Ciężko po takim występie wyróżnić któregokolwiek z naszych zawodników. Rozczarowanie jest ogromne nawet u postronnych obserwatorów, którym zależy na polskiej koszykówce, a co dopiero mówić o zawodnikach i całym sztabie szkoleniowym naszej kadry? Możemy powiedzieć tylko jedno – gdyby nie dobra gra Jakuba Galewskiego (14 pkt i 4 asysty) w pierwszej połowie, rozmiary naszej porażki byłyby jeszcze większe.
Biało-Czerwoni źle weszli w ten mecz i de facto od samego początku musieli gonić rywali. Gdy wydawało się, że są już blisko, znowu świetne minuty – m.in. dzięki trafieniom z dystansu – zaliczyli Duńczycy i zeszli na przerwę przy prowadzeniu 42:38.
W drugiej połowie od samego początku drużyny rywalizowały punkt za punkt, choć Polacy zderzali się z fizycznością i dobrą obroną Duńczyków. Sędziowie tym razem pozwalali na więcej fizycznej walki na parkiecie, co zdecydowanie nie było po myśli naszych koszykarzy. Zbyt często liczyli na gwizdek, gdy już dostawiali się z piłką w ręku w okolice kosza.
Po jednej z takich akcji, miał miejsce splot wydarzeń, który zadecydował o wyniku meczu. 3 minuty przed końcem trzeciej kwarty Galewski – nie był faulowany zdaniem sędziów pod koszem – wracając do obrony dostał jeszcze faul techniczny za dyskusje z arbitrami. To wtedy po celnych rzutach wolnych Joosta Dalgaard-Duusa rozpoczął się run 11:2 Duńczyków, który trwał do końca kwarty.
Biało-Czerwoni w tym fragmencie meczu wyglądali na kompletnie zagubionych i rozkojarzonych. Niestety, ten stan rzeczy utrzymywał się też w czwartej kwarcie. Ale to nie przez sędziów podopieczni trenera Wojciecha Bychawskiego przegrali ćwierćfinał.
Przegrali, bo zagrali słabo, szczególnie w obronie.
Przegrali, bo dali się napędzać rywalom.
Przegrali, bo trafili tylko sześć razy z dystansu – w tym trzy razy już w garbage time.
Przegrali, bo zabrakło reakcji ławki w odpowiednich momentach.
Przegrali, bo zderzyli się z fizycznością, z jaką wcześniej się nie spotkali na tym turnieju i nie byli na nią gotowi.
Przegrali, bo zagrali najsłabszy mecz na mistrzostwach.
Przegrali, bo rywale byli tego dnia po prostu lepsi.
Moglibyśmy tak wymieniać jeszcze długo. W reprezentacji Danii świetnie zawody rozegrały jej gwiazdy: Noah Norgaard (24 punkty) i Joost Dalgaard-Duus (17). Dobrze spisało się także całe grono odpowiednio ustawionych taktycznie zadaniowców, którzy mieli proste zadania na parkiecie i wywiązali się z nich w 100 proc., na czele z Viggo Rimdalem (24 pkt i 11 zbiórek)
Co teraz czeka biało-czerwonych? Psychiczna tortura, czyli walka o 5. miejsce na mistrzostwach Europy U-18 dywizji B, które właściwie niczego nie daje. Mecz w koszulce z orłem na piersi to zawsze przywilej, warto o tym pamiętać, lecz jest już jasne, że Polacy swojego celu, z którym przyjechali do Rumunii nie osiągną.
Awans do Dywizji A wywalczą tylko trzy najlepsze drużyny rumuńskiego turnieju. Brak w tym gronie reprezentacji Polski to ogromne rozczarowanie.
.