Strona główna » Zawał Śląska w Lublinie. We Wrocławiu dojdzie do jeszcze jednej zmiany trenera?
PLK

Zawał Śląska w Lublinie. We Wrocławiu dojdzie do jeszcze jednej zmiany trenera?

0 komentarzy
Śląsk prowadził w Lublinie ośmioma punktami nieco ponad 2 minuty przed końcem, ale roztrwonił przewagę i przegrał 83:85. Czy kolejna porażka – już czwarta w ostatnich pięciu meczach o stawkę, poniesiona na samym finiszu w fatalnym stylu – może skłonić szefów wrocławskiego klubu do kolejnej zmiany trenera?

Śląsk nie grał w Lublinie wielkiego meczu. Długo przegrywał, lecz w drugiej połowie zaczęła o sobie dawać znać szerokość jego składu. Co tu dużo mówić – obie drużyny pod względem budżetowym dzieli sporo. Jeden Adrian Bugucki, który w niedzielę otrzymał od trenera Aleksandara Joncevskiego niespełna 4 minuty, zarabia w tym sezonie porównywalne pieniądze co cała trójka polskich graczy, reprezentujących w tym meczu Start (FIlip Put, Bartłomiej Pelczar i Roman Szymański).

A przecież Śląsk ma jeszcze w swoim składzie nie tylko byłych reprezentantów Polski – Adama Waczyńskiego i Marcela Ponitkę – ale także obecnego (Daniel Gołębiowski, którego na mecz do Lublina nie zabrano), o zdolnym Błażeju Kulikowskim nawet nie wspominając.

To Start jednak długo w niedzielę przeważał, w dużej mierze dzięki skutecznej grze Emmanuela Lacomte’a (18 punktów, 7 asyst, 5 zbiórek), a także pomocy od polskich graczy (Put i Pelczar zdobyli łącznie 17 punktów, 6/8 z gry). Gdy jednak na przełomie trzeciej i czwartej kwarty m.in. po skutecznych akcjach Ajdina Penavy (15 punktów) i Ponitki (12 punktów) Śląsk zyskał kilka punktów przewagi, niewiele wskazywało na to, by wrocławianie mogli wyjechać z Lublina na tarczy.

A jednak… Od stanu 83:75 nieco ponad 2 minuty przed końcem punkty zdobywali już tylko gospodarze. Goście zwycięstwo Startowi właściwie podarowali. Niezbyt często zdarza się, by jednak drużyna w ciągu 30 sekund popełniła trzy straty. Śląsk w 39. minucie tego meczu tego dokonał po – kolejno – pomyłkach De’Jona Davisa (13 punktów, 2/4 za 3), Jamesa Robinsona (12 punktów, 7 asyst) i Jeremy’ego Senglina (7 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek).

Na nic zdały się dwie przerwy, o które w ciągu ostatnich 90 sekund poprosił trener gości Aleksandar Joncevski. Jego podopieczni nie zdołali przełamać niemocy, a przedwczesny rzut za zwycięstwo zza połowy oddany pospiesznie przez Robinsona był najlepszym podsumowaniem chaosu, który zdominoał grę Śląska w końcówce niedzielnego meczu.

Czy za tę porażkę swoją posadą może zapłacić trener Joncevski? Z jednej strony – trudno sobie wyobrazić, by wrocławski zespół po raz drugi w ciągu jednego sezonu postanowił wymienić trenera. Z drugiej – przecież Śląsk nas do tego typu decyzji już zdążył przyzwyczaić. Jego szefowie zdecydowali się na takie rozwiązanie już w poprzednim sezonie. Wówczas wymiana Jacka Winnickiego na Miodraga Rajkovicia zapewniła ostatecznie wrocławianom medal.

Pod wodzą Joncevskiego Śląsk przegrał cztery z ostatnich pięciu meczów o stawkę. Mimo kolejnych zmian kadrowych gra zespołu – nie licząc zwycięskiego meczu z Kingiem w Szczecinie – nie zaczyna wyglądać lepiej. Z naszych informacji wynika, że już po poprzedniej porażce z MKS w Dąbrowie Górniczej, gdy rywal trafił tylko 3 z 30 rzutów za 3 punkty – szefowie Śląska prowadzili z macedońskim szkoleniowcem „poważne rozmowy”. Lubelski mecz na pewno pozycji Joncevskiego we Wrocławiu nie wzmocnił.

Trenerowi Śląska w Lublinie na początku konferencji prasowej łamał się głos, choć nie ze względu na porażkę swojej drużyny.

– To był dla mnie bardzo emocjonalny mecz. Starałem się pozostać profesjonalistą, ale tragedia w moim rodzinnym kraju, odbierająca życie niemal 60 młodym ludziom – także takim, które znałem – musiała wywrzeć wpływ – mówił wyraźnie poruszony. – Jeśli chodzi o sam mecz, wiedzieliśmy, że Start to zespół który walczy do końca, ale nie byliśmy wystarczająco mądrzy, by zapewnić sobie zwycięstwo – skomentował krótko Macedończyk porażkę swojego zespołu.

Po 21 kolejkach z bilansem 10-11 Śląsk spadł w tabeli na 10. miejsce. Start (13-8) zajmuje trzecią pozycję, wyprzedzając mający zaległy mecz do rozegrania Trefl.