Jeszcze kilka chwil przed końcem pierwszej połowy sobotniego szlagieru PLK w Hali Stulecia – choć pojawiło się w niej niemal 5 tysięcy kibiców – było dość cicho. Wrocławianie od początku meczu grali ospale, nawet DJ Cooper przy którego dalszej grze w barwach WKS pojawiły się ostatnio znaki zapytania tym razem nie czarował tak, jak zwykle. Do przerwy Amerykanin zaliczył tylko trzy asysty przy dwóch stratach. Ofensywa Śląska rozruszała się dopiero tuż przed zakończeniem drugiej kwarty – gdy gospodarze zaczęli także agresywniej bronić.
Legia prowadziła nawet 40:27, ale później z każdą minutę było już tylko coraz gorzej. Po przerwie w starciu z obroną strefową Śląska warszawianie kompletnie sobie nie poradzili – uzbierali zaledwie 14 punktów w trzeciej kwarcie i 17 w ostatniej.
– Mogliśmy być zadowoleni z pierwszy 17-18 minut gry, ale później wydarzenia wymknęły się spod naszej kontroli – narzekał trener Legii Ivica Skelin. – O naszej porażce zadecydowały trzy czynniki: straciliśmy aż 48 punktów spod kosza, zaliczyliśmy 20 strat i bardzo słabo rzucaliśmy za 3 (6/23 – przyp. red.). Czy zdecydujemy się na zmiany w składzie? Wszystko jest możliwe, podobnie jak w wielu innych zespołach. Jedno w PLK jest stałe – wszystkie drużyny w takcie sezonu pracują nad tym, by dokonać korekt w składach – dodawał Chorwat.
Śląsk jeszcze przed przerwą odrobił większość strat i schodząc do szatni przegrywał już tylko 40:44. Po zmianie stron najpierw dogonił Legię, a później stopniowo zaczął nad nią powiększać przewagę. Jeden z lepszych meczów w sezonie rozegrał Adrian Bogucki (14 punktów i 6 zbiórek), co chwila spod kosza punktował Ajdin Penava (17 punktów), a świetnie spisał się także w pierwszy meczu po powrocie do gry Daniel Gołębiowski (15 punktów i najlepszy w zespole wskaźnik plus/minus na poziomie +21).
W czwartej kwarcie jeszcze przez chwilę nadzieje w serca kibiców Legii kilkoma udanymi akcjami wlał nieco osamotniony, podobnie jak w wielu innych meczach Legii, Kameron McGusty (18 punktów, choć też tylko 8 rzutów z gry). Śląsk był już jednak niesiony dopingiem kibiców oraz energią Angela Nuneza (12 punktów i 10 zbiórek) oraz cichego bohatera, świetnie odnajdującego się w obronie strefowej Kenana Blacksheara (8 punktów oraz po 3 zbiórki i asysty). Im bliżej było końca meczu, tym bardziej Śląsk dominował. W samej końcówce emocji już nie było.
– Rozpoczęliśmy ten mecz bardzo słabo, jakbyśmy byli pozbawieni motywacji. Dopiero w ostatnich 3 minutach pierwszej połowy zrozumieliśmy, że możemy grać lepiej w obronie i tylko taka postawa może nam dać szansę na zwycięstwo. Nie po raz pierwszy rozpoczynamy mecz zbyt miękko i zaczynamy walczyć dopiero, gdy mamy już sporą stratę. Rozmawiam na ten temat ze swoimi zawodnikami, musimy to zmienić – mówił trener Śląska Aleksandar Joncevski.
Co ciekawe – w kluczowym momentach czwartej kwarty Śląsk świetnie poradził sobie bez będącego w ostatnich tygodniach najlepszym zawodnikiem Coopera. Amerykanin zakończył mecz z dorobkiem 7 asyst, mając także po 4 punkty, zbiórki i straty.
Dzięki wygranej Śląsk zrównał się w tabeli z dwoma warszawskimi klubami – Legią i Dzikami oraz Czarnymi Słupsk (7-7). Walka o awans do turnieju finałowego o Puchar Polski będzie się toczyła do końca. Śląsk w meczu kończącym pierwszą rundę rozgrywek zagra dopiero w następną niedzielę – z Górnikiem Zamek Książ w Wałbrzychu. Bilety na ten mecz zostały wyprzedane w ciągu minuty.
– Mam nadzieję, że na tem mecz gotowy będzie już Marcel Pnitka, który rozpoczął już treningi – zapowiada trener Joncevski.