marcelem Ponitką.
W styczniu obie strony zdecydowały się przerwać wzajemną męczarnię i obie dobrze na tym wyszły. Legia podpisała Lorena Jacksona, a Pipes zaliczył mocną końcówkę sezonu w łotewskim VEF Ryga (17.6 pkt średnio w 15 meczach).
Teraz, niespodziewanie lub nie, Pipes dostanie szansę na sprawdzenie się na wyższym poziomie. Bursaspor w minionym sezonie o włos przegrał awans do playoff z prowadzonym przez Selcuka Ernaka Turk Telekom. Amerykanin ma w nim występować na obu pozycjach obwodowych, a jego kontrakt w nowym klubie wyniesie około 100 tysięcy dolarów.