Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>
„To była nieprzewidywalna katastrofa, prawdopodobnie największa w historii Les Bleus. Na rok przed igrzyskami w Paryżu! Łotysze stali na linii końcowej, z zaczerwienionymi oczami i twarzami ukrytymi pod bordowymi koszulkami. Wstrzymywali oddech, jakby za chwilę mieli podnieść Puchar Świata. Prowadzili dwoma punktami (88-86) i byli o krok od wyeliminowania Francji z Nando De Colo (0 punktów) wyrzuconym z boiska za dwa niesportowe faule kilka minut wcześniej. Ostatnia szansa Les Bleus spoczywała w rękach debiutanta Sylvaina Francisco. Jego rzut za 3 punkty mógł dać Les Bleus zwycięstwo. Trajektoria była piękna, ale co z tego, skoro piłka nie wpadła do kosza, przypieczętowując los Francuzów. Zostali brutalnie wyeliminowani z mistrzostw świata, przed którymi zapowiadali walkę o złoto” – opisywał dramat reprezentacji Goberta, Fourniera i Batuma korespondent L’Equipe.
Klęskę koszykarzy była sportowym tematem nr 1 we Francji. Trudno się dziwić, bo grając od lat w bardzo podobnym zestawieniu, z praktycznie taką samą wyjściową piątką, ich drużyna była jednym z głównych faworytów do medali przed mistrzostwami świata. Przecież w ostatnich latach Rudy Gobert i spółka zdobywali brąz mistrzostw świata w Chinach, srebro igrzysk w Tokio i znów srebro rok temu na Eurobaskecie (eliminując Polskę w półfinale).
Tak dobrego okresu, równie obfitego w medale, nie mieli nawet w czasach prime’u Tony’ego Parkera.
Wszystko się jednak kiedyś kończy. Medalowa seria Francuzów została zakończona w niedzielę. Trójkolorowi stracili szanse na medal, ale pakować się jeszcze nie mogą. Do rozegrania został im grupowy mecz z Libanem oraz upokarzające w ich przypadku spotkania klasyfikujące drużyny na miejscach 17-32.
Powiedzmy sobie to wprost – odpadnięcie Francji to jedna z większych sensacji w historii mistrzostw świata.
Można domniemać, że dla tej zgranej grupy, imprezą docelową miały być przyszłoroczne igrzyska w Paryżu. Po takim blamażu zasadne są pytania o jej przyszłość i szanse Francuzów na ugranie czegokolwiek. Nicolas Batum czy Nando De Colo młodsi już nie będą. Po ich grze widać, że lata świetności mają już za sobą. Evan Fournier starał się jak mógł, ale w ataku jest wciąż mocno osamotniony. Gobert w koszykówce FIBA w ataku nie robi samym swoim zasięgiem wystarczającej różnicy.
Francuzi muszą szukać świeżej krwi. Widać potrzebę przebudowy, zwłaszcza na obwodzie. Na tych mistrzostwach bardzo dobrze radzą sobie drużyny, które na pozycji rozgrywającego mają zawodnika punktującego lub przynajmniej takiego, który stwarza zagrożenie w sytuacjach 1 na 1. Francja takiego kogoś nie ma, bo De Colo gra bardzo statycznie, a Thomas Huertel podpisując kontrakt w Zenicie Sankt Petersburg z projektu kadra Francji się wypisał.
– Polityka nie powinna wpływać na losy naszej drużynę – grzmiał po porażce z Łotyszami kapitan kadry Batum, wyraźnie sugerując, że z Huertelem w składzie do klęski by nie doszło. – Nigdy nie wstydziłem się nosić koszulki reprezentacji, ale to jest pierwszy raz, kiedy taki wstyd czuję. Boję się wracać do domu, ponieważ zawiedliśmy wielu ludzi – dodawał.
W kontekście przyszłego roku uwagę przede wszystkim trzeba kierować na Victora Wembanyamę, który szykuje się do debiutanckiego sezonu w NBA. To on razem z Gobertem powinni tworzyć zestaw podkoszowy Trójkolorowych, zapewniający długość ramion liczony w kilometrach. Ciężko jest sobie wyobrazić, by numer 1 ostatniego draftu NBA zrezygnował z gry w igrzyskach przed własnymi kibicami.
Jakiś czas temu pojawiały się plotki o możliwej grze dla Francji Joela Embiida, ale sytuacja póki co się nie wyjaśniła. MVP ostatniego sezonu regularnego NBA chyba nie jest jeszcze do końca zdecydowany, jaki kraj chciałby reprezentować (może grać także w barwach Kamerunu lub USA). Albo – czy w ogóle chce spróbować sił w koszykówce pod egidą FIBA.
Razem z Wembanyamą do NBA trafiło kilku młodych francuskich graczy, którzy wyglądają obiecująco – choćby Bilal Coulibaly, Sidy Cissoko. Ale to koszykarze z rocznika 2004, oni nie będą gotowi na poważne granie już za rok.
Francuzi raczej nie będą w stanie dokonać gruntownej przebudowy przed igrzyskami w Paryżu – takiej, która nie obniżyłaby poziomu sportowego ich reprezentacji. Fournier, Gobert, Yabusele, Ntilikina, Gobert, De Colo – oni wszyscy otrzymają najprawdopodobniej za rok szansę rehabilitacji. Do tego dojdą etatowi gracze euroligowi jak Fall, Lessort czy Okobo. Francja nie za bardzo ma po prostu po kogo innego sięgnąć.
Czy to czas na zmianę na stanowisku trenera? Vincent Collet prowadzi reprezentację Francji nieprzerwanie od 2009 roku. Sukcesów odmówić mu nie można, gablota jest pełna pucharów – w sumie drużyna zdobyła pod jego wodzą 7 medali wielkich imprez. Jeśli trzeba dokonać jakiegoś wstrząsu, najłatwiej jest wymienić trenera. W taki scenariusz też jednak trudno uwierzyć – Collet ma dobry kontakt z zawodnikami i duży autorytet we Francji.
Jakby tego było mało – przez ostatni rok to pod jego skrzydłami w zespole Metropolitans 92 rozwijał się talent Wembanyamy. A to właśnie nowy kolega klubowy Jeremy’ego Sochana – dosłownie i w przenośni – nadzieją na to, że za rok po igrzyskach Francuzi klęskę z mundialu 2023 będą wspominali jedynie jako „ukąszenie łotewskiego komara”.
Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>