Chwilę przed zamknięciem ruchów transferowych w najlepszej polskiej lidze koszykarskiej świata nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wyjęcia z zamrażarki popularnej, letniej rubryki z kluczowym, tytułowym pytaniem.
Granica między faktami a plotkami bywa równie cienka – albo i gruba, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – jak obecne szanse MKS Dąbrowa Górnicza na występ w fazie… playin. Coś jak „osiem meczów do rozegrania, trzy punkty do odrobienia”. Dużo? Mało? Cholera wie – oto magia PLK!
Pamiętajcie o jednym: założenie, że w każdej plotce jest źdźbło prawdy bywa ryzykowne, lecz w tych, które krążą po polskim środowisku koszykarskim nierzadko kryje się przynajmniej jej część. Obiecujemy nie powtarzać wszystkich, jak również – nie unikać informowania o faktach.
Bogucki po drodze do Gdyni jeszcze tylko na chwilę w Bydgoszczy
Nie takie sensacje już PLK nam serwowała – nawet w trwającym sezonie – ale o ile świat się nie zawali, nie dalej jak w poniedziałek to przypuszczenie stanie się faktem: Adrian Bogucki wraca tam, gdzie mu było najlepiej: do Gdyni!
Arce ma pomóc w walce o utrzymanie. Wobec urazu Stefana Djordjevicia, który wyłączył serbskiego środkowego z gry na 2-3 tygodnie, powinien z miejsca stać się ważnym graczem w rotacji drużyny, w barwach której w poprzednim sezonie w każdym meczu zdobywał średnio 14.7 punktu oraz 7 zbiórek.
Przygody ze Śląskiem Bogucki nie będzie wspominał miło. W minionych tygodniach jego rola została zredukowana do „usiądź na końcu ławki rezerwowych i nie przeszkadzaj„. W ostatnich dwóch miesiącach wystąpił śladowo w pięciu meczach PLK. Zdobył łącznie 4 punkty.
Bogucki me jednak jeszcze jedną misję dla WKS do wykonania! Przecież Bydgoszcz leży po drodze z Wrocławia do Gdyni. W niedzielny wieczór z będącą wiceliderem Pekao I ligi tamtejszą Astorią zagra walczący o utrzymanie Śląsk II. Jeśli nic się nagle nie zmieni – będzie to ostatni występ koszykarza z kręgu szerokich zainteresowań Igora Milicicia w barwach wrocławskiego klubu.
Dla rezerw 18-krotnego mistrza Polski niesłychanie istotny!
Gołębiowski w klubie na literę „S”
Daniel Gołębiowski zaliczył dwa świetne sezony w barwach Śląska Wrocław, ale obecny jest dla niego… dziwny.
Z jednej strony – zaliczył trzy występy w meczach reprezentacji Polski, w tym jeden naprawdę udany – w jedynym wygranym przez Biało-Czerwonych meczu w ostatnich kilkunastu miesiącach, z Estonią w Tallinie. „Gołąb” fruwał na początku sezonu całkiem wysoko.
„Po odejściu Jakuba Nizioła polska rotacja wrocławskiego zespołu została dość mocno przemeblowana i podział ról w drużynie Rajkovicia jest sprawą otwartą. Wygląda na to, że przed Gołębiowskim otwiera się duża szansa. Pozostaje trzymać kciuki, by Daniel ją wykorzystał” – pisał na naszych łamach jeszcze w październiku Marek Popiołek.
Nic z tego nie wyszło. Ostatnio Gołębiowski został odsunięty od gry w pierwszym zespole. Sytuacja dziwna? Jak najbardziej, nawet biorąc pod uwagę rosnącą formę Adama Waczyńskiego i – w końcu! – rolę Błażeja Kulikowskiego. A nawet – przynajmniej w piątkowym meczu z Dzikami w Warszawie – dyspozycję Macio Teague’a.
Jak nie wiesz o co chodzi, chodzi o pieniądze. Podobnie jest w przypadku relacji Gołębiowski – Śląsk. Popsuła się już latem ubiegłego roku.
Koszykarz, znajdując się w szczytowym momencie kariery, mógł być niezadowolony, że nie otrzymał propozycji stosownej podwyżki i nowej, dużo atrakcyjniejszej umowy. Nawet w momencie, gdy wrocławski klub opuścił Jakub Nizioł.
Klub mógł mieć jego niezadowolenie w nosie, mając w ręku ważny kontrakt na kolejny sezon – podpisany w 2023 roku, gdy wartość rynkowa „Gołębia” była zdecydowanie niższa.
Czasami bywa i tak, że relacji raz zepsutych nie da się już naprawić.
Polityka informacyjna Śląska Wrocław rządzi się swoimi prawami, więc nie wiemy, czy Gołębiowski jest obecnie faktycznie zawieszony przez klub czy tak po prostu – dostał wolne.
Faktem jest, że w trakcie ostatnich 50 dni wystąpił w jednym meczu ligowym.
Przez 10 minut.
On – reprezentant Polski, który w barwach drużyny narodowej w ostatnich eliminacjach odegrał większą rolę od Jakuba Nizioła.
Plotką, która zatacza coraz większe kręgi jest, że ostatecznie szefowie Śląska skłaniają się jednak ku temu, by wypuścić „Gołębia” na wolność i pozwolić mu – nie za darmo oczywiście – dokończyć sezon w barwach innego klubu. Którego?
Faworytów po przechwycenia „Gołębia” jest dwóch. O tym, że mogłaby to być walcząca o utrzymanie Spójnia słychać było już od wielu tygodni. Stargardzianie w ramach rozliczeń mieliby oddać do Wrocławia niespecjalnie sprawdzającego się u nich Kacpra Borowskiego, który – wobec spodziewanego odejścia dwóch polskich koszykarzy – miałby stanowić zabezpieczenie polskiej, wciąż dość wątłej podkoszowej rotacji WKS.
Największą chrapkę na Gołębiowskiego ma jednak – co nie powinno nikogo dziwić! – PGE Start Lublin. W tym klubie koszykarz mógłby szybko rozwinąć skrzydła, przejmując w całości rolę, którą pozostawił po sobie kontuzjowany Jakub Karolak. Tylko czy Śląsk zgodzi się wypożyczyć swojego zawodnika do jednego z rywali w walce o awans do playoff? Nie bylibyśmy w szoku.
Na pewno Start – klub z bodaj najuboższą polską rotacją z PLK (z całym szacunkiem dla Filipa Puta, Bartłomieja Pelczara i Romana Szymańskiego) – chcąc W KOŃCU zagrać w playoff powinien stanąć na głowie, by do tego transferu doprowadzić.
Bylibyśmy w szoku, gdyby w poniedziałkowym wieczór Daniel Gołębiowski wciąż pozostawał koszykarzem WKS Śląska Wrocław.
Mistrz Polski też „coś kombinował”
Trefl Sopot z bilansem 16-6 zajmuje pewne, drugie miejsce w tabeli. Awans na pozycję lidera mu specjalnie nie grozi – dwa punkty straty do Anwilu to jedno, a przegrany dwumecz – drugie. Osunięcie się na niższe lokaty – jeszcze mniej. Czy szefowie mistrza Polski, mając już w składzie sześciu obcokrajowców, zdecydują się na dodatkowy ruch transferowy?
Jeszcze niedawno Trefl aktywnie sprawdzał możliwości sprowadzenia dodatkowego gracza obwodowego – w stylu combo – na wypadek przedłużających się problemów zdrowotnych Nicka Johnsona. Z tego co można było jednak ostatnio usłyszeć spacerując po sopockim molo, te plany zostały już zarzucone.
Chyba na dobre.
A może to nagle Górnik straci cierpliwość?
Wałbrzyski zdobywca Pucharu Polski przegrał w ciągu ostatnich 20 dni trzy mecze ligowe. Poprzednie trzy porażki „zajęły” mu trzy miesiące. Panika?
Niekoniecznie. Nie jest tak, że Andrzej Adamek nie przegląda ofert dostępnych zawodników – w recepcji Zamku Książ ostatnio można było usłyszeć, że rozglądał się za podobym graczem co Trefl (młody combo do uzupełnienia rotacji, tudzież zwiększenia rywalizacji) – ale to nie znaczy, że takiego znajdzie.
Słowo „cierpliwość” sprawdzało się w Wałbrzychu przez cały ten sezon. Może triumfować także pod koniec marca.
„Aaaby – zdrowe ciało do gry w koszykówkę, pilnie”
Stal niby nic nie musi – po fantastycznym czwartkowym zwycięstwie w Wałbrzychu widmo spadku znacząco od siebie oddaliła – ale chciałaby jednak uzupełnić skład. Wprawdzie uraz, którego w meczu z Górnikiem doznał Jalen Riley najprawdopodobniej nie okaże się poważny i gracz za kilka dni będzie gotowy do gry, ale to nie zmienia faktu, że ostrowski zespół wciąż ma kuriozalnie wąski skład. Będzie chciał go w ciągu najbliższych ~48 godzin wzmocnić.
Słyszeliśmy, że trener Andrzej Urban najchętniej pozyskałby skrzydłowego. Ostatnio Stal wzmożone poszukiwania takiego prowadziła na Węgrzech. Ostatecznie jednak przyjmie zapewne z otwartymi ramionami każdego zdrowego koszykarza z jakimkolwiek doświadczeniem gry na poziomie porównywanym do PLK.
Nie tylko Bogucki – w Gdyni będzie też kolejny Serb
Nie będziemy zdziwieni, jeśli Arka Gdynia swoją walkę o utrzymanie będzie kończyła nie tylko z Adrianem Boguckim w składzie, ale taże z trzecim obok Djordjevicia i Nemanji Nenadicia Serbem.
Bylibyśmy zdziwieni, gdyby ów Serb nie okazał się graczem na pozycję nr 4. Ostatnio w okolicach sklepu uniwersalnego w w Babich Dołach dało się usłyszeć plotki, że kontrakt z nowym zawodnikiem został już podpisany. Kilka dni temu.
„Temat Nizioła”? Jeszcze raz? Do trzech razy sztuka?
Uff.
Skoro zbliżamy się powoli do końca, to czas wrócić do początku. Jasne, Śląsk Wrocław ma obecnie naprawdę szeroką rotację, ale czy naprawdę sądzicie, że będący wciąż na zakręcie sportowym utytułowany i dość zamożny jak na standardy PLK klub zrezygnuje z dwóch koszykarzy, puszczając wolno Boguckiego i Gołębiowskiego, a w zamian nie pozyska żadnego?
Bylibyśmy zaskoczeni!
Śląsk był zawiedziony, że Jakub Nizioł nie podpisał wieloletniego kontraktu we Wrocławiu latem ubiegłego roku, wybierając znacznie mniej atrakcyjną finansowo ofertę z ligi francuskiej.
Śląsk był zawiedziony, gdy kilka tygodni temu okazało się, że sprowadzenie Jakuba Nizioła do Wrocławia przestało być realne, gdyż w ostatniej chwili zdanie zmienił jego francuski pracodawca.
Czy Śląsk wciąż ma nadzieję, że jeszcze przed poniedziałkowym wieczorem Jakub Nizioł stanie się ponownie jego zawodnikiem?
Bylibyśmy zdziwieni, gdyby było inaczej!
Oszczędności, które wrocławski klub może poczynić „schodząc” z kontraktów Boguckiego i Gołębiowskiego mogą pozwolić mu na zaproponowanie swojemu byłemu koszykarzowi gwiazdorskiej umowy. Takiej porównywalnej do tych, które latem ubiegłego roku w PLK podpisali dwaj posiadacze szafek reprezentacyjnych ze zdjęcia ilustrującego ten tekst – Aleksander Dziewa w Szczecinie i Michał Michalak we Włocławku.
Nie bylibyśmy w szoku, gdyby – o ile tylko szefowie niemalże pogodzonego ze spadkiem LaRochelle faktycznie pozwolą swojemu koszykarzowi odejść – Nizioł związał się ze Śląskiem dłuższą umową. Taką co najmniej do 2027 roku.
Hasło #Nizioł2028 też wcale nie byłoby takie szokujące.
Problem kadry? Sokołowski nie wróci
Czy transfer Michała Sokołowskiego mógłby potencjalnie wywrócić stolik transferowy z napisem „PLK – sezon 2024/25”? Może, może… Kłopot w tym, że jest – przynajmniej w okolicach południa w sobotę 29 marca – mało prawdopodobny.
Reprezentant Polski w poprzednim sezonie zdobył z prowadzonym przez Igora Milicicia Napoli tytuł MVP turnieju finałowego o Puchar Włoch. Latem w trakcie negocjacji nowej umowy w Sassari miał mocną pozycję. Podpisał gwiazdorski kontrakt. Taki gwarantujący roczne zarobki w okolicach ćwierć miliona euro.
W Sassari Sokołowski jest już niechciany, ale – na jednym z promów zmierzających z Sardyni na Korsykę – można było usłyszeć ostatnio, że umowa wiążąca go z klubem nie została jeszcze rozwiązana. Może polskiemu koszykarzowi wcale na tym szczególnie mocno nie zależy?
Pewne jest jedno – „Sokół” nie kwapi się do tego, by wracać do PLK. Nie tylko finansowo – bo przecież żadnego klubu nie stać na zaproponowanie mu porównywalnych pieniędzy. Także ambicjonalnie. W grudniu skończył 32 lata i nie jest jeszcze gotowy do powrotu na krajowe parkiety.
Pewne jest jeszcze jedno – pozostający bez pracodawcy pięć miesięcy przed rozpoczęciem EuroBasketu filar naszej kadry kadry nie jest dobrą informacją dla Igora Milicicia. To już jednak temat na inną opowieść.
Aby do poniedziałku!