Jeśli czwartkowy mecz ze Słowenią miał pokazać na co stać polski zespół w tegorocznych mistrzostwach Europy – mamy powody do niemałego optymizmu! Nie tylko ze względu na końcowy wynik meczu z drużyną Luki Doncicia.
Polacy mieli niewielką przewagę właściwie od początku starcia będącego rewanżem za ćwierćfinał ME sprzed trzech lat, ale na przerwę schodzili z zaledwie jednopunktowym prowadzeniem 47:46. Rywale pozostawali w grze nie tylko dzięki skuteczności gwiazdora Los Angeles Lakers (17 punktów w dwóch pierwszych kwartach, 7/7 z wolnych), ale także dzięki ośmiu trafionym rzutom za 3.
Można było mieć obawy, czy duet liderów naszej drużyny może grać po przerwie jeszcze lepiej – Jordan Loyd (19 punktów) i Mateusz Ponitka (13) w pierwszych dwóch kwartach byli zabójczo skuteczni.
Ale tak naprawdę ten mecz od początku wyglądał dokładnie tak, jak tego chcieliśmy – trwała fizyczna wojna, w ramach której toczyły się też mniejsze bitwy mentalne. Ich symbolem był oczywiście Michał Sokołowski uporczywie nękający od pierwszej minuty Doncicia. W końcu w trzeciej kwarcie Słoweńcy zaczęli w końcu pękać. Nerwom dał się ponieść także Magic Luka.
Polacy zyskali jednak nie tylko kilka dodatkowych rzutów wolnych – zyskali także trzeciego lidera ofensywnego! Andrzej Pluta junior właśnie w trakcie trzeciej kwarty potwierdził – na największej europejskiej scenie koszykarskiej! – że postępy, które poczynił w końcówce poprzedniego sezonu mogły być jedynie zapowiedzią kolejnych. Koszykarz Legii raz za razem z właściwą sobie finezją i zuchwałością zdobywał kolejne punkty, a nasza drużyna dość szybko powiększyła prowadzenie do kilkunastu punktów.
Słoweńcy się nie poddawali, lecz po trzech kwartach Pluta miał już na koncie 15 punktów, a Biało-Czerwoni prowadzili aż 80:69. Mniejsze lub większe bitwy trwały w najlepsze, a Sokołowskiemu w męczeniu Doncicia zaczął w drugiej połowie pomagać całkiem skutecznie Przemysław Żołnierewicz. Gwiazda Lakers zdobywała oczywiście kolejne punkty (łącznie 34), ale ostatecznie Luka zdołał oddać tylko 14 rzutów z gry. Zaledwie sześć po przerwie. Co chwila sfrustrowany dyskutował z sędziami.
Poniekąd swoje Doncić osiągnął niespełna pięć minut przed końcem, gdy przy prowadzeniu Polski 89:80 wymusił piąty faul „Sokoła”. Ale wówczas było już po wszystkim. Grający rozsądnie Polacy nie dali sobie w samej końcówce wyszarpać wygranej, na którą w pełni zasłużyli.
Najwięcej punktów dla Polski zdobył Jordan Loyd (32, 9/14 z gry w tym 7/8 za 3) udowadniając, że może być jednym z najlepszych snajperów tego turnieju. Mateusz Ponitka do swoich 23 punktów dołożył 7 zbiórek, a zespół w trakcie jego 28 minut gry był lepszy od rywala aż o 20 punktów.
Sokołowski zakończył występ z dorobkiem 8 punktów, 3 zbiórek i 3 asyst, ale jego wkład w to zwycięstwo był zdecydowanie większy niż ta linijka statystyczna by to sugerowała.
Kolejny mecz Polacy zagrają w sobotę o godz. 20.30 z Izraelem, który w pierwszym meczu turnieju pokonał 83:71 Islandię.