„Anwil podejmuje ryzyko i to ogromne, wystawiając w takich meczach do gry przez 37 minut Kamila Łączyńskiego. Nie wiem jak długo zespół z Włocławka będzie zwlekał z decyzją o odciążeniu swojego świetnie spisującego się weterana, ale wiem, że nie powinien w nieskończoność. To jest jak szybka jazda rowerem na skraju przepaści” – pisał po poprzednim meczu Anwilu, wygranym w Lublinie Piotr Karolak.
Niespełna tydzień później włocławski lider Orlen Basket Ligi najpierw się zachwiał – grając fatalny mecz w starciu z Orlen Zastalem Zielona Góra – a następnie runął w przepaść. W czwartej kwarcie stało się to, czego obawiało się wielu obserwatorów rozgrywek PLK, obserwując poziom eksploatacji Kamila Łączyńskiego w ostatnich trzech miesiącach – doświadczony rozgrywający doznał urazu i parkiet opuścił nie w pełni sił.
Nie wiadomo jak poważnego urazu doznał, lecz sytuacja kadrowa Anwilu wygląda na coraz bardziej dramatyczną. Do gry już od jakiegoś czasu nie są przecież gotowi dwaj inni obwodowi gracze leczący urazy – Luke Nelson i Justin Turner. Tymczasem klub z Włocławka od kilku tygodni nie potrafił podjąć decyzji o wzmocnieniu składu, choćby tymczasowym, i odciążeniu Łączyńskiego…
W sobotnim meczu polski weteran mimo urazu zdążył spędzić na boisku ponad 26 minut, zdobywając w tym czasie 7 punktów i notując 6 asyst. Nawet z nim na boisku Anwil w niczym nie przypominał jednak drużyny, która w pierwszej rundzie rozgrywek przegrała tylko dwa z 15 meczów. Z gry włocławianie nie trafili nawet co trzeciego rzutu (20/62), zaliczyli tyle samo asyst co strat (po 14), a skuteczność rzutów z dystansu (5/34 – 14 proc.) najlepiej po prostu przemilczeć.
Zastal od drugiej kwarty, wygranej w Hali Mistrzów aż 26:18 był w sobotę we Włocławku zdecydowanie lepszą drużyną i w pełni zasłużenie wygrał, zatrzymując po przerwie lidera PLK na 31 punktach. O ile Anwil nie potrafi znaleźć zastępcy Nelsona, to Zastal zakontraktował następcę opuszczającego zespół po tym meczu Hodge’a i Ty Nichols w pierwszym meczu w barwach ekipy z Zielonej Góry wypadł bardzo obiecująco – dorobek 14 punktów i 7 asyst mówi sam za siebie. Portorykańczyk też miał 7 asyst, a najlepszym graczem gości był wszędobylski Sindarius Thornwell (12 punktów, 9 zbiórek i 3 przechwyty). Ważne role w grze Zastalu odegrali także dwaj Polacy – Michałowie Sitnik i Kołodziej wspólnie zdobyli aż 16 punktów i 13 zbiórek.
Dzięki tej wygranej Zastal z dorobkiem 7 zwycięstw i 9 porażek chwilowo awansował na 8. miejsce w tabeli PLK i mimo pożegnania z Hoddge’em może w drugiej części sezonu walczyć o awans do playoff. W jego barwach w tym meczu zadebiutował nie tylko Nichols, ale także serbski środkowy Veljko Brkić – zdobył 13 punktów.
W barwach kulejącego – dosłownie i w przenośni – Anwilu najwięcej punktów zdobyli Michał Michalak (16) i Luke Petrasek (11).
AKTUALIZACJA: Trener Anwilu Selcuk Ernak poinformował, że Kamil Łączyński w meczu z Zastalem nie doznał poważniejszej kontuzji, a fakt, że opuszczał boisko nie w pełni sprawny był efektem skurczów