Ze względu na słabą postawę w pierwszej części rozgrywek, podczas turnieju w Sosnowcu nie obejrzeliśmy w akcji Anwilu, ale na trybunach hali widywani byli przedstawiciele tego klubu z prezesem Łukaszem Pszczółkowskim na czele. Musieli się uśmiechać pod nosem, gdy w drugim meczu półfinałowym kolejne trójki (łącznie aż 6!) w barwach Zastalu trafiał rodowity włocławianin Marcin Woroniecki (18 pkt i najlepszy w zespole wskaźnik plus/minus na poziomie +17 w 17 minut na boisku).
Także dzięki Woronieckiemu Zastal niemal od samego początku półfinałowego starcia ze Śląskiem zyskiwał przewagę. Zespół Ainarsa Bagatskisa rozpoczął wprawdzie mecz od prowadzenia 10:5, ale przez kolejnych kilkanaście minut zdobył tylko 14 punktów. Stracił aż 34.
Zielonogórski ekspress na kilka minut zamienił się w rozpędzony skład pendolino!
Raz zdobytej przewagi Zastal bronił zaciekle. Było mu o tyle łatwiej, że kolejny znakomity mecz rozgrywał w jego barwach Chavaughn Lewis. Ktoś jest zdziwiony? Mówimy tu przecież nie tylko o najlepszym snajperze sezonu PLK, ale także o zawodniku posiadającym w naszej lidze najwyższy wskaźnik efektywności gry (PER) na poziomie 26,9. W sobotę 33-letni nowojorczyk do 22 punktów dołożył 6 zbiórek oraz po 3 asysty i przechwyty.
O to, by Zastal grał w zakładanym przez trenera tempie dbał oczywiście głównie Andrzej Mazurczak, którego linijka statystyczna może i nie powalała (po 6 punktów i zbiórek, 4 asysty), ale już spokój, którym imponował przez 35 minut (1 strata) – jak najbardziej.
– To człowiek, który wprowadza do gry swojej drużyny ład i porządek – komplementował Mazurczaka po meczu trener Śląska.
Czy to już ten Andrzej Mazurczak z finałów playoff 2023, gdy – też nie wyskakując ze statystycznych nagłówków – prowadził Kinga Szczecin do mistrzostwa Polski?
Śląsk wobec absencji Kadre Graya starał się ratować Noah Kirkwood, który tym razem wziął na siebie większy ciężar odpowiedzialności, jeśli chodzi o zdobywanie punktów (27). Cierpiała na tym jednak organizacja gry zespołu. Wrocławianie mieli więcej strat (14) niż asyst (12).
Śląsk na występ w finale Pucharu Polski czeka już od 2014 roku i poczeka jeszcze przynajmniej kolejnych 12 miesięcy. Zastal wraca do niego po zaledwie – biorąc pod uwagę wszelkie perturbacje finansowo-organizacyjne, które trapiły klub po drodze – pięcioletniej przerwie. Arkadiusz Miłoszewski przed szansą zdobycia tego trofeum stanie po raz drugi z rzędu. Rok temu prowadzony przez niego King wielki finał przegrał w ostatniej chwili po pamiętnym trafieniu Toddricka Gotchera.
Przed niedzielnym meczem, biorąc pod uwagę kłopoty zdrowotne Trefla, to Zastal może być uznawany za lekkiego faworyta, nawet jeśli i on nie przystąpi do walki w pełnym składzie.