Gdy kilka tygodni temu szefowie PZKosz ogłaszali, że kolejny mecz podopieczni Igora Milicicia rozegrają w Krakowie w największej hali w Polsce, wiele osób wątpiło czy mecz z Holandią może przynieść frekwencyjny sukces. Obrazki sprzed trzech lat, gdy podczas turnieju kwalifikacji olimpijskich w Gliwicach trybuny świeciły pustkami, wypełnione maksymalnie 3-4 tysiącami najwierniejszych fanów basketu, nieco straszyły.
Ale tym razem się udało! Oglądając w trakcie meczu z Holandią trybuny wypełnione blisko 10-tysięcznym tłumem kibiców serce rosło.
Sam mecz kończący pierwszą fazę walki o awans do turnieju finałowego mistrzostw świata długo nie układał się po myśli Biało-Czerownych. Uraz wykluczył z gry Jerricka Hardinga, a w trakcie pierwszej połowy trzy szybkie faule Mateusza Ponitki pozbawiły naszego kapitana możliwości wpłynięcia na grę polskiego zespołu. Skuteczny kapitan gości Keye van der Vuurst już do przerwy zdobył 18 punktów i w trakcie drugiej kwarty Holendrzy prowadzili momentami nawet pięcioma punktami (32:27).
Nasz zespół w najtrudniejszych momentach mógł jednak liczyć na opanowanie Kamila Łączyńskiego. Weteran naszego zespołu w pierwszych dwóch kwartach był nie tylko najskuteczniejszym (12 pkt), ale i najlepszym zawodnikiem naszej drużyny.
W połowie trzeciej warty sygnał do ataku dał nie kto inny jak Ponitka. Najpierw zaimponował wsadem i akcją 2+1, później przecięciem linii podania rywali, przechwytem i wyrachowaną asystą … Ale rywale się nie poddawali. Rzuty za 3 bardzo długo trafiali z ponad 50-procentową skutecznością – trafili 11 z pierwszych 21 prób – i wynik wciąż oscylował wokół remisu.
Pierwszy prawdziwy oddech dały nam jednak dopiero kolejne akcje zainicjowane przez Łączyńskiego. Najpierw punkty zdobył Łukasz Kolenda, później Dominik Olejniczak, a na koniec sam „Łączka” trafił dwa razy z rzędu za 3 i na początku czwartej kwarty mieliśmy nagle już osiem punktów przewagi (76:68).
W końcówce nie daliśmy sobie już tej przewagi roztrwonić, choć przeżywaliśmy chwile kryzysu, gdy Łączyński lądował na noszach…
Nasz weteran zakończył mecz z dorobkiem 18 punktów, 5 asyst i 4 przechwytów, trafiając 6 z 7 rzutów z gry. Czapki z głów!
Ostatecznie Biało-Czerwoni wygrali 92:84 i jako jedna z dwóch drużyn w Europie kończą pierwszą fazę eliminacji bez porażki. W drugiej zagrają sześć meczów – po dwa z Niemcami, Chorwacją i Izraelem. Do awansu, zaledwie trzeciego w historii polskiej koszykówki, może im wystarczyć nawet jedna wygrana.
Awans jest naprawdę blisko!!!