Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>
– Play fucking defence! – krzyczał do swoich zawodników wściekły Ertugrul Erdogan, zszokowana publiczność w Hali Orbita milczała, a kibice w całej Polsce przecierali oczy ze zdumienia. Trefl Sopot po pierwszej kwarcie prowadził we Wrocławiu aż 34:14. Wpadały niemal wszystkie, nawet ekstremalnie trudne rzuty. Darious Moten miał na koncie 8 punktów, a Andrzej Pluta aż 6 asyst już po 10 minutach gry. Szok!
Obronę na wezwanie tureckiego trenera wrocławianie poprawili tylko nieznacznie, ale za to ruszyli do ataku. Do szturmy ruszył Jeremiah Martin, którego żaden z obrońców Trefla nie potrafił zatrzymać bez faulu. Efekt? 6 wymuszonych przewinień i 15 punktów Amerykanina już do przerwy. Kilka ładnych rzutów z daleka po indywidualnych akcjach trafił też Vasa Pusica i Śląsk na moment zbliżył się nawet na dystans 6 oczek.
Do przerwy mieliśmy jednak, wciąż mocno niespodziewane, 51:41 dla Trefla Sopot, którego ofensywie tym razem zupełnie nie przeszkadzał brak Garretta Nevelsa. O tym, że wieczór jest wyjątkowy, świadczyły najlepiej dwie celne trójki Strahinji Jovanovicia, wywróżone przez Marcina Stefańskiego.
Trener Erdogan mógł sobie krzyczeć i apelować, ale obrona Śląska po przerwie znów była szokująco zła. Jarosław Zyskowski i Jean Salumu być może nawet na treningu nie mają tak łatwych rzutów, jakie mieli w 3. kwarcie, trafili więc po dwa razy z dystansu i goście szybko zbudowali 16-punktową przewagę (67:51).
Wszystko to jednak zaczęło topnieć w oczach, ponieważ… w końcu pojawiła się świetna obrona Śląska. Mistrzowie Polski wyrywali kolejne piłki i zmuszali sopocian do coraz bardziej karkołomnych rzutów. Kibice ryknęli z całych sił, a kilkoma nieszablonowymi akcjami zadziwił wszystkich DJ Mitchell. Na 6 minut przed końcem było już tylko 79:76 dla Trefla, któremu szyki krzyżował też piąty faul Wesa Gordona.
Jednak sopocianie nie pękli! Tak jak przez cały mecz – robili rzeczy niezwykłe. Włączając w to dwie kolejne, celne rzuty za 3 punkty Jovanovicia w trudnych sytuacjach. „Swoje” przytomnie robił też (znakomity!) Zyskowski (22 pkt. w meczu) i Trefl nie wypuścił już z rąk szansy na sprawianie sensacji we Wrocławiu.
Trefl w meczu trafił 16/31 z dystansu (51%), miał aż 21 asyst, wygrał rywalizację o zbiórki. Zasłużone zwycięstwo!
Śląsk tą porażką stracił przewagę parkietu, w ćwierćfinale toczonym do trzech zwycięstw mamy 1:1. Dwa kolejne mecze w Sopocie, najbliższy w czwartek, 11 maja.
Statystyki z meczu Śląsk Wrocław – Trefl Sopot >>
Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>