Strona główna » Śląsk znalazł następcę DJ Coopera: do gry wkroczy Justin Robinson!
PLK

Śląsk znalazł następcę DJ Coopera: do gry wkroczy Justin Robinson!

0 komentarzy
Dni DJ Coopera we Wrocławiu są już naprawdę policzone. Szefowie Śląska od pewnego czasu poszukiwali nowego rozgrywającego. Interesowali się m.in. blisko dwumetrowym Nikolą Radiceviciem, który ostatecznie wzmocnił Dziki Warszawa. Ostatecznie postanowili pozyskać koszykarza o diametralnie różnych warunkach fizycznych – mierzącego zaledwie nieco ponad 170 cm niespełna 30-letniego Justina Robinsona.

O tym, że zachwycający od kilku tygodni kibiców PLK i przede wszystkim Śląska efektownymi asystami DJ Cooper jest we Wrocławiu nieszczęśliwy – podobnie głównie ze względów prywatnych (partnerka życiowa wyjechała do Izraela) – informowaliśmy już niemal tydzień temu. Amerykanin nieco słabiej wypadł w ostatnim meczu z Legią. Można było mieć wiele zastrzeżeń do jego zaangażowania, szczególnie po bronionej stronie boiska. Wciąż trenuje z zespołem, choć nie na pełnych obrotach. Może liczyć na oferty z ligi izraelskiej i niebawem opuści zespół.

Śląsk – jak już też informowaliśmy wcześniej – od dłuższego czasu rozglądał się za rozgrywającym, który potencjalnie mógłby zastąpić Coopera. Przedstawiciele wrocławskiego klubu kontaktowali się m.in. z Nikolą Radiceviciem, który ostatecznie podpisał umowę z Dzikami Warszawa.

Czy Dziki były szybsze i bardziej konkretne od Śląska, czy też może wrocławianie, mając jeszcze wciąż w składzie Coopera, nie zdecydowali się na zatrudnienie wysokiego (197 cm) Serba? Trudno powiedzieć. Radicević nie uchodzi też za gracza stwarzającego wielkie zagrożenie w ofensywie. Przez niektórych skautów czy trenerów technika jego rzutu określana jest wręcz mianem „koślawej”. Być może ten fakt zdecydował, że – mając już w składzie nie będącego kopalnią punktów Marcela Ponitkę – Śląsk skierował kroki w innym kierunku.

W zupełnie innym.

Ostatecznie zamiast jednego z najwyższych rozgrywających wrocławianie zdecydowali się sięgnąć po gracza, który będzie jednym z najniższych w PLK. Justin Robinson oficjalnie mierzy 174 cm. Obecny sezon Amerykanin rozpoczynał w Bundeslidze – w barwach Rasta Vechta. Tam miał jednak podpisany tylko krótkoterminowy kontrakt. Zdążył zagrać tylko w 3 meczach (śr. 8.3 punktu oraz 3.7 asysty). Powód? Spodziewał się narodzin dziecka i chciał wrócić już po rozpoczęciu sezonu do USA.

Teraz jest już gotowy, by wrócić na boisko i – z naszych informacji wynika – że ustalił już wszystkie szczegóły umowy ze Śląskiem. Niebawem powinien dołączyć do wrocławskiej drużyny.

W niedzielę w barwach WKS przeciwko Górnikowi w Wałbrzychu Robinson jednak jeszcze nie zagra – dołączy do drużyny dopiero po tym meczu. Pożegnalne spotkanie powinien rozegrać wówczas w barwach WKS Cooper.

Robinson wiosną skończy 30 lat. W przeszłości długo bywał poza zasięgiem finansowym polskich klubów – w Europie występował w Rosji (Awtodor Saratow), Francji (Chalon i Gravelines), Włoszech (Pesaro i Treviso) oraz Niemczech (Bamberg). Ma za sobą też epizod w lidze tureckiej.

Przed obecnym sezonem jego oczekiwania finansowe zmalały do poziomu akceptowalnego przez najlepsze polskie drużyny – przedstawiciele zawodnika żądali ok. 12-13 tys. dol. miesięcznie.

Nie jest to tak klasyczny rozgrywający jak Cooper – bardziej koszykarz, który lubi i potrafi zdobywać punkty, choć potrafi też podać. W przeszłości grał w jednej drużynie ze środkowym reprezentacji Polski Dominikiem Olejniczakiem i znajdował się w kręgu zainteresowań polskich klubów z ambicjami medalowymi. Teraz może mieć szanse o nie powalczyć ze Śląskiem.

Pod względem możliwości sportowych, gdyby tylko wrócił do swojej szczytowej formy – Robinson mogłby być jednym z najlepszych graczy PLK. Można się jednak spodziewać, że po dłuższej przerwie w grze po dołączeniu do Śląska będzie potrzebował chwili na odzyskanie meczowego rytmu – nie ciągnie się za nim opinia koszykarza, który samodzielnie z pietyzmem dba o swoją formę fizyczną.