Strona główna » Samborska: Koszykówka to potęga – żyje nawet na Malcie. Absurdalnie piękny plan!

Samborska: Koszykówka to potęga – żyje nawet na Malcie. Absurdalnie piękny plan!

0 komentarzy
– Nie musisz nic oglądać ani pisać. Odpocznij trochę przed playoff– usłyszałam wiosną przed wylotem na Maltę od redaktora naczelnego SuperBasketu Michała Tomasika. Urlop z mężem na śródziemnomorskiej wyspie zapowiadał się bosko i faktycznie – taki był. Ale od koszykówki w Europie wcale nie jest tak łatwo uciec!

Miały być wędrówki i plażowanie. Kilka dni bez meczów koszykówki miało mi dać poczucie głodu basketu, zapewnić odrobinę świeżości!

Malta do tego planu pasowała idealnie. No bo, błagam was – kto słyszał o maltańskiej lidze? Albo o Maltańczyku grającym w basket?

Jasne, Cypr – tak, jak najbardziej. Przecież tam ostatnio mieli nawet EuroBasket. Ale Malta??? 

Czymkolwiek by ten playoff był…

Mój mąż nie jest zapalonym kibicem sportu, ale po latach spędzonych razem co nieco już kojarzy…

Ale jaja, tu już grają playoff. W czwartek planowane są dwa mecze z rzędu. Chcesz iść? – zapytał mój Łukasz, kiedy wracaliśmy z całodziennego rejsu wokół uroczych wysepek należących do dawnego państwa rycerskiego.

Był kwiecień.

Pewnie, że chciałam! W końcu od meczów odpoczywałam już całe 5 dni!

Po hicie ligi szwajcarskiej pod Genewą trzy lata temu playoff na Malcie? Czymkolwiek by on nie był? To brzmiało jak plan. Absurdalnie ciekawy!

Czym prędzej napisałam maila do „maltańskiego PZKosz” (MBA). Na odpowiedź nie musiałam długo czekać – sekretarz generalny Maltańskiej Federacji Koszykówki – Joseph Muscat – zaprosił nas z Łukaszem do Ta’ Qali Pavilonu i zaproponował asystę podczas wizyty.

Można było odnieść wrażenie, że naszym żywym zainteresowaniem był tak samo zszokowany, jak my zaawansowaną fazą sezonu oraz sprawną organizacją tematu!

Ta’ Qali Pavilon to jedyna koszykarska hala w całym, mniejszym od Trójmiasta, kraju. To w niej swoje domowe mecze rozgrywają wszystkie mecze maltańskiej ekstraklasy koszykarskiej. Ligi pół/ćwierć-zawodowej.

Takiej w sam raz jako uzupełnienie w beztroskie wakacje!

Przed halą i meczami smakujemy małej gastronomii z rozstawionych wokół food trucków i w słońcu oglądamy dziecięcy streetball.

Następnie, w oczekiwaniu pana Josepha, oglądamy gablotkę z trofeami zdobytymi przez Maltańczyków w koszykówce:

Oni chyba kiedyś wygrywali w którejś dywizji juniorek, chyba C. Tam musiały rywalizować takie państwa-miasta – oznajmiam mężowi zaskoczona, że to wiem, ale po chwili łapię się na tym, że… przecież nie wiem. Ani kim ani kiedy ani czy to się skończyło awansem do ważniejszych według rankingów FIBA rozgrywek albo chociaż uniwersyteckim angażem dla którejś z dziewczyn.

W zasadzie nie wiem nic.

Na szczęście po chwili pojawia się nasz gospodarz i federacyjny delegat!

Na Malcie mamy osiem klubów i z nimi staramy się zdziałać jak najwięcej. Faktycznie, reprezentacja kobiet na tle międzynarodowym wypada dużo lepiej, ale to wynika z tego, że w europejskiej koszykówce pań różnica między ekipami rywalizującymi w dywizji A i C nie jest aż taką przepaścią jak u panów – tłumaczy mi Joseph Muscat, kiedy spacerujemy po hali.

To nasz jedyny obiekt meczowy. Gra się w nim ponad 680 meczów rocznie. Wszystkie kategorie wiekowe – U16, U19, U23, druga liga i pierwsza liga. Wszyscy grają tutaj. Jedynie U14 rywalizuje na boiskach treningowych, które też mamy tutaj, tuż za halą – dodaje.

Sama opowiadam – bo tak jest, bo tak mocno w to wierzę! – że koszykówka to jeden z najpopularniejszych sportów w Polsce. Jestem przekonana, że polscy turyści – a już na pewno moi czytelnicy! – tłumnie będą stawiać się tu między plażowaniem a drinkowaniem, skoro z każdego krańca kraju podróż do hali nie powinna zająć więcej niż 25 minut.

Pytam więc, zanim rozpoczną się półfinały najbardziej prestiżowej z lokalnych lig – męskiej ekstraklasy – jak i do ilu się tu w playoff gra.

Poszczególne rundy play-off są w systemie do trzech zwycięstw. Sezon męski maksymalnie może potrwać do 8 maja, a żeński do 14 maja. Staramy się zawsze kończyć rozgrywki ligowe na początku, w środku maja, bo potem halę przejmują reprezentanci i ćwiczymy przed sezonem reprezentacyjnym! W kadrze dalej jest 34-letni gigant Samuel Daguera. Mamy też kilku chłopaków z tego młodego pokolenia, którzy się wyróżniają, ale nie chcę rzucać nazwiskami, bo to nie byłoby fair w stosunku do ich kolegów, którzy na tym etapie pracują tak samo intensywnie. Dziewczyny są coraz mocniejsze – zapewnia Muscat i wtedy doznaję olśnienia!

Samuel Daguera!

Faktycznie, był – to znaczy jest! – taki facet!

Googluję go. 230 centymetrów wzrostu, grał we Włoszech i w Hiszpanii, od wielu lat w Azji. Przez chwilę, po kontuzji doznanej we Włoszech, wracał do zdrowia w domu i w rodzimej lidze rzucał średnio 29.5 punktów i zbierał 21.4 piłki na mecz.

Pomyśleć, że ja w minionym sezonie PLK jarałam się double-double Popovicia czy Ljubicicia!

Z Łukaszem zajmujemy miejsca za ławką jednych z dwóch gospodarzy i za chwilę Joseph Muscat przyprowadza mi kolegę po fachu. Koszykarski dziennikarz na Malcie! Starszy, wyposażony w dyktafon – taki prawdziwy, jaki w polskiej koszykówce ma już chyba tylko Pan Redaktor Marek Cegliński – pyta mnie od razu, czy jesteśmy tu ze względu na Stelmacha.

Na kogo?! – dopytuję?

Ale moje zdezorientowanie szybko mija, nagle wszystko się klei w całość. Odwracam się w stronę rozgrzewki, a tam – jeden z bohaterów wielu tekstów mojego redakcyjnego kolegi Damiana Puchalskiego.

Prawdziwy Piotr Stelmach!

Na śmierć o nim zapomniałam! To znaczy nie zapomniałam, bo teksty Damiana czytam i doskonale pamiętam, kiedy prosto z Missisippi wylądował w drugiej drużynie mojego wielkiego Prokomu Trefla i jakim solidnym zadaniowcem był na przestrzeni tych wszystkich lat spędzonych w PLK w Kołobrzegu, Zielonej Górze, Zgorzelcu, czy Włocławku…

Zanim zdążę sobie w głowie odtworzyć ten jego wjazd na zwycięstwo w barwach Zastalu w 2012 w ćwierćfinale z Czarnymi… „Stelmi” jest już tuż obok, wita się i mówi, żebyśmy poczekali na niego po meczu.

Napisz „Dylowi”, niech wie – słusznie podpowiada mi mąż.

Nasz przyjaciel Filip wprawdzie nie potrzebuje dodatkowych bodźców i motywacji do pracy, bo świetną robotę wykonuje z młodzieżą w gdyńskim GAK, ale to na pewno będzie dla niego zaskoczenie, że niedawny kolega z parkietu faktycznie dalej biega po parkietach.

Ola, on już 15 lat temu ledwo biegał. Nagraj mi filmik, jak się teraz porusza! – odpisuje Dylu, ale gdy w odpowiedzi dostaje od Łukasza pytanie „ciekawe, kiedy ty ostatni raz wchodziłeś w pierwszej piątce półfinałów playoff?” dołącza do polskiej grupy kibiców Hibernians.

Piotr Stelmach na boisku robi wszystko: rozgrywa, trafia trójki, stawia zasłony, asystuje, zastawia, zbiera, a co w tym jego kontrakcie chyba najbardziej kluczowe: gani tych rozentuzjazmowanych Maltańczyków co drugie posiadanie.

Go up!

Cut!

Koledzy z zespołu nie zawsze biegną w tą stronę, co trzeba, ale zawsze się starają i wracają do (powiedzmy) obrony.

Zwracam uwagę, że projekt pt. „maltańska koszykówka” ma solidnego partnera. Sponsorem tytularnym National Men League jest Bank of Valletta. Z takim wsparciem, podobnie jak z zaangażowaniem „Stelmiego”, o dalszy rozwój powinno być łatwiej. Jest trochę kibiców, są smakołyki, jest entuzjastyczna góra. Czekamy na naszego MVP i zwycięzcę pierwszego z półfinałów.

Dajcie spokój, ja już miałem nie grać! – zaczyna Piotr Stelmach po wyjściu z szatni.

Miałem plan na życie po życiu, skończyłem z basketem w Słupsku. Wyprowadziłem się z rodziną na Maltę, zacząłem pracę w branży IT i tak któregoś razu na wieczornej imprezce w barze ktoś mnie zagadał, że jestem wysoki, a jest potrzebny wysoki, żeby pograć w basket. No i żebym przyszedł na try-out. Oni nie mięli pojęcia, że byłem zawodowcem, a że ruch na sportowej emeryturze jest wskazany – jakoś tak wyszło. Zwiedzam kolejne kluby ligi maltańskiej. No a poza tym oczywiście pracuję i dzięki temu w rozgrywkach taktują mnie jak Maltańczyka, bo płacę tu podatki od ponad trzech lat – dodaje.

Milicić jr walczy o NBA, jego kolega na Malcie

Słuchamy jak oczarowani, bo podobnie jak sama wyspa, tak i ta koszykarska przygoda absolwenta SMS Warka jest bardzo pogodna!

Jak byłem najlepszym strzelcem kolejki to zaraz były jakieś fotki i inne bajery! Najsłabszej drużynie raz rzuciłem nawet ponad 50 punktów – opowiada – Generalnie trenuje się 3 razy w tygodniu, ale ja trenuję 2. Na treningi jeździ się po różnych halach, ale mecze gramy już tu. Wśród naszych największych rywali jest jeden Amerykanin z Ohio, który umie grać. Był nawet w college’u z Igorem Miliciciem Juniorem, ale zdrowotnie jest całkowicie zgruzowany i ściągnął go ziomek, żeby po prostu – jak ja – miał jeszcze z koszykówki trochę radości. A tak to w dużej mierze ci chłopcy z serbskimi nazwiskami to są na Malcie od dziecka, znają język, także to nie jest na zasadzie, że przylecieli tu dla koszykówki – tłumaczy nam wszystko Piotr Stelmach, a kiedy Łukasz pyta, czy będzie jeszcze ciągnął karierę i czy ma jeszcze jakieś kluby do obskoczenia, jak na doświadczonego w pomeczowych rozmowach polskiego skrzydłowego przystało oznajmia, że :na razie ma coś do dokończenia”.

Piotr Stelmach sezon dokończył w majówkę. Emocje w serii Starlites Revive – Hibernians (ekipa naszego rodaka) trzymały do samego końca! Ostatecznie w pięciomeczowej rywalizacji do 3 zwycięstw triumfowali ci pierwsi. Statuetkę MVP finałów odebrał wspomniany absolwent Charlotte 49ers – Musa Jallow, a artykuły i analizy dot. każdego z meczów znaleźć można na TYM profilu Facebook’a.

Malta jest absolutnie cudowna. Jej koszykówka jest (jeszcze?) totalnie kiepska, ale to na pewno ma swój urok! Pozwala nieco bardziej docenić robotę, jaką w roli prezesa z naszą PLK wykonuje kolega z licealnej bursy Piotra Stelmacha – niejaki Łukasz Koszarek – i przeżyć miłe popołudnie w całkiem przyjemnym kompleksie dedykowanym naszej ukochanej dyscyplinie sportu w ścisłym centrum śródziemnomorskiego kraju. 

Informacji o meczach szukajcie na wspomnianym Fejsie, a o bilety się nie martwcie – w starym dobrym stylu kupuje się je w wejściu. Dumna mama jednego z mistrzów Malty – zdążyła mi się kilka razy pochwalić, że jej syn gra w Starlites! – sprzedaje je klasycznie, wkładając drobniaki do kasetki. Jeśli mają przyczynić się do rozwoju basketu w kraju, gdzie docenia się sportowe zasługi Polaka – kupujcie i tipujcie.

Jesienią liga maltańska znów ruszy do akcji!

Aleksandra Samborska, @aemgie