O tym, że zachwycający od kilku tygodni kibiców PLK i przede wszystkim Śląska efektownymi asystami DJ Cooper jest we Wrocławiu nieszczęśliwy – podobnie głównie ze względów prywatnych (partnerka życiowa wyjechała do Izraela) – informowaliśmy już niemal tydzień temu. Amerykanin nieco słabiej wypadł w ostatnim meczu z Legią. Można było mieć wiele zastrzeżeń do jego zaangażowania, szczególnie po bronionej stronie boiska. Wciąż trenuje z zespołem, choć nie na pełnych obrotach. Może liczyć na oferty z ligi izraelskiej i niebawem opuści zespół.
Śląsk – jak już też informowaliśmy wcześniej – od dłuższego czasu rozglądał się za rozgrywającym, który potencjalnie mógłby zastąpić Coopera. Przedstawiciele wrocławskiego klubu kontaktowali się m.in. z Nikolą Radiceviciem, który ostatecznie podpisał umowę z Dzikami Warszawa.
Czy Dziki były szybsze i bardziej konkretne od Śląska, czy też może wrocławianie, mając jeszcze wciąż w składzie Coopera, nie zdecydowali się na zatrudnienie wysokiego (197 cm) Serba? Trudno powiedzieć. Radicević nie uchodzi też za gracza stwarzającego wielkie zagrożenie w ofensywie. Przez niektórych skautów czy trenerów technika jego rzutu określana jest wręcz mianem „koślawej”. Być może ten fakt zdecydował, że – mając już w składzie nie będącego kopalnią punktów Marcela Ponitkę – Śląsk skierował kroki w innym kierunku.
W zupełnie innym.
Ostatecznie zamiast jednego z najwyższych rozgrywających wrocławianie zdecydowali się sięgnąć po gracza, który będzie jednym z najniższych w PLK. Justin Robinson oficjalnie mierzy 174 cm. Obecny sezon Amerykanin rozpoczynał w Bundeslidze – w barwach Rasta Vechta. Tam miał jednak podpisany tylko krótkoterminowy kontrakt. Zdążył zagrać tylko w 3 meczach (śr. 8.3 punktu oraz 3.7 asysty). Powód? Spodziewał się narodzin dziecka i chciał wrócić już po rozpoczęciu sezonu do USA.
Teraz jest już gotowy, by wrócić na boisko i – z naszych informacji wynika – że ustalił już wszystkie szczegóły umowy ze Śląskiem. Niebawem powinien dołączyć do wrocławskiej drużyny.
W niedzielę w barwach WKS przeciwko Górnikowi w Wałbrzychu Robinson jednak jeszcze nie zagra – dołączy do drużyny dopiero po tym meczu. Pożegnalne spotkanie powinien rozegrać wówczas w barwach WKS Cooper.
Robinson wiosną skończy 30 lat. W przeszłości długo bywał poza zasięgiem finansowym polskich klubów – w Europie występował w Rosji (Awtodor Saratow), Francji (Chalon i Gravelines), Włoszech (Pesaro i Treviso) oraz Niemczech (Bamberg). Ma za sobą też epizod w lidze tureckiej.
Przed obecnym sezonem jego oczekiwania finansowe zmalały do poziomu akceptowalnego przez najlepsze polskie drużyny – przedstawiciele zawodnika żądali ok. 12-13 tys. dol. miesięcznie.
Nie jest to tak klasyczny rozgrywający jak Cooper – bardziej koszykarz, który lubi i potrafi zdobywać punkty, choć potrafi też podać. W przeszłości grał w jednej drużynie ze środkowym reprezentacji Polski Dominikiem Olejniczakiem i znajdował się w kręgu zainteresowań polskich klubów z ambicjami medalowymi. Teraz może mieć szanse o nie powalczyć ze Śląskiem.
Pod względem możliwości sportowych, gdyby tylko wrócił do swojej szczytowej formy – Robinson mogłby być jednym z najlepszych graczy PLK. Można się jednak spodziewać, że po dłuższej przerwie w grze po dołączeniu do Śląska będzie potrzebował chwili na odzyskanie meczowego rytmu – nie ciągnie się za nim opinia koszykarza, który samodzielnie z pietyzmem dba o swoją formę fizyczną.