Strona główna » Wiara umiera ostatnia! Śląsk Wrocław gra dziś w Lidze Mistrzów mecz ostatniej szansy

Wiara umiera ostatnia! Śląsk Wrocław gra dziś w Lidze Mistrzów mecz ostatniej szansy

0 komentarzy
Śląsk Wrocław zachowuje szanse awansu do fazy Top16 Ligi Mistrzów, choć są one mgliste. W środę zagra mecz ostatniej szansy. Rywalem wrocławskiego zespołu na Węgrzech będzie mistrz tego kraju Falco-Vulcano Szombathely. Początek walki o godz. 18.

Aktualny system rozgrywek koszykarskiej Ligi Mistrzów wybacza naprawdę wiele. Śląsk Wrocław z bilansem 0-4 i z 44 małymi punktami na minusie wciąż nie odpadł z rozgrywek. Abyśmy to samo mogli napisać za tydzień, przed ostatnim meczem fazy grupowej przeciwko litewskiemu Rytas, w środę Śląsk musi jednak odrobić dziewięciopunktową porażkę z pierwszego meczu, rozegranego na początku października we Wrocławiu i wygranego przez Węgrów 84:75.

Uczestnicy środowego starcia są na przeciwległych biegunach, jeśli chodzi o sytuację w drużynie i nastroje. Śląsk, prowadzony od niedawana przez macedońskiego trenera Aleksandara Joncevskiego, każde pojedyncze zwycięstwo w tym sezonie przyjmuje z ulgą. Z kolei sześciokrotny mistrz Węgier przegrał tylko dwa mecze – oba w Lidze Mistrzów, oba z Litwinami z Wilna.

Falco z bilansem 11-0 jest liderem ligi węgierskiej. W środę zobaczymy jednak też zupełnie inny Śląsk, niż ten z meczu rozegranego przed dwoma miesiącami. Oprócz nowego trenera, w zespole są przecież też nowi gracze – Emmanuel Nzekwesi i Adam Waczyński. Nie ma już Isaiaha Whiteheada i Reggiego Lyncha. Dodatkowo, do Szombathely nie pojechali kontuzjowani DJ Cooper i Angel Nunez. Tu także Węgrzy są przeciwieństwem brązowych medalistów PLK zeszłego sezonu – nie dokonali żadnych zmian w składzie, nie mają praktycznie żadnych większych problemów zdrowotnych od początku sezonu.

W Falco nadal bardzo ważne role odgrywają rodzimi gracze – aktualni reprezentanci Węgier, występujący w ostatnim, reprezentacyjnym okienku. Gwiazdą numer jeden jest oczywiście Zoltan Perl (G, 195/29), zgarniający nagrody MVP tygodnia w Lidze Mistrzów, który praktycznie w pojedynkę rozstrzelał Śląsk w meczu we Wrocławiu (29 punktów, 11/19 z gry), a chwilę później został rekordzistą w historii Ligi Mistrzów pod względem sumy punktów w karierze rzuconych w roli rezerwowego. Zestaw węgierskich graczy regularnej rotacji Falco uzupełniają Marcell Pongo (PG, 193/27), ostatni mistrz Polski z Treflem Benedek Varadi (G, 194/29), Kristof Bognar (F/C, 205/30) i były zawodnik Śląska Akos Keller (C, 208/35). Na kilka minut w meczach ligowych (bez debiutu w pucharach) może liczyć też skrzydłowy Benedek Kovacs (SF, 201/23) – on akurat spoza reprezentacji.

Obcokrajowcy w Falco to trzech Amerykanów, którzy nie wysuwają się na pierwszy plan: znany z gry w Toruniu Trey Diggs (G/F, 198/25), Marvin Clark (SF, 201/30) i Matt Tiby (PF, 203/32), grający w zespole najdłużej z nich – już trzeci sezon. Ważnym ogniwem strefy podkoszowej jest również Serb Nikola Popović (C, 211/27), pozyskany przed tym sezonem z eurocupowego Lietkabelis.

Trenerem Falco od wielu lat jest Serb Milos Konakov.

Odrobienie dziewięciu punktów straty z pierwszego meczu przez Śląsk w niepełnym zestawieniu, w dodatku podczas przebudowy tuż po zmianie trenera, wydaje się mrzonką. Jeśli jednak taki jest cel, zadaniem nr 1 wrocławskich graczy będzie zatrzymanie Perla. Lider Falco był najlepiej punktującym zawodnikiem swojego zespołu w dziesięciu meczach z rzędu, w lidze węgierskiej zdobywa śr. 20.5 pkt./mecz, a w pucharach a 23.5 pkt (drugi strzelec sezonu po Sabenie Lee). Żaden inny zawodnik mistrza Węgier w Lidze Mistrzów poza nim nie osiąga dwucyfrowych średnich, w lidze węgierskiej jest to tylko Tiby (ok. 12 pkt.) – i wcale nie jest to słabość tej drużyny. Wręcz przeciwnie, wszystkie klocki obok niekwestionowanego lidera, zdają się pasować do siebie idealnie.

Czy „nowy” Śląsk stać na zwycięstwo w Węgrzech? Ostatni mecz w Słupsku, mimo że wygrany, nie napawał wielkim optymizmem.

Transmisję ze starcia na Węgrzech Polsat planuje od 18 na kanale Polsat Sport Premium 2. Właściwie trudno się dziwić, że pucharowe występy naszych zespołów przegrywają walkę o miejsce na antenie bardziej dostępnych kanałów z siatkówką…