– Są ligi mądrzejsze od nas, a jesteśmy jedną koszykarską ligą w Europie, która zagrała dziś mecz. Chyba NBA jeszcze tylko gra w Nowy Rok tylko oprócz nas – zwracał uwagę na nietypowy kalendarz PLK po meczu we Włocławku trener Kinga Arkadiusz Miłoszewski. – Dla mnie to już trzeci mecz w Nowy Rok, wcześniej grałem w Radomiu w roli pierwszego trenera i jako asystent trenera Tabaka w Warszawie. W nocy sylwestrową za pięć dwunasta pozwoliłem koszykarzom na lampkę szampana. Połowa zespołu piła bezalkoholowego. Złożyliśmy sobie życzenia i po 5 minutach poszliśmy spać – relacjonował wydarzenia z nocy poprzedzającej mecz we Włocławku trener Kinga.
Wicemistrzowie Polski, jeszcze bez pozyskanego nowego rozgrywającego Jovana Novaka przegrali z Anwilem bardzo wyraźnie – chyba nawet wynik końcowy nie do końca oddaje poziom dominacji gospodarzy w środowym meczu.
– Jesteśmy w bardzo złym momencie tego sezonu. Nie mamy podstawowego rozgrywającego, a szukamy także nowego środkowego. Musimy się budować od nowa. Na dodatek mieliśmy trzy kolejne mecze wyjazdowe. Nie sprostaliśmy temu zadaniu, choć szczęśliwie wygraliśmy w Ostrowie. Otwieramy nowy rozdział. Głębia składu Anwilu i jego gra naprawdę mogą się podobać – mówił trener Miłoszewski, dodając żartobliwie, że gdyby któryś z duetu środkowych włocławian Nick Ongenda – DJ Funderburk okazał się nagle wolnym graczem, chętnie by go zatrudnił. – Szukamy właśnie tego typu koszykarza – mobilnego, wysokiego, który może grać różnego rodzaje obronę. Moje oczekiwania wobec Jovana Novaka? Że pokieruje naszą grą i pomoże nam na pozycji rozgrywającego. Mam nadzieję, że to był dobry wybór. Właśnie takiego profilu zawodnika szukałem, był na szczycie mojej listy życzeń – dodawał szkoleniowiec Kinga.
Najlepszym zawodnikiem Anwilu w noworocznym meczu był Kamil Łączyński (20 punktów, 7 asyst, 5 przechwytów, 4 zbiórki).
– Po ostatnich niepowodzeniach w lidze i FIBA Europe Cup chcieliśmy udowodnić, że jesteśmy dominującym zespołem i to się nam udało. 12 punktów straconych w pierwszej kwarcie – chcielibyśmy, by tak mocna obrona była naszym znakiem rozpoznawczym, żeby wszystkie zespoły przyjeżdżające do Włocławka zdobywały nie więcej niż 15-18 punktów w kwarcie – mówił Łączyński. – Nasze dwie poprzednie porażki? To normalne, że w sporcie się wygrywa i przegrywa. W Polsce jest zasada „bij Anwil”. Bardzo cieszę się, że gram w takim zespole, który każdy chce pokonać. Gdziekolwiek nie pojedziemy jest pełna hala, a nasi kibice we Włocławku robią świetną atmosferę i nie jest tu łatwo wygrać. Uważam, że nasz bilans 11-2 to znakomity rezultat, w skali szkolnej przyznałbym nam za pierwszą część sezonu ocenę 5+. Przecież my też zaliczyliśmy moment, gdy mieliśmy swoje problemy i graliśmy w wąskim składzie – przypominał kapitan Anwilu.
Trener włocławian Selcuk Ernak po dwóch poprzednich meczach miał wiele uwag do swoich podopiecznych. Tym razem był bardzo zadowolony z gry zespołu.
– Tym zwycięstwem wysłaliśmy mocny sygnał. Czy zagraliśmy perfekcyjnie? Nie. Zrobiliśmy jednak wystarczająco wiele, by przypomnieć wszystkim dlaczego jesteśmy liderem. Dziękuję swoim graczom i sztabowi współpracowników, bo taka reakcja nigdy nie jest łatwa, trzeba mieć grubą skórę – mówił turecki szkoleniowiec, mając ewidentnie na uwadze falę krytyki, która w ostatnich dniach mogła dotrzeć do drużyny. – Muszę to przyznać: nie potrafię sobie dobrze radzić z porażkami. Nienawidzę ich. Tak naprawdę boję się porażek, podobnie jak wielu innych trenerów. Jesteśmy jednak wystarczająco doświadczeni i mądrzy, by w takich sytuacjach jak ostatnia sobie radzić i przypominać drużynie co jej pozwalało wygrywać wcześniej. Nie chcieliśmy zabijać zawodników za ostatnie porażki, ale przeprowadziliśmy ciężkie treningi. Wygraliśmy wiele meczów, trochę też przegraliśmy. Kolejne porażki będą nieuniknione, ważne jest tylko jedno: abyśmy nie przegrali ostatniego meczu w sezonie – zaznaczał trener Ernak.
Anwil będzie teraz mógł przez tydzień w spokoju popracować przed niezwykle istotnym meczem 3. kolejki II fazy FIBA Europe Cup z Fribourg Olympic (8 stycznia, Hala Mistrzów). Chcąc zachować realne szanse na awans do ćwierćfinału, włocławianie muszą go wygrać.
King będzie miał jeszcze więcej czasu na przygotowania do kolejnego meczu – zagra dopiero 10 stycznia, podejmując Twarde Pierniki. Tak długa przerwa może okazać się zbawienna dla trenera Miłoszewskiego – będzie mógł ją poświęcić na treningi, a przecież lada moment do zespołu dołączy wspomniany Novak. Może się też spodziewać, że niebawem zespół powinien podpisać umowę ze środkowym, który zastąpi Chada Browna, który w pierwszej części sezonu zawodził i postanowił dokończyć go w lidze greckiej.