Strona główna » Fakty czy Plotki? Anwil z admirałem, ale bez generała. Stefan Żeromski prześladuje PLK
PLK

Fakty czy Plotki? Anwil z admirałem, ale bez generała. Stefan Żeromski prześladuje PLK

0 komentarzy
Chociaż jeszcze nie złożyliśmy wniosku o sponsoring do filmy Anwil S.A, to dzisiejsze wydanie „Faktów i Plotek” może sugerować taki ruch z naszej strony. Zanim przemyślimy sprawę na poważnie, wspominamy słynne dzieło Stefana Żeromskiego, które świetnie obrazuje sytuację kilku klubów PLK.

Założenie, że w każdej plotce jest źdźbło prawdy bywa ryzykowne, lecz w tych, które krążą po polskim środowisku koszykarskim nierzadko kryje się przynajmniej jej część. Obiecujemy nie powtarzać wszystkich, jak również – nie unikać informowania o faktach.

Admirał Nelson na pokładzie Anwilu

Ogłoszony w piątek przez Anwil Włocławek Luke Nelson powinien być bardzo wartościową częścią obwodowej układanki trenera Selcuka Ernaka. Przynamniej my tak traktujemy pozyskanie Brytyjczyka – gracza wartościowego, który może bez problemów występować na obu pozycjach obwodowych, potrafi wejść w rolę lidera, ale też wie, kiedy się usunąć w bok, gdy lepszy dzień albo korzystniejsze match-upy będą mieli koledzy z zespołu.

https://twitter.com/thehoopersvoice/status/1363184282781515778

Po wpisach części kibiców Anwilu widzimy jednak rozczarowanie, które głównie bierze się z oczekiwań na mitycznego „wymiatacza” na pozycje „1” i „5”. Oczekiwanie na tego typu gracza na pozycję rozgrywającego było bardzo naiwne przynajmniej od momentu pozyskania Michała Michalaka.

Nawet, jeżeli reprezentant Polski nie ma tego typu zapisów w kontrakcie, to nie podpisał on umowy z Anwilem po to, by potem w narożniku obserwować, jak rozgrywający wykręca „usage” na poziomie sięgającym 25-30 proc.. Nie jest to też styl koszykówki, który preferuje trener Ernak.

Jest też jeszcze inny powód takiego, a nie innego wyboru włocławskiego klubu, ale o tym napiszemy w dalszej części dzisiejszego odcinka słowami pisarza czterokrotnie nominowanego do literackiej Nagrody Nobla.

Tym z fanów Anwilu, którzy jeszcze nie wiedzą, czy powinien im się transfer Nelsona podobać, czy też nie, można poradzić podejść do niego w ten sposób – czy za wartościowego koszykarza uważają Aarona Besta z Trefla Sopot? Są oczywiście między nimi pewne zasadnicze różnice, Nelson jest przede wszystkim rozgrywającym, pełni też większą rolę w reprezentacji swojego kraju. Ale ogólnie, są to gracze z podobnego poziomu.

Co zresztą widać było w sezonie 2022/23, w którym razem reprezentowali barwy London Lions.

Generał Patton w Grecji

Kilkanaście dni temu, przy okazji jednej z poprzednich aktualizacji naszej Giełdy Transferowej PLK, wspominaliśmy o zainteresowaniu ze strony Anwilu zagranicznym środkowym, który walczył przeciwko włocławskiemu klubowi w europejskich pucharach.

Być może było takich kandydatów więcej niż jeden, nam jednak chodziło o Amerykanina Justina Pattona, który do momentu kontuzji straszył włocławskich podkoszowych w barwach francuskiego Cholet w ubiegłorocznym finale FIBA Europe Cup. Po przygodach w Azji, ten 27-letni środkowy powrócił na rynek europejski i Anwil złożył mu ofertę, gdy skomplikowała się sprawa pozyskania Johnny’ego Hamiltona.

https://twitter.com/JoshBett1/status/1641128970224648205

Patton w Hali Mistrzów w roli gospodarza jednak w nadchodzącym sezonie nie zagra – wiele wskazuje na to, że podpisze kontrakt w Grecji. Anwil wraca zatem do punktu wyjścia w poszukiwaniach podstawowego środkowego. Nie skreślamy tu nawet wspomnianego Hamiltona, gdyż różnice w negocjacjach potrafią być zaskakująco szybko niwelowane, gdy jednej ze stron bardziej zapali się parkiet pod nogami.

W tym przypadku wcale nie musi chodzić o klub z Włocławka!

Stefan Żeromski prześladuje PLK

Gdy w 1925 roku opublikowano „Przedwiośnie”, to jego szanowny autor zapewne nie spodziewał się, że jego dzieło i używane w nim „Szklane domy” sto lat później będą niweczyć plany klubów Orlen Basket Ligi.

Kibice Anwilu Włocławek zapewne są ciekawi, ile w ich klubie może zarabiać Luke Nelson. Po rozmowach z naszymi kontaktami z branży agencyjno-skautingowej najczęściej przewija się suma 100-120 tysięcy dolarów. Jeżeli klub z Kujaw zapłacił coś ekstra, to naszym zdaniem przepłacił.

Czy wierzymy w to, że Anwil miał więcej pieniędzy na wydanie na podstawowego rozgrywającego? Tak. W czym zatem problem? W tym, że w realiach polskiej ligi nawet posiadanie 150 tysięcy dolarów na gracza na pozycję „1” lub „5”, nie oznacza, że gracz wart takich pieniędzy będzie chciał do Polski przyjść. Tak, zawodowi koszykarze patrzą przede wszystkim na liczbę zer w kontrakcie, ale na poziomie powyżej 100 tysięcy często chętnych klubów jest więcej niż zawodników, na których warto takie pieniądze wydać. Szczególnie na tych dwóch newralgicznych pozycjach.

Tego lata nie jest to problem tylko Anwilu. O podobnych kłopotach słyszeliśmy w kontekście poszukiwań rozgrywającego przez Legię Warszawa – „porządne pieniądze do wydania są, ale gracze ich warci wybierają inne kluby”.

Jeżeli mielibyśmy znaleźć klub, który tego lata sobie ze „Szklanymi domami” poradził, to byliby to Czarni Słupsk. Dawno nie było tam tak drogiego koszykarza jak Loren Jackson (około 110-120 tys. dolarów), a jego kontrakt i tak jest poniżej wartości umów Amerykanina w poprzednich klubach.

Czemu zatem się udało? W minionym sezonie ten filigranowy rozgrywający występował aż w trzech zespołach, co z perspektywy rodziny (żona i dwójka dzieci) trudno uznać za korzystne. Gracz poszukiwał zatem miejsca, w którym może spędzić cały sezon w ważnej roli i nieco obniżył wymagania finansowe by znaleźć się w idealnej dla siebie sytuacji. Wykorzystali to działacze Czarnych i trener Mantas Cesnauskis, chociaż zakontraktowanie Amerykanina wiąże się z ryzykiem w innych aspektach – pieniędzy wystarczyło na zaledwie czwórkę obcokrajowców, a ławka rezerwowych też nie wygląda zbyt imponująco. W tym przypadku ryzyko może się jednak słupszczanom opłacić.