Chwilę przed zamknięciem ruchów transferowych w najlepszej polskiej lidze koszykarskiej świata nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wyjęcia z zamrażarki popularnej, letniej rubryki z kluczowym, tytułowym pytaniem.
Granica między faktami a plotkami bywa równie cienka – albo i gruba, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – jak obecne szanse MKS Dąbrowa Górnicza na występ w fazie… playin. Coś jak „osiem meczów do rozegrania, trzy punkty do odrobienia”. Dużo? Mało? Cholera wie – oto magia PLK!
Pamiętajcie o jednym: założenie, że w każdej plotce jest źdźbło prawdy bywa ryzykowne, lecz w tych, które krążą po polskim środowisku koszykarskim nierzadko kryje się przynajmniej jej część. Obiecujemy nie powtarzać wszystkich, jak również – nie unikać informowania o faktach.
Bogucki po drodze do Gdyni jeszcze tylko na chwilę w Bydgoszczy
Nie takie sensacje już PLK nam serwowała – nawet w trwającym sezonie – ale o ile świat się nie zawali, nie dalej jak w poniedziałek to przypuszczenie stanie się faktem: Adrian Bogucki wraca tam, gdzie mu było najlepiej: do Gdyni!
Arce ma pomóc w walce o utrzymanie. Wobec urazu Stefana Djordjevicia, który wyłączył serbskiego środkowego z gry na 2-3 tygodnie, powinien z miejsca stać się ważnym graczem w rotacji drużyny, w barwach której w poprzednim sezonie w każdym meczu zdobywał średnio 14.7 punktu oraz 7 zbiórek.
Przygody ze Śląskiem Bogucki nie będzie wspominał miło. W minionych tygodniach jego rola została zredukowana do „usiądź na końcu ławki rezerwowych i nie przeszkadzaj„. W ostatnich dwóch miesiącach wystąpił śladowo w pięciu meczach PLK. Zdobył łącznie 4 punkty.
Bogucki me jednak jeszcze jedną misję dla WKS do wykonania! Przecież Bydgoszcz leży po drodze z Wrocławia do Gdyni. W niedzielny wieczór z będącą wiceliderem Pekao I ligi tamtejszą Astorią zagra walczący o utrzymanie Śląsk II. Jeśli nic się nagle nie zmieni – będzie to ostatni występ koszykarza z kręgu szerokich zainteresowań Igora Milicicia w barwach wrocławskiego klubu.
Dla rezerw 18-krotnego mistrza Polski niesłychanie istotny!
Gołębiowski w klubie na literę „S”
Daniel Gołębiowski zaliczył dwa świetne sezony w barwach Śląska Wrocław, ale obecny jest dla niego… dziwny.
Z jednej strony – zaliczył trzy występy w meczach reprezentacji Polski, w tym jeden naprawdę udany – w jedynym wygranym przez Biało-Czerwonych meczu w ostatnich kilkunastu miesiącach, z Estonią w Tallinie. „Gołąb” fruwał na początku sezonu całkiem wysoko.
„Po odejściu Jakuba Nizioła polska rotacja wrocławskiego zespołu została dość mocno przemeblowana i podział ról w drużynie Rajkovicia jest sprawą otwartą. Wygląda na to, że przed Gołębiowskim otwiera się duża szansa. Pozostaje trzymać kciuki, by Daniel ją wykorzystał” – pisał na naszych łamach jeszcze w październiku Marek Popiołek.
Nic z tego nie wyszło. Ostatnio Gołębiowski został odsunięty od gry w pierwszym zespole. Sytuacja dziwna? Jak najbardziej, nawet biorąc pod uwagę rosnącą formę Adama Waczyńskiego i – w końcu! – rolę Błażeja Kulikowskiego. A nawet – przynajmniej w piątkowym meczu z Dzikami w Warszawie – dyspozycję Macio Teague’a.
Jak nie wiesz o co chodzi, chodzi o pieniądze. Podobnie jest w przypadku relacji Gołębiowski – Śląsk. Popsuła się już latem ubiegłego roku.
Koszykarz, znajdując się w szczytowym momencie kariery, mógł być niezadowolony, że nie otrzymał propozycji stosownej podwyżki i nowej, dużo atrakcyjniejszej umowy. Nawet w momencie, gdy wrocławski klub opuścił Jakub Nizioł.
Klub mógł mieć jego niezadowolenie w nosie, mając w ręku ważny kontrakt na kolejny sezon – podpisany w 2023 roku, gdy wartość rynkowa „Gołębia” była zdecydowanie niższa.
Czasami bywa i tak, że relacji raz zepsutych nie da się już naprawić.
Polityka informacyjna Śląska Wrocław rządzi się swoimi prawami, więc nie wiemy, czy Gołębiowski jest obecnie faktycznie zawieszony przez klub czy tak po prostu – dostał wolne.
Faktem jest, że w trakcie ostatnich 50 dni wystąpił w jednym meczu ligowym.
Przez 10 minut.
On – reprezentant Polski, który w barwach drużyny narodowej w ostatnich eliminacjach odegrał większą rolę od Jakuba Nizioła.
Plotką, która zatacza coraz większe kręgi jest, że ostatecznie szefowie Śląska skłaniają się jednak ku temu, by wypuścić „Gołębia” na wolność i pozwolić mu – nie za darmo oczywiście – dokończyć sezon w barwach innego klubu. Którego?
Faworytów po przechwycenia „Gołębia” jest dwóch. O tym, że mogłaby to być walcząca o utrzymanie Spójnia słychać było już od wielu tygodni. Stargardzianie w ramach rozliczeń mieliby oddać do Wrocławia niespecjalnie sprawdzającego się u nich Kacpra Borowskiego, który – wobec spodziewanego odejścia dwóch polskich koszykarzy – miałby stanowić zabezpieczenie polskiej, wciąż dość wątłej podkoszowej rotacji WKS.
Największą chrapkę na Gołębiowskiego ma jednak – co nie powinno nikogo dziwić! – PGE Start Lublin. W tym klubie koszykarz mógłby szybko rozwinąć skrzydła, przejmując w całości rolę, którą pozostawił po sobie kontuzjowany Jakub Karolak. Tylko czy Śląsk zgodzi się wypożyczyć swojego zawodnika do jednego z rywali w walce o awans do playoff? Nie bylibyśmy w szoku.
Na pewno Start – klub z bodaj najuboższą polską rotacją z PLK (z całym szacunkiem dla Filipa Puta, Bartłomieja Pelczara i Romana Szymańskiego) – chcąc W KOŃCU zagrać w playoff powinien stanąć na głowie, by do tego transferu doprowadzić.
Bylibyśmy w szoku, gdyby w poniedziałkowym wieczór Daniel Gołębiowski wciąż pozostawał koszykarzem WKS Śląska Wrocław.
Mistrz Polski też „coś kombinował”
Trefl Sopot z bilansem 16-6 zajmuje pewne, drugie miejsce w tabeli. Awans na pozycję lidera mu specjalnie nie grozi – dwa punkty straty do Anwilu to jedno, a przegrany dwumecz – drugie. Osunięcie się na niższe lokaty – jeszcze mniej. Czy szefowie mistrza Polski, mając już w składzie sześciu obcokrajowców, zdecydują się na dodatkowy ruch transferowy?
Jeszcze niedawno Trefl aktywnie sprawdzał możliwości sprowadzenia dodatkowego gracza obwodowego – w stylu combo – na wypadek przedłużających się problemów zdrowotnych Nicka Johnsona. Z tego co można było jednak ostatnio usłyszeć spacerując po sopockim molo, te plany zostały już zarzucone.
Chyba na dobre.
A może to nagle Górnik straci cierpliwość?
Wałbrzyski zdobywca Pucharu Polski przegrał w ciągu ostatnich 20 dni trzy mecze ligowe. Poprzednie trzy porażki „zajęły” mu trzy miesiące. Panika?
Niekoniecznie. Nie jest tak, że Andrzej Adamek nie przegląda ofert dostępnych zawodników – w recepcji Zamku Książ ostatnio można było usłyszeć, że rozglądał się za podobym graczem co Trefl (młody combo do uzupełnienia rotacji, tudzież zwiększenia rywalizacji) – ale to nie znaczy, że takiego znajdzie.
Słowo „cierpliwość” sprawdzało się w Wałbrzychu przez cały ten sezon. Może triumfować także pod koniec marca.
„Aaaby – zdrowe ciało do gry w koszykówkę, pilnie”
Stal niby nic nie musi – po fantastycznym czwartkowym zwycięstwie w Wałbrzychu widmo spadku znacząco od siebie oddaliła – ale chciałaby jednak uzupełnić skład. Wprawdzie uraz, którego w meczu z Górnikiem doznał Jalen Riley najprawdopodobniej nie okaże się poważny i gracz za kilka dni będzie gotowy do gry, ale to nie zmienia faktu, że ostrowski zespół wciąż ma kuriozalnie wąski skład. Będzie chciał go w ciągu najbliższych ~48 godzin wzmocnić.
Słyszeliśmy, że trener Andrzej Urban najchętniej pozyskałby skrzydłowego. Ostatnio Stal wzmożone poszukiwania takiego prowadziła na Węgrzech. Ostatecznie jednak przyjmie zapewne z otwartymi ramionami każdego zdrowego koszykarza z jakimkolwiek doświadczeniem gry na poziomie porównywanym do PLK.
Nie tylko Bogucki – w Gdyni będzie też kolejny Serb
Nie będziemy zdziwieni, jeśli Arka Gdynia swoją walkę o utrzymanie będzie kończyła nie tylko z Adrianem Boguckim w składzie, ale taże z trzecim obok Djordjevicia i Nemanji Nenadicia Serbem.
Bylibyśmy zdziwieni, gdyby ów Serb nie okazał się graczem na pozycję nr 4. Ostatnio w okolicach sklepu uniwersalnego w w Babich Dołach dało się usłyszeć plotki, że kontrakt z nowym zawodnikiem został już podpisany. Kilka dni temu.
„Temat Nizioła”? Jeszcze raz? Do trzech razy sztuka?
Uff.
Skoro zbliżamy się powoli do końca, to czas wrócić do początku. Jasne, Śląsk Wrocław ma obecnie naprawdę szeroką rotację, ale czy naprawdę sądzicie, że będący wciąż na zakręcie sportowym utytułowany i dość zamożny jak na standardy PLK klub zrezygnuje z dwóch koszykarzy, puszczając wolno Boguckiego i Gołębiowskiego, a w zamian nie pozyska żadnego?
Bylibyśmy zaskoczeni!
Śląsk był zawiedziony, że Jakub Nizioł nie podpisał wieloletniego kontraktu we Wrocławiu latem ubiegłego roku, wybierając znacznie mniej atrakcyjną finansowo ofertę z ligi francuskiej.
Śląsk był zawiedziony, gdy kilka tygodni temu okazało się, że sprowadzenie Jakuba Nizioła do Wrocławia przestało być realne, gdyż w ostatniej chwili zdanie zmienił jego francuski pracodawca.
Czy Śląsk wciąż ma nadzieję, że jeszcze przed poniedziałkowym wieczorem Jakub Nizioł stanie się ponownie jego zawodnikiem?
Bylibyśmy zdziwieni, gdyby było inaczej!
Oszczędności, które wrocławski klub może poczynić „schodząc” z kontraktów Boguckiego i Gołębiowskiego mogą pozwolić mu na zaproponowanie swojemu byłemu koszykarzowi gwiazdorskiej umowy. Takiej porównywalnej do tych, które latem ubiegłego roku w PLK podpisali dwaj posiadacze szafek reprezentacyjnych ze zdjęcia ilustrującego ten tekst – Aleksander Dziewa w Szczecinie i Michał Michalak we Włocławku.
Nie bylibyśmy w szoku, gdyby – o ile tylko szefowie niemalże pogodzonego ze spadkiem LaRochelle faktycznie pozwolą swojemu koszykarzowi odejść – Nizioł związał się ze Śląskiem dłuższą umową. Taką co najmniej do 2027 roku.
Hasło #Nizioł2028 też wcale nie byłoby takie szokujące.
Problem kadry? Sokołowski nie wróci
Czy transfer Michała Sokołowskiego mógłby potencjalnie wywrócić stolik transferowy z napisem „PLK – sezon 2024/25”? Może, może… Kłopot w tym, że jest – przynajmniej w okolicach południa w sobotę 29 marca – mało prawdopodobny.
Reprezentant Polski w poprzednim sezonie zdobył z prowadzonym przez Igora Milicicia Napoli tytuł MVP turnieju finałowego o Puchar Włoch. Latem w trakcie negocjacji nowej umowy w Sassari miał mocną pozycję. Podpisał gwiazdorski kontrakt. Taki gwarantujący roczne zarobki w okolicach ćwierć miliona euro.
W Sassari Sokołowski jest już niechciany, ale – na jednym z promów zmierzających z Sardyni na Korsykę – można było usłyszeć ostatnio, że umowa wiążąca go z klubem nie została jeszcze rozwiązana. Może polskiemu koszykarzowi wcale na tym szczególnie mocno nie zależy?
Pewne jest jedno – „Sokół” nie kwapi się do tego, by wracać do PLK. Nie tylko finansowo – bo przecież żadnego klubu nie stać na zaproponowanie mu porównywalnych pieniędzy. Także ambicjonalnie. W grudniu skończył 32 lata i nie jest jeszcze gotowy do powrotu na krajowe parkiety.
Pewne jest jeszcze jedno – pozostający bez pracodawcy pięć miesięcy przed rozpoczęciem EuroBasketu filar naszej kadry kadry nie jest dobrą informacją dla Igora Milicicia. To już jednak temat na inną opowieść.
Aby do poniedziałku!
25 komentarzy
Bogucki szkoda, że tak późno ale jeszcze bardziej szokujące, że ktokolwiek go w WKS zatrudnił. Niestety zarządzający WKSem, mają mierne pojęcie o koszykówce. Nawet taki amator jak ja, od razu pisał, że to nie wypali i bezsensowny ruch.
Mam nadzieję, że w nowym klubie nauczą Daniela kozłować na poziomie zawodowego koszykarza, bo na razie to wygląda jak średnio uzdolniony ruchowo piątoklasista. Ogólnie te sezony w WKS na plus ale nie mogę powiedzieć, że żałuję, że odchodzi, zwłaszcza jesli walnął focha i nie chciał respektować umowy, którą sam podpisal.
I mam nadzieję, że nie wróci Nizioł, a jeszcze większą że w końcu zlikwidują ten patologiczny przepis „o Polaku”.
Ile razy trzeba powtarzac ze bogucki byl tylko dlatego ze nie bylo juz nikogo innego bo nie wypalily inne transfery?
Był jednym z pierwszych transferów, miał dobre statystyki i występy. Nie posądzam cię o wiedzę czy pamięć, ale chociaż nie pisz bzdur
I co z tego, że nie wypaliły inne transfery? To trzeba było szukać dalej, jak rzucisz kamieniem w jakaś ligę to znajdziesz lepszego środkowego za dużo mniejsze pieniądze nie dostał Bogucki.
Nie wiem skąd ta ciągła i jak sprawdzona mantra, że Nizioł zrobił sobie jakąś finansowa krzywdę we Francji, naprawdę bym się o to aż tak nie zamartwiał.
Bardziej bym powątpiewał w te mityczne oferty życia że Śląska. Swoją drogą, jak już, mam nadzieję, Nizioł wyciśnie z nich jakiś gruby kontrakt, to bardzo chętnie bym go tu widział. Oprócz talentu ma entuzjazm do gry i wolę walki, no i jest stąd, w odróżnieniu od masy tych niewysilajacych się za często komet, bo przecież nie gwiazd, czasem nawet nie pełnego sezonu.
A co do Boguckiego, to jestem pewien, że gdzie się nie pojawi, to będzie normalnie punktował i zbierał, nie wiem jakim cudem w Śląsku zrobiono z sensownego gościa paralitę. Nie zgadzam się, że jego słaba forma była do przewidzenia, statystyki i wcześniejsze występy pokazywały co innego.
Patrzysz tylko na statystyki ale nie patrzysz na całą otoczkę. Inaczej gra się w gównozespole z dołu tabeli, a inaczej w zespole z aspiracjami do tytułu i grą w Europie.
Ilu piłkarzy, którzy wymiatali w słabszych zespołach, po przyjściu do Barcelony i Realu okazywało się flopami? Dobrego dochodzi system gry, trener, koledzy w druzynie. Rozumiem, że kibic tego nie zauważa ale od kogoś kto bierze pieniądze za swoją robotę i zajmuje się tym zawodowo, wymagam takiej wiedzy. Niestety okazuje się, że u nas budujący zespół ma takie samo pojęcie jak przeciętny kibic.
Twój pierwszy, sensowny wpis, od kiedy czytam ten portal.
Tak trzymać.
Boguckiego nie żal wcale, niestety nie sprawdził się na tym poziomie i lepiej dla niego i dla Śląska jak pójdą osobnymi drogami. Gołębia szkoda bardzo, bo to chłopak z charakterem, miał naprawdę dobre mecze, chociaż oczywiście były też słabe to akurat takiego Polaka warto mieć w składzie. Jeśli Kuba Nizioł wróci do Śląska to będzie super i wtedy nawet strata Gołębia mniej będzie boleć. Kuba to walczak i przede wszystkim „chce mu się” walczyć i robi to z serducha, w przeciwieństwie do niektórych obcokrajowców. Na pewno warty jest dłuższego kontraktu i może być ważnym polskim zawodnikiem Śląska i jego symbolem. A co będzie zobaczymy. Hej Śląsk!
Niziolowi się chce i ma wolę walki? Wiecznie obrażona mina, body language pokazujący, że ma wywalone na zespół i trenera, przeświadczenie o własnej zajebistości, nonszalancja w grze i odpalanie trójek, bo jemu się wydaje, że ma umiejętności techniczne na poziomie najlepszych murzynow z NBA.
Nie widziałem meczu Kuby, w którym pokazywał że ma wywalone na trenera.. no chyba, że śledzisz go we Francji i tma coś takiego prezentuje 🙂 owszem były nieudane akcje i wkurzona mina, ale raczej na siebie.. Ma natomiast potencjał i potrafi walczyć nawet jak mu coś się nie uda.. w przeciwieństwie do Boguca, który nie odrywał się od ziemii wyżej niż na 2cm i nie potrafił piłki złapać dobrze, nie mówiąc już o jakimś konkretnym zaatakowaniu kosza. Kulikowski jest dobrym zadaniowcem, ale jeśli odejdzie Boguc i Gołąb, to będzie słabo z polską rotacją..
A Daniel to nie jest zadaniowcem? Jest gwiazdą? Nizioł jest gwiazdą?
Napisałem w komentarzu ponizej – daj BK minuty Nizioła i DG, będzie kręcił takie same cyferki.
Nizioła we Francji nie oglądam, napisałem na podstawie moich obserwacji gdy grał w WKS ale rozumiem jeśli odbierasz go inaczej.
Gdybyś tu znów nie wsadził tego „murzyna” byłby to drugi dobry wpis.
PS Kulikowski jeśli dostanie taką liczbę minut jak Nizioł i DG będzie kręcił takie same statystyki. Jak sie porowna jego obecne do poprzednich sezonów ww dwójki, gdy mieli minuty jakie BK ma teraz, to idą łeb w łeb. A taki Kulikowski dostaje pewnie 1/3 tego co ma dostać Nizioł.
Nizioł absolutnie NIE.
To chodzący foch.
Plus raczej ze szkła. Fizycznie nie ustoi nikomu.
Ci, którzy przypisują Niziołowi rzekome niezaangażowane czy brak woli walki, powinni, dla zachowania proporcji, obrzucić kamieniami cały obecny skład. No, może poza Nzekwesim. Grają, bo mają kontrakty (zresztą nawet nie o wszystkich można było to powiedzieć). Zaangażowany i z wolą walki to jest np Łączyński, to tak.
Obejrzałem konferencję prasową trenera WKS z wczoraj. Dostał pytanie o Daniela i o Adriana. W sprawie Daniela powiedział, że chodzi o kolano i zawodnik nie trenuje, a w sprawie Adriana powiedział, że z powodu small balla po stronie Dzików nie miał jak go wystawić (w domyśle: nie generował by przewag dla WKS?). Nie wiem co o tym myśleć. Z pewnością Daniel zarobi więcej za rok, jeśli wygryzie Adama i Błażeja z pierwszej piątki. Trudne? Będzie to jednak coraz trudniejsze, a w dodatku Teague zaczął grać na poziomie zmiennika Senglina – i też może grać na trójce. Daniel to typowo WKSowy gracz – waleczny i ofiarny. Takich potrzebujemy. Jeśli jednak pojawił się jakiś foch to źle by to świadczyło o profesjonalizmie gracza (albo superbasket znów nas trolluje). Co do Jakuba, w tym momencie to byłby zawodnik na czwórkę na zmianę z Davisem, przy założeniu, że Manu i Ajdin będą się wymieniać na piątce. Co do Adriana, gość potrafił rzucać w PLK po 20pkt, a w WKS żaden Cooper ani Robek nie byli w stanie podać mu piłki? Owszem, można być fajtłapą, ale nie rozumiem tego, co się tam stało. Nzekwesi wczoraj grał słabo i trochę za długo, mógł Adrian wejść chociaż na 10 minut.
PS. Do przedmówców – TO ma rację, Adrian był chyba pierwszym zakontraktowanym graczem WKS obok Marcela (też powinien zostać w WKS!). Nadzieje więc były.
No gdzie Nizioł na 4… przecież on nie umie grać pod koszem, do tego jest wątły więc jak będzie bronił to każdy go przepchnie.
Skoro padło nazwisko Ponitki to przyznaję, że nie spodziewałem się po nim niczego, uważałem, że to będzie taka sama fajtłapa jak Bogucki, a dostałem solidnego rzemieślnika, który zbierze, przechwyci, przeprowadzi piłkę i poda i rzuci te 10 pkt. Biorąc pod uwagę caly sezon to chyba najrówniej grający zawodnik WKS.
I tu odpowiadając na zarzut TO, że poza Manu N. wszyscy mają wywalone, wskażę Ponitkę, który zaprzecza tej tezie.
Poprawię Cię – poza Nzekwesim ORAZ Marcelem (najrówniejszy przez cały sezon + dobry def) i Błażejem. Roster na kolejny sezon powinien się zaczynać od tej trójki.
Jest jeszcze Penava, który ma kontrakt na kolejny sezon. Nie gra źle, choć z Cooperem miał lepiej.
Pisanie o Niziole na czwórce to jakiś marny zart jest, co Tomecki?
Wiem, że to brzmi jak żart, bo on nie jest fizyczny. Chodziło mi o to, że na trójce mamy już kilku graczy, a na czwórce wymagania są dużo wyższe. Pamiętam jednak, że Śląsk grywał small balla z Nunezem na 5, Jakub grał wtedy na 4, Gołąb na 3., Gravett na 2 i Mareczek na 1 hehe
Bogucki nie działa psychicznie. Nie łapie piłek, nie umie zapakować, odwraca się od kosza. Jak mu dogrywają, to gorący kartofel. To nie jest kwestia dogrywania, to kwestia amby w jego głowie. Nie wiemy, co się dzieje, aczkolwiek, kiedy rozmawiałem przed sezonem w Gdyni z kilkoma sensownymi kibicami, mówili: ech, nie wiecie, jak on jest, współczujemy wam transferu.
Nie idzie mu w Śląsku, szkoda pieniędzy a kontrakt ma wysoki. Niech rozwija karierę w innym klubie.
Gołąb ma ostatni rok kontraktu. Podpisał kiedyś trzyletni ale latem domagał się podwyżki na trzeci rok. Nie dostał jej.
Nie mówię, że celowo gra słabiej ale w tym sezonie gra słabiej, rzutowo potrafił mieć tragiczne mecze. Nie trafił z Anwilem akcję na zwycięstwo a miał piłkę blisko kosza. W Ostrowie walił dwa airballe za trzy pod koniec meczu. Skuteczność w sezonie mocno mu siadła.
Pewnie nie chce przedłużyć kontraktu albo żąda dużej kasy a gra słabiej.
Co ma zrobić klub? Sprzedać go, bo to ostatni dzwonek. Latem odjedzie za darmo.
W poniedziałek dowiemy się, kto przyjdzie, na pewno jakiś Polak, skoro dwójka odejdzie.
A może widzą potencjał w Siembidze? Ładnie zagrał zimą z Anwilem, ma charakter i pewnie jeszcze jest tani.
Nizioła bym nie brał. To primadonna, niestablina psychicznie. I fizycznie marny.
Wywalić Boguckiego i za Gołębia wziąć Sokoła nawet jakby trzeba było rozbić bank
„Sokoły za Gołębie!”
może podeślij im to hasło na baner na Mieszczańską..
Wątpię żeby Sokołowski chciał wracać do PLK w tej chwili. Wyrobił sobie tam markę, jeszcze jeden sezon, może dwa powinien mieć oferty. Jakby wrócił teraz to etap mocnej ligi będzie już za nim.
Aczkolwiek gdyby był dostępny i w budżecie to wiadomo, że brać.