Strona główna » Sobota z PLK: Przedostatni raz Andreja Urlepa? Śląsk przepchnął Arkę, niemal dosłownie
PLK

Sobota z PLK: Przedostatni raz Andreja Urlepa? Śląsk przepchnął Arkę, niemal dosłownie

0 komentarzy
Nie było cudu w Stargardzie, choć nie zabrakło walki! Spójnia przegrała już po raz piąty z rzędu, tym razem z rozpędzającymi się mistrzami Polski z Sopotu. Wiele emocji przyniósł także momentami wręcz kuriozalny mecz we Wrocławiu. Ostatecznie Śląsk pokonał 87:82 Arkę, odnosząc czwarte kolejne zwycięstwo na własnym parkiecie.

Jeśli prawdą jest, że szefowie Spójni z decyzją o ewentualnej dymisji Andreja Urlepa już jakiś czas temu postanowili wstrzymać się do najmniej do przewidzianej na połowę lutego przerwy na turniej finałowy o Puchar Polski i mecze reprezentacji, a warunkiem koniecznym do kontynuowania współpracy miało być jakiekolwiek zwycięstwo w tym roku kalendarzowym – to Słoweńcowi pozostała tylko ostatnie szansa: zaplanowany na 8 lutego wyjazdowy mecz ze Stalą Ostrów Wielkopolski.

W sobotę Spójnia Urlepa jeszcze raz, ponownie jak w poprzednim meczu z Czarnymi, świetnie rozpoczęła mecz – po pierwszej kwarcie prowadziła aż 22:12. Bardzo skuteczny w pierwszej połowie był jeden z ulubieńców słoweńskiego trenera Sebastian Kowalczyk, który wówczas zdobył wszystkie 13 punktów. Jeszcze schodząc do szatni gospodarze prowadzili – 43:38.

Już trzecia kwarta, przegrana przez Spójnię 10:20, pokazała jednak różnicę w potencjale sportowym obu drużyn. Trefl był świetnie napędzany przez Nicka Johnsona. Były koszykarz NBA otarł się o triple-double (24 punkty, 10 asyst i 9 zbiórek) i choć 5 minut przed końcem jego drużyna roztrwoniła niewielką przewagę i na tablicy wyników pojawił się remis (64:64), to zwycięstwa Trefl sobie wyrwać nie dał. Sytuację szybko uspokoił Johnson. Najpierw sam trafił trójkę, a po chwili po jego podaniu kolejne dwa punkty zdobył Geoffrey Groselle (12 punktów, 6 zbiórek). Goście wygrali 77:69.

Bazująca na indywidualnych akcjach swoich gwiazd Spójnia w ostatnich pięciu minutach w starciu z defensywą Trefla była bezradna, uciułała zaledwie pięć punktów. Luther Muhammad zdobył dla niej 22, a drugi z obwodowych graczy – ten który ma napędzać i organizować akcje – Trey Davis okazał się tym razem mniej skuteczny zarówno jako egzekutor (6 punktów, 2/8 z gry), jak i w roli playmakera (po 3 asysty i straty).

Trefl jest totalnym przeciwieństwem Spójni – w 2025 roku mistrzowie Polski jeszcze meczu ligowego nie przegrali i z dorobkiem 13 zwycięstw w 17 meczach czekaj na potknięcie Anwilu, chcąc dogonić go w tabeli. Jeśli włocławianom w niedzielnym meczu z Dzikami w Warszawie powinie się noga – obie drużyny będą miały taki sam bilans. W najnowszym power rankingu PLK Trefl jest już wyżej notowany od Anwilu.

W drugim sobotnim meczu Śląsk, choć nie imponował, ostatecznie wygrał z pozbawioną w końcówce meczu swojego najlepszego zawodnika Nemanji Nenadicia (24 punkty, 7 zbiórek i 6 asyst) Arką Gdynia 87:82. Wrocławian do wygranej poprowadził Emmanuel Nzekwesi. Holenderski środkowy skwapliwie wykorzystywał dziury w składzie gości, którzy jeszcze przez kilka tygodni nie będą mogli korzystać z leczącego kontuzję najlepszego gracza podkoszowego Stefana Djordjevicia. Nzekwesi miał 9/10 z gry. Punktował głównie spod kosza, choć w zaciętej końcówce zanotował też ważne trafienie z półdystansu.

Sam mecz, łagodnie mówiąc, nie stał na najwyższym poziomie. Obie drużyny popełniły w nim masę błędów, a po rzutach koszykarzy piłka co chwila mijała obręcz. Śląsk wygrał ten szarpany pojedynek dzięki niecodziennej skuteczności Marcela Ponitki (3/3 za 3), który do 20 punktów dołożył też 8 zbiórek i 4 asysty.

– Ten mecz nie należał do naszych najlepszych, ale wygrywając, pokazaliśmy charakter – skomentował po meczu kapitan Śląska.

Dzięki wygranej wrocławianie podobnie jak dzień wcześniej Czarni Słupsk zostali ósmym zespołem PLK z większą liczbą zwycięstw (9) niż porażek (8). Mecz z Arką potwierdził też jedno – ten zespół ma wyjątkowo szeroką rotację. Być może nawet zbyt szeroką, w końcu mówimy tu o 11 koszykarzach głodnych gry…

Adrian Bogucki tym razem spędził na parkiecie niespełna 4 minuty. Patrząc na dyspozycję Nzekwesiego, nic nie wskazuje na to, by w tym sezonie we Wrocławiu reprezentant Polski w koszykówce 3×3 miał jeszcze odegrać poważniejszą rolę. Jeszcze krócej po boisku biegał Kenan Blackshear (101 sekund), dla którego też ewidentnie brakuje miejsca w pomyśle na grę zespołu Aleksandara Joncevskiego.

Za tydzień w ostatniej kolejce przed przerwą w rozgrywkach Śląsk czeka poważniejszy test – mecz z Treflem w Sopocie. Może to być dobra do tego, by pokazać się na większej sportowej scenie dla nowego rozgrywającego WKS Justina Robinsona. W meczu z Arką Amerykanin raz jeszcze wyszedł do gry z ławki. Może i nie błyszczał, ale zdobył 16 punktów, w tym kilka cennych w ostatniej kwarcie, zachowując zimną krew na linii rzutów wolnych (8/9). Miał także 3 asysty, 2 zbiórki i wymusił 6 przewinień rywali.

Arka z bilansem 6 zwycięstw i 11 porażek zajmuje miejsce w końcówce tabeli, a po zakończeniu meczu we Wrocławiu jej kibice drżą o to jak poważny okaże się uraz, którego nabawił się w końcówce meczu Nenadić.

Sporo pracy do wykonania ma jednak nie tylko sztab medyczny Arki. Materiału do przemyśleń po meczu we Wrocławiu nie zabraknie także trenerom zespołu z Gdyni. Jeśli prawdą jest, że to właśnie ze względu na podpowiedzi ze strony ławki rezerwowych przy stanie 80:81 Łukasz Kolenda (22 punkty, 1/10 za 3) 19 sekund przed końcem, przy zaledwie kilku sekundach pozostających na rozegranie akcji dla Śląska sfaulował Robinsona… to chyba jeszcze bardziej tej kuriozalnej decyzji nie rozumiemy.

Była ona jednak doskonałym podsumowaniem dziwnego meczu, który Śląsk niemal dosłownie przepchnął – głównie siłą mięśni Nzekwesiego i Ponitki.