W piątkowy wieczór MKS wygrał właśnie pod nowym dowództwem po raz piąty, pokonując Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski 91:84, choć już tradycyjnie w ostatnich tygodniach musiał radzić sobie w osłabionym składzie. Na szczęście, w mniej niż ostatnio – zabrakło już „tylko” Dale’a Bonnera, Ronalda Curry’ego Jr. i Dominica Greena.
Dla wszystkich i tak nie starczyłoby miejsca w składzie.
Był za to trener Gronek, chociaż na pomeczowej konferencji prasowej przyznał się – dziękując jednocześnie swoim współpracownikom – że przez dwa dni z powodu choroby sam pozostawał poza zespołem.
W meczu uczestniczył również Jamarii Thomas, najnowszy nabytek drużyny z Dąbrowy Górniczej i jednocześnie, już ósmy obcokrajowiec w składzie zespołu z Dąbrowy Górniczej.
Przyznam się, że nie pamiętam, kiedy po raz ostatni jedna z drużyn PLK miała jednocześnie tak wielu zagranicznych zawodników pod kontraktami.
– Decyzje o naszym składzie podejmiemy, gdy wszyscy powrócą do zdrowia. Na to potrzeba około dwóch tygodni – powiedział po meczu Artur Gronek, zapytany o nadmiar obcokrajowców w składzie.
Mały może więcej
23-letni Thomas debiutował tym występem w Orlen Basket Lidze. To koszykarz, który rozgrywa swój pierwszy sezon w Europie. Karierę tutaj rozpoczął od występów na Cyprze.
Należy zatem docenić, jak dokładnie widzom przedstawił go szkoleniowiec MKS-u.
Filigranowy Amerykanin – oficjalnie podaje mu się 178 centymetrów, ale można mieć wątpliwości czy faktycznie aż tyle ma – rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, a gdy pojawił się na parkiecie, to na dzień dobry popełnił dwie banalnie wyglądające straty piłki.
Szybko jednak się rozkręcił i ostatecznie spędził w grze prawie 23 minuty. Szczególnie obiecująco wyglądały jego akcje z Adrianem Boguckim. Nie tylko w ataku!
Ostatecznie Thomas zdobył 8 punktów, zanotował także po 4 asysty i 4 straty. Mocno również pracował w defensywie naciskając zawodnika z piłką. Momentami można było nawet odnieść wrażenie, że trójka arbitrów pozwalała mu na więcej w obronie względem przeciwników niż innym zawodnikom.
Cóż – w sporcie bywa czasami i tak, że mały może więcej!
Dąbrowiecki rygiel
Po 33 minutach meczu Stal Ostrów miała w dorobku 72 punkty, z których aż 46 zdobyła w polu 3 sekund. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż to przecież główna broń drużyny z Ostrowa Wielkopolskiego, o której pisałem szerzej po jej niedawnym zwycięstwie z Arką Gdynia.
Ostatecznie drużyna gości w całym spotkaniu zdobyła 84 punkty. Ile z nich zostało uzbieranych w strefie podkoszowej?
Wciąż było to 46, z czego aż 32 w pierwszej połowie.
Pozostałe w meczu 12 było efektem rzutów trzypunktowych.
„Trójki” tradycyjnie były słabym elementem w grze Stali. Goście trafili tylko 7 z 25 takich rzutów, ale akurat w ciągu kilkudziesięciu sekund 4. kwarty wpadły im trzy z rzędu, dzięki czemu błyskawicznie zniwelowali 10-punktową stratę do gospodarzy.
W bieżącym sezonie Stal jednak na dystansie częściej umiera niż wygrywa. Tak też było w piątkowy wieczór. Zatem bez punktów z pola 3 sekund, bez wykonywanych rzutów wolnych – ostatni rzut za jeden punkt goście oddali w 29. minucie! – nie była w stanie rozstrzygnąć końcówki na swoją korzyść.
Duża w tym zasługa oczywiście gospodarzy, którzy po przerwie skutecznie zaryglowali strefę podkoszową, a przede wszystkim swoją fizyczną grą lepiej dopasowali się do linii sędziowania. Trójka arbitrów stosunkowo nieszczególnie chętnie korzystała w tym meczu z gwizdków.
Liderów dwóch
Po 19 punktów zdobyli w zespole MKS Martin Peterka i Luther Muhammad.
Przez trzy kwarty to właśnie Czech był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem gospodarzy, tradycyjnie imponując bardzo efektywną i wszechstronną grą w ataku. 31-letni podkoszowy świetnie biega do kontrataku, potrafi dobrze zachować się w okolicach obręczy i jest groźnym strzelcem z dystansu (3×3 przeciwko Stali).
Może zatem warto go faulować?
To akurat fatalny pomysł. W tym sezonie Peterka trafił 27 z 28 rzutów wolnych.
Gdy jednak tempo gry zwalnia, a drużyny coraz lepiej reagują w defensywie przeciwko zagrywkom rywali, to zwiększa się znaczenie indywidualnych umiejętności poszczególnych zawodników w kwestii wykreowania sobie pozycji do rzutu.
W tym znakomity jest Luther Muhammad, który powrócił do składu MKS po kilkumeczowej nieobecności spowodowanej chorobą. Amerykanin mecz zaczął co prawda na ławce rezerwowych, ale to właśnie jego skuteczne akcje w 4. kwarcie pozwoliły gospodarzom rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść.
Umiejętności typowych do gry w ataku w końcówkach nie ma za to Quan Jackson. Przez 35 minut skrzydłowy Stali robił jednak wiele, by zapracować na pierwszą w historii PLK poczwórną zdobycz (tzw. quadruple-double). Ostatecznie zabrakło mu jednak po trzech asyst i przechwytów, gdyż piątkowe spotkanie zakończył z dorobkiem 16 punktów, 13 zbiórek, 7 asyst i 7 przechwytów.
Wygrana 91:84 zespołu gospodarzy oznacza, że MKS zrównał się ze Stalą w ligowej tabeli. Obie ekipy mają w dorobku po 9 zwycięstw i porażek. Drużyna z Dąbrowy Górniczej wygrała jednak w bezpośrednim starciu po raz drugi, zatem to ona będzie wyżej w końcowym rozrachunku, gdyby oba te zespoły zakończyły sezon regularny łeb w łeb.
W tak mocno spłaszczonej tabeli Orlen Basket Ligi taki wariant wydaje się akurat całkiem prawdopodobny.