1. Legia Warszawa – Andrzej Pluta jr
Bo kto inny?
Statystyki końcowe nie pokazują skali postępu, który wykonał w tym sezonie Andrzej. Miewał słabsze mecze. Miał też tygodnie, które go wyraźnie spowolniły, gdy zmagał się z przeciążeniowym urazem.
Gdy jednak Legia naprawdę to potrzebowała, najczęściej okazywał się znakomity. Wziął drużynę mistrza Polski na swoje barki. Coraz mocniejsze barki! Wielu się spodziewało, że to Jayvon Graves naturalnie wskoczy w buty Kamerona McGusty’ego, ale Andrzej nie oddał Amerykaninowi obuwia z napisem „lider zespołu”.
I lepiej dla Legii, by to właśnie APJ w końcówkach najważniejszych meczów playoff miał częściej piłkę w rękach niż ogólnie bardzo pożyteczny, ale też mający w decydujących momentach problemy z wykreowaniem sobie pozycji do rzutu Graves.
2. King Szczecin – Tomasz Gielo
Rok temu gwiazdorski King odpadł w fazie play-in, choć Krzysztof Król nie żałował pieniędzy na budowę tamtego składu. W tym roku już nieco oszczędzał na pensjach obcokrajowców, a nie żałował na uposażenie dla gracza, który wracał do swojego rodzinnego miasta i miał przejąć rolę lidera.
King był krok od tego, by wygrać rundę zasadniczą. Albo jak kto woli o jedną decyzję – a raczej jej brak – sędziego Chrakowieckiego przy rzucie za 3 Gielo na dogrywkę w środowym meczu z Legią.
Być może faktycznie kontakt lidera Kinga z brzuchem Shane’a Huntera nie kwalifikował się na faul. Sędzia Chrakowiecki stał zaraz obok. Ale czy gdyby przy tak szalonym rzucie użył gwizdka ktoś mógłby mówić o jakiejś wielkiej niesprawiedliwości?
Wynik ostatniego meczu nie zmienia w niczym faktu, że Gielo wrócił do Szczecina w wielkim stylu.
3. Śląsk Wrocław – Noah Kirkwood
Tak naprawdę Śląsk z sezonu 2025/26 – pewnie dopóki nie zdobędzie mistrzostwa Polski – i tak będzie mi się kojarzył głównie z Ainarsem Bagatskisem. Ale o nieobecnych nie ma sensu dłużej rozmawiać, zostawmy już tę historię.
Słyszę, że Noah Kirkwood ma wrócić do gry w playoff i już nie mogę się doczekać, by znów ujrzeć go w akcji. Zawodnicy tego kalibru mogący z powodzeniem grać na pozycjach 2/3/1 – dokładnie w takiej kolejności, w każdym przypadku z zyskiem dla zespołu – nie trafiają na parkiety PLK zbyt często.
Dla mnie zdrowy Kirkwood to wciąż najlepszy, a przynajmniej najbardziej kompletny gracz ligi. Jeśli będzie zdrowy i w pełni formy w playoff – Śląsk mimo tych wszystkich dziwnych zawirowań z końcówki sezon wciąż może zdobyć to mistrzostwo. Także z Jackiem Winnickim na ławce trenerskiej.
4. Energa Trefl Sopot – Paul Scruggs
Co dwa lata mogą zmienić w grze jednego zawodnika świetnie pokazuje jego przykład. W mistrzowskim Treflu z 2024 roku Scruggs był jedynie zadaniowcem. Świetnym, ale wciąż – tylko zadaniowcem. 24 miesiące później jest w stanie spełniać o wiele ważniejsze zadania.
Scruggs trafia już prawie 50 procent trójek, a w swoim trzecim sezonie na europejskich parkietach dojrzewa z miesiąca na miesiąc. Jestem bardzo ciekaw tego jak ułoży się hierarchia w tym zespole, gdy do zdrowia i gry wróci Jakub Schenk.
A przecież wszyscy mamy nadzieję, że to nastąpi już niebawem!
5. Dziki Warszawa – Landrius Horton
Wyświechtane „rósł wraz z zespołem” byłoby tu kompletnie nieodpowiednie. On od początku do końca sezonu był świetny!
Skauci Dzików słusznie bardziej niż na przeciętne statystyki Hortona z ligi cypryjskiej spoglądali na te z meczów w europejskich pucharach. Brawo oni! Nie mam większych złudzeń, że po tak równym sezonie króla strzelców PLK sezonu 2025/26 nie zobaczymy na naszych parkietach w kolejnych rozgrywkach.
Nie ze względu na niesamowitą stabilność tego gracza. Bardziej dlatego, że to po prostu koszykarsko ktoś więcej niż tylko łowca punktów.
6. AMW Arka Gdynia – Kamil Łączyński
Czpaki z głów przed weteranem naszych parkietów! Udowodnił po raz kolejny, że w PLK jest jednym z najlepszych gwarantów sukcesu w trakcie ostatniej dekady. Arka z pośmiewiska ligowego ostatnich kilku lat stała się poważnym klubem. I poważanym, nawet przez osoby od lat sympatyzujące z Treflem!
„Łączka” przy okazji pokazał, że w życiu sportowca nie ma momentu, w którym można sobie powiedzieć „lepszy to ja już nie będę”. Po raz pierwszy od czasu, gdy w swoich zespołach odgrywa tak poważną rolę trójki trafiał na skuteczności przekraczającej 40 proc.
TEN game-winner to nie był żaden przypadek!
Prędzej efekt żmudnej, wyczerpującej pracy, którą wykonał w ostatnich miesiącach. Jak mówisz sobie „lepszy to ja już nie będę”, możesz na dobrą sprawę kończyć karierę.
Kamil ewidentnie jest wciąż od tego momentu daleki.
7. Anwil Włocławek – Tyler Wahl
Niewysoki. Nieszczególnie silny. Skocznością też nie grzeszy. Ale w koszykówkę potrafi grać jak mało kto – głową! Wypisz-wymaluj młodsza, niższa wersja Mareksa Mejerisa.
Najlepszy transfer PLK dokonany w trakcie trwania sezonu. Wspólnie z Elvarem Fridrikssonem przy pomocy Shaqa Buchanana wyciągnęli w końcówce sezonu Anwil za uszy prawie do Top 6.
I to wcale nie musi być ostatnie słowo tego tercetu.
8. Orlen Zastal Zielona Góra – Jakub Szumert
W jego temacie wiele już zostało powiedziane, choć mam nadzieję, że nie wszystko. Kuba niebawem powinien znaleźć się w Polsce nie tylko na ustach zatwardziałych kibiców koszykówki!
Na tym etapie chciałbym dodać jedynie dwie rzeczy:
– pochwalić Szumerta i jego trenera za konsekwencję: przed sezonem mówili o wzajemnym zaufaniu i tym, że młody gracz otrzyma szansę odgrywania dużej roli – po sezonie wiemy, że dokładnie tak było
– Szumert to chyba pierwszy – jeśli przez sklerozę kogoś pominąłem, proszę mnie poprawić, a za odczłowieczające określenie z góry Kubę przepraszam – produkt w pełni polskiej myśli szkoleniowej, który w młodym wieku z taką dumą i nadzieją na dalsze sukcesy lada moment wypuścimy za chwilę w świat od… czasu, gdy Mateusz Ponitka był młody nie tylko duchem?
Niech „Szumi” błyszczy w tej NCAA!
9. MKS Dąbrowa Górnicza – Luther Muhammad
Nie jest to raczej postać budząca wielkie emocje, ale chyba – pomijając moment opromienienia zespołu po tym, jak stery przejął Artur Gronek – dobrze oddaje ducha tego zespołu. Zbyt dobrego, by ratować się przed spadkiem, bo przecież to nie był żaden skład oszczędnościowy, ale też niewystarczająco silnego, by realnie grozić najlepszym.
10. Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski – Mareks Mejeris
Ojciec Wirgiliusz, Uczył dzieci swoje,
A miał ich wszystkich, Sto dwadzieścia troje.
Hejże, dzieci, hejże, ha!
Róbcie to, co i ja.
Nie sądzę, by Łotysz znał tę piosenkę, ale jestem pewien, że wielu z koszykarzy, którzy w tym sezonie mieli przywilej grać z nim w jednym zespole będzie z wdzięcznością wracało wspomnieniami do tych chwil. Przez wiele lat.
Oby Mejeris został w PLK dłużej. Oby kilku utalentowanych polskich koszykarzy trafiło pod jego skrzydła.
11. Górnik Zamek Książ Wałbrzych – Taurus Jogela
Klasyczny, litewski, koszykarski cwaniak. Bez niego Górnik miałby jeszcze większe problemy. Rozegrał 29 meczów, wszystkie w pierwszej piątce. Momentami był naprawdę świetny.
Jedyny poważniejszy mankament w jego grze? Skuteczność rzutów z dystansu poniżej poziomu 30 procent. Swoją drogą – dobrze oddawał największy sportowy feler całej drużyny z Wałbrzycha.
12. Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń – Aljaz Kunc
17 punktów na mecz z pozycji rezerwowego? Świetny sezon tego wciąż stosunkowo młodego nie tylko wiekiem, ale i „przebiegiem” – choćby ze względu na przebyte kontuzje – koszykarza. Jestem bardzo ciekaw jego dalszych losów.
Mam nadzieję, że trafi do lepszego klubu z większymi ambicjami. Choćby i w roli rezerwowego, by walczyć o większą rolę.
13. PGE Start Lublin – Jordan Wright
1 z 10. Z taką skutecznością w wyborze graczy zagranicznych zakończył swoje łowy w tym sezonie trener Wojciech Kamiński.
Decyzja o sprowadzeniu ostatniego z nich – Courtneya Rameya, także biorąc pod uwagę moment sezonu, w którym została podjęta, była już kompletnie niezrozumiała. Powrót innego „odgrzewanego kotleta”, czyli Liama O’Reilly’ego? Ten gracz wciąż nie broni, do zapomnienia.
Jak cały ten sezon Startu. Jeśli w ogóle, po latach możemy z niego pamiętać jedynie Wrighta właśnie.
14. Energa Czarni Słupsk – Aigars Skele
Można szukać wiele wytłumaczeń tak słabego sezonu ekipy ze Słupska, błędów przy budowie składu popełniono niemało, ale tak naprawdę najbliższe prawdy będzie to najprostsze. Łotysz miał być słupskim Łączyńskim, a okazało się, że ambicje to nie wszystko.
Kolejne kontuzje odebrały Skele eksplozywność, która pozwalała mu na walkę o statuetkę MVP PLK dwa lata wcześniej. Okazało się, że sportowo skill, który niewątpliwie też posiada, to za mało, by robić różnicę na poziomie naszej ligi.
15. Tauron GTK Gliwice – Kuba Piśla
Fatalny sezon tego klubu, po którym moglibyśmy prowadzić poważną debatę nad głębszym sensem jego funkcjonowania w PLK. Bo sprowadzanie graczy typu Ivan Almeida to za mało.
Na szczęście to był też, szczególnie w końcówce, sezon w którym swoje możliwości pokazał Kuba Piśla. Nie wiem co zrobi niebawem. Nie wiem, czy znajdzie ofertę finansową z NCAA, której nie będzie w stanie odrzucić. Nie wiem, czy wyjazd do USA akurat w jego przypadku jest najlepszym pomysłem – na jego pozycji konkurencja jest tam nieprawdopodobna.
Wiem jedno – nigdy więcej nie chciałbym oglądać Kuby Piśli w tak sportowo mało pociągającej drużynie, jaką w tym sezonie zmontowano w Gliwicach.
16. Miasto Szkła Krosno – Janusz Walciszewski
Tu poległem, jak i cały ten zespół. Ten sezon w wykonaniu Miasta Szkła nie będzie mi się kojarzył z żadnym koszykarzem. Sorry.
Bardzo szanuję natomiast prezesa beniaminka z Krosna Janusza Walciszewskiego. Nie tylko dlatego, że się długo znamy i, tak po ludzku, po prostu jako ludzie koszykówki lubimy. Mam do niego duży szacunek za konsekwencję. Raz był w PLK, teraz na krótko wrócił po raz drugi raz i – jestem przekonany! – już myśli o tym, by sprawdzić prawdziwość reguły „do trzech razy sztuka”.
Fakt, że zespół z Krosna zatrudnił aż 11 obcokrajowców świadczy dobitnie o tym, że na Podkarpaciu zdołano zbudować naprawdę solidny budżet. To naprawdę ważne w obecnym sporcie. Następnym razem trzeba go tylko i aż lepiej wydać.
Lepiej spieszyć się z zatrudnianiem lepszych koszykarzy, najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, a nie spieszyć ze zwalnianiem trenerów? Pomijając wszelkie zmiany personalne, nie mam wrażenia, że po odejściu Edmundsa Valeiki drużyna z Krosna zaczęła prezentować się pod względem taktycznym lepiej.