Pamiętacie, gdy niedawno po podpisaniu kontraktu ze Śląskiem przez DJ Coopera zwracaliśmy uwagę na to, że oto do PLK nadciąga prawdziwa maszyna do rozdawania asyst?
10.9 asysty na mecz w lidze VTB (sezon 2015/16).
11.1 asysty w lidze francuskiej (2016/17).
10.0 asyst na mecz w lidze ukraińskiej (2021/22).
14.0 (!) asyst na mecz w lidze izraelskiej (2022/23).
11.7 asysty na mecz w lidze francuskiej (2023/24).
Po piątkowym meczu w Zielonej Górze można tamtą listę uzupełnić:
11.0 asysty na mecz w PLK (2024/25).
A przecież póki co Cooper wciąż nie wyszedł nawet na boisko w pierwszej piątce Śląska! W starciu z Zastalem spędził na parkiecie zaledwie 18 minut. Jeśli ktoś miał wątpliwości dlaczego Igor Milicić miał swego czasu problemy z zaśnięciem po pierwszych treningach z udziałem Coopera w czasach pracy w Ostrowie, pozostając pod tak dużym wrażeniem przeglądu parkietu, który dysponuje Amerykanin, niech obejrzy kilka asyst tego gracza z wczorajszego meczu.
Też macie wrażenie, że niektórymi podaniami Cooper potrafi kolegów niemal zmuszać do zdobycia punktów? Fakt, że sam trafił tylko jeden z pięciu rzutów z gry nie miał większego znaczenia. Amerykanin swoimi podaniami napędzał zespół z Wrocławia i ten od początku wyraźnie dominował. Niemal 4 tysiące kibiców zebranych w hali w Zielonej Górze (oklaski!) nie doczekało się większych emocji. Rywale byli tym razem od Zastalu wyraźnie lepsi. Ostatnia kwarta wygrana przez gospodarzy aż 37:17 jedynie zamazała faktyczną różnicę, która dzieliła obie drużyny.
W ostatnich 10 minutach meczu trener Śląsk Miodrag Rajković dał szansę dłuższej gry wciąż szukającemu optymalnej formy Adrianowi Boguckiemu (5 punktów i 4 zbiórki w 16 minut) oraz zrywającemu bardzo powoli koszykarską rdzę po 18-miesięcznym rozbracie z koszykówką Adamowi Waczyńskiemu (18 minut, 0 punktów, 0/4 z gry). Zastal odrobił większość strat, lecz na wyrwanie zwycięstwa szans nie miał.
Walter Hodge tym razem spędził na boisku zaledwie 10 minut i zdobył tylko 2 punkty. Najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy był Filip Matczak (14 punktów, 5/10 z gry).
W Śląsku kolejny znakomity mecz rozegrali dwaj podkoszowi zawodnicy, którzy korzystają ze słabej formy Boguckiego i Reggie Lyncha (6 minut, 2 punkty) – Angel Nunez (22 punkty, 7 zbiórek i 8/8 z gry) oraz Ajdin Penava (15 punktów w ciągu 20 minut).
W drugim piątkowym meczu emocji też było jak na lekarstwo. Arka w minionym tygodniu zwolniła trenera Artura Gronka, ale po wodzą jego macedońskiego następcy koszykarze z Gdyni nie zaczęli trafiać do kosza. Wręcz przeciwnie! W pierwszej połowie meczu z Dzikami Warszawa spudłowali 16 z 16 rzutów za 3. Większość z nich oddali reprezentanci Polski Jakub Garbacz i Łukasz Kolenda.
Jedynym skutecznym zawodnikiem gospodarzy był Stefan Djordjević, który do 23 punktów (11/18 z gry) dołożył 14 zbiórek. Po przerwie Arka rzuciła się jeszcze do odrabiania 17-punktowej straty, siedem minut przed końcem po celnym rzucie za 3 Grzegorza Kamińskiego przegrywała tylko 59:63, ale na więcej dysponujący dobrą defensywą goście jej nie pozwolili. Dziki wygrały ostatecznie aż 82:69. Najwięcej punktów dla warszawskiej drużyny zdobył Rickey McGill (22), po 14 dołożyli Mateusz Szlachetka i Janari Joesaar.
Po siedmiu kolejkach zespół Krzysztofa Szablowskiego z wynikiem 4-3 zajmuje miejsce tuż za ścisłą czołówką PLK, a Śląsk (3-4) dzięki dwóm ostatnim wygranym wrócił w środkowe rejony tabeli. Zastal (2-5) wciąż dzięki ubiegłotygodniowej wygranej w Gdyni jest w lepszej sytuacji od Arki (1-6).
Kolejne mecze 7. kolejki PLK w sobotę i niedzielę. Najciekawiej zapowiadają się starcia Tasomix Rosiek Stali Ostrów Wielkopolski z Legią (sobota, godz. 15.30, transmisja w emocje.tv) i niedzielny mecz Spójni z mającem serię pięciu zwycięstw beniaminkiem z Wałbrzycha (17.30, Polsat Sport).