Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>
A może tak naprawdę o to mistrzom Polski ze Szczecina chodziło? Może oni chcą rywalizację w playoff rozpoczynać w hali rywali? Nie jest żadną tajemnicą, że w tym sezonie King lepiej niż na własnym parkiecie (6 zwycięstw – 9 porażek) spisuje się, rozgrywając mecze na wyjeździe (12-2). Jeśli w ostatniej kolejce spotkań zespół Arkadiusza Miłoszewskiego polegnie w starciu z Treflem w Sopocie, a swoje mecze wygrają Stal (na własnym boisku ze Stelmetem) i Legia (w Lublinie ze Startem) duża niespodzianka stanie się faktem – King zakończy fazę zasadniczą Orlen Basket Ligi zaledwie na piątym miejscu.
Kto by się tego spodziewał jeszcze na początku kwietnia, gdy King po serii ośmiu kolejnych zwycięstw – i efektownych uzupełnień składu (Michale Kyser, Matt Mobley, wcześniej Przemysław Żołnierewicz) – wydawał się pewnie zmierzać do przynajmniej drugiego z rzędu występu w finale playoff?
Tak naprawdę nie sposób oczywiście podejrzewać szczecinian o to, że w niedzielny wieczór mecz w Toruniu przegrali z premedytacją. Twarde Pierniki w pożegnalnym występie Aarona Cela (12 punktów, 3 asysty i 4/5 z gry) przed własnymi kibicami wyszarpały zwycięstwo w wielkim stylu. Wszyscy kibice, którzy oglądali ten mecz, zapamiętają z niego przede wszystkim jedną akcję – niesłychany blok mierzącego ledwie nieco ponad 180 cm wzrostu Arika Smitha (18 punktów) na rozpędzonym Zacu Cathbertsonie. To naprawdę mogło być najbardziej efektowne zagranie defensywne sezonu 2023/24 Orlen Basket Ligi.
Twarde Pierniki do zwycięstwa poprowadził Trey Diggs, który zdobył 24 punkty, trafiając aż 5 rzutów za 3. W tym kilka bardzo istotnych w czwartej kwarcie. Kinga próbował ratować świetny Andrzej Mazurczak (13 punktów, 10 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwyty), lecz niewiele wskórał. Zespół ze Szczecina przegrywał w drugiej kwarcie aż 25:38, by później błyskawicznie, jeszcze przed przerwą, objąć czteropunktowe prowadzenie (48:44). Po przerwie goście prowadzili nawet siedmioma punktami, lecz nie potrafili przyprzeć rywali do muru. Zwiódł Mobley, który nie trafił tym razem żadnego z 5 rzutów z gry. Żołnierewicz, który miał być przecież mocnym elementem drużyny pragnącej obronić tytuł, na parkiecie w Toruniu spędził zaledwie nieco ponad 5 minut. Niespecjalnie produktywnych.
King przegrał trzy z czterech ostatnich meczów ligowych. Im bliżej playoff, tym większy ból głowy może mieć trener Miłoszewski, spoglądając na szerokie możliwości taktyczne, które zapewnia mu posiadany zestaw graczy.
Aaron Cel żegnał się z toruńską koszykówką we wzruszającym stylu:
Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>