Strona główna » Anwil u progu personalnej rewolucji, ale same zmiany w składzie mogą okazać się niewystarczające!
PLK

Anwil u progu personalnej rewolucji, ale same zmiany w składzie mogą okazać się niewystarczające!

0 komentarzy
Zero zwycięstw i sześć porażek – tak brutalnie, z uwzględnieniem występów w FIBA Europe Cup, wygląda bilans Anwilu w tym sezonie w meczach, które kończyły się różnicą pięciu lub mniej punktów. Włocławianie zmienili trenera, ale tego trendu przełamać nie potrafią. Sensacyjna sobotnia przegrana w Gliwicach 86:87 była pierwszą z powyższych, która wydarzyła się za kadencji Ronena Ginzburga. Izraelczyk momentami swojej drużynie nie pomagał.

Dwa z sześciu celnych rzutów wolnych. Cztery niecelne rzuty za 3 punkty. Niecelny rzut z półdystansu. Dwie zbiórki ofensywne i jednocześnie dwie straty – tak wyglądał pełen dorobek w ataku graczy Anwilu w ostatnich trzech minutach spotkania, które w sobotę włocławski zespół przegrał w Gliwicach 2:11.

Co niespodziewanie kosztowało go przegraną w całym spotkaniu.

Niemoc zespołu gości najlepiej podsumował ostatni rzut w meczu – niecelny Nijala Pearsona prawie z połowy boiska. To chyba pierwszy przypadek w mojej całkiem już długiej dziennikarskiej przygodzie, bym zwracał uwagę na nieudany rzut z tak daleka. Ta próba była jednak tak szokująco nieudana, że aż trudno się powstrzymać.

Ouch.

Problemy Anwilu w ofensywie w decydujących akcjach są o tyle zastanawiające, że włocławski klub wciąż dysponuje najlepszym atakiem w Orlen Basket Lidze. Zdobywa ponad 119 punktów na 100 posiadań i pod tym względem wyprzedza nawet imponujący formą w ostatnich tygodniach Śląsk Wrocław.

Końcówka w Gliwicach nie była jednak wyjątkiem. Podobnie nieskuteczni w decydujących momentach gracze Anwilu byli dwie kolejki temu w wyjazdowym meczu z Treflem Sopot. Anwil przegrał go 74:83, chociaż przecież jeszcze pięć minut przed końcem prowadził 70:67.

W ostatnich 300 sekundach trafił wówczas tylko jeden rzut z gry i to gospodarze wygrali końcówkę aż 16:4.

Po meczu w Gliwicach trener Ronen Ginzburg używając bardziej wyrazistych słów niż poprzednio zasugerował nadchodzące w zespole zmiany.

Diagnoza pod tytułem dlaczego nasz atak się sypie w crunch time? powinna być jednym z najważniejszych aspektów przy podejmowaniu decyzji o przetasowaniach kadrowych.

Kuba Piśla pokazał dość dobitnie, że obroną Anwil końcówek spotkań w tym momencie wygrywać nie jest w stanie.

Niezmiernie cieszy nas to, że ten zaledwie 21-letni strzelec w ostatnich meczach GTK pełni tak ważną rolę w ofensywie. Także w decydujących o wyniku akcjach!

Biegaj Mate, biegaj

Nadchodzące przetasowania w składzie Anwilu nie powinny jednak zamazać tego, że także izraelski szkoleniowiec niektórymi swoimi decyzjami może nie pomagać drużynie.

Rekordowe w zespole 32 minuty i 40 sekund spędził na gliwickim parkiecie Mate Vucić. Z jednej strony – był autorem efektownego double-double w postaci 15 punktów i 18 zbiórek. Już podczas oglądania meczu wydawało mi się jednak, że chorwacki center jest przesadnie eksploatowany, co w momentach większego zmęczenia objawiało się jakością jego powrotów do obrony.

Tak, jak choćby przy drugiej z „trójek” Kuby Piśli, które w połowie 3. kwarty pozwoliły gospodarzom wrócić do meczu przy jeszcze chwilę wcześniej 15-punktowej stracie.

Była to siódma minuta ciągłej gry Vucicia od początku 2. połowy.

Wcześniej też inni byli szybsi.

Brawo dla Maciej Bendera za wykorzystanie sprintem szansy do zdobycia dwóch łatwych punktów.

Także statystyki potwierdzają, że prawdopodobnie Vucić w sobotę spędził zbyt wiele minut na boisku. Nie tylko w obecnym, ale także w całym ubiegłym sezonie – wliczając playoffy, które dla niego i Legii Warszawa zakończyły się zdobyciem mistrzostwa Polski! – nie rozegrał w Orlen Basket Lidze spotkania z większą liczbą minut.

Gdy jeszcze dodamy do tego fakt, że dla Vucicia był to zaledwie drugi występ po ponad 2-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją, to piłowanie go aż do tego stopnia wydaje się po prostu niezrozumiałe. I nierozsądne.

Na pewno nie kupię tutaj ewentualnej demagogicznej odpowiedzi, że profesjonalny koszykarz powinien mieć siły na zagranie 40 minut raz w tygodniu.

Vucić ich nie ma. Na pewno nie jest graczem, którego tak duże minuty będą stać obok słowa „optymalizacja”, co także w decyzjach trenerskich powinno być absolutnie kluczowe dla wyciągnięcia maksimum z posiadanych zawodników.

Zoptymalizowany Mate Vucić wygląda tak.

Nie sądzę, by był to przypadek, iż powyższa akcja miała miejsce na początku kwarty.

Czy naprawdę Dawid Słupiński przez kilka minut nie mógł – nawet z powodzeniem – pomasować się w sobotę pod koszem z Maciejem Benderem? Czy na pewno Kacper Borowski nie był w stanie zagrać na pozycji „4” przeciwko Aleksandrowi Buszowi?

To tylko jedna z wielu kwestii, nad którymi Izraelski szkoleniowiec powinien zastanowić się przed kolejnymi meczami swojego zespołu. Trzy kolejne czekają Anwil także w halach rywali, a Anwil wygrał w nich dotychczas jedynie dwukrotnie na osiem rozegranych spotkań.

Jeśli włocławski zespół ma wciąż ambicje oderwania się od bardzo szerokiej strefy środkowych rejonów tabeli PLK, gdzie – gdyby oceniać sytuację na dzień dzisiejszy – 5-6 zespołów może stoczyć walkę o 2-3 ostatnie miejsca w playoff, Ronen Ginzburg musi coś zmienić nie tylko w swoim składzie, ale powinien też zastanowić się nad sposobem zarządzania posiadanym personalem.

Najbliższy test, całkiem wymagający, włocławski zespół czeka w Gdyni – w sobotę 31 stycznia Anwil zagra przeciwko AMW Arce.