Strona główna » Puchar Polski za 6 dni: Siedmiu ludzi, którzy mogą w Sosnowcu wygrać najwięcej! I Śląsk…
PLK

Puchar Polski za 6 dni: Siedmiu ludzi, którzy mogą w Sosnowcu wygrać najwięcej! I Śląsk…

0 komentarzy
Courtney Ramey chce udowodnić, że w grudniu wszyscy widząc w nim MVP PLK się nie mylili, a Nikola Radicević – że wszyscy, krytykując jego transfer do Dzików, są w będzie. Czy Jakub Schenk i Andrzej Pluta wywiążą się z roli liderów? Czy swojego wielkiego momentu w koszulce Anwilu doczeka się Luke Petrasek? Jak spisze się Isaiah Whitehead i co z tym Śląskiem? Zbliżający się turniej finałowy o Puchar Polski zapowiada się fascynująco!

Zbliża się wielkimi krokami, a po raz drugi z rzędu będzie miał miejsce w Sosnowcu. Wystąpi w nim osiem drużyn z najlepszym bilansem po pierwszej połowie sezonu zasadniczego. W stawce debiutują Dziki Warszawa, a do gry o wielkie cele po latach wraca Górnik Wałbrzych. Zapowiadają się wielkie emocje! Bilety na turniej możecie nabywać TUTAJ.

Pamiętajcie też, że na samych zmaganiach koszykarzy atrakcje dla kibiców w Sosnowcu się nie skończą. W sobotę od godz. 10 w lobby zlokalizowanego obok hali stadionu Zagłębia toczyła się będzie nie mniej emocjonująca rywalizacja od tej z koszykarskiego parkietu – kibiców. Stawka? Puchar Kibiców! Poszczególne kluby wspólnie ze swoimi sympatykami właśnie wyłaniają swoich przedstawicieli. Szczegóły planowanego eventu, podczas którego planujemy też nagranie podcastu na żywo z udziałem kibiców oraz zaproszonych gości specjalnych możecie sprawdzić TUTAJ.

Zwykło się mawiać, że mistrzostwa wygrywają prawdziwe drużyny, ale rozgrywki o krajowe puchary rządzą się swoimi prawami. Podobnie może być w Sosnowcu. Na których koszykarzy z klubów-finalistów będziemy za niespełna tydzień zwracać szczególną uwagę?

Start: Courtney „MVP” Ramey – duża scena czeka

Przychodził do Startu jako gracz obwodowy, który miał jedynie uzupełniać Emmanuela Lecomte’a. W momencie podpisywania kontraktu większość osób nie przewidywała, że to właśnie on może stać się kluczową postacią lubelskiej drużyny. Tymczasem tytuł MVP grudnia całej ekstraklasy w dorobku tego koszykarza nie wziął się znikąd!

Mówiąc o Starcie, wciąż mówimy o ekipie, która z klasycznego „ligowego średniaka” wydaje się – wreszcie, po tylu latach! – przeistaczać w jeden z zespołów aspirujących do walki o półfinał. Obecnie Start zajmuje 4. miejsce w tabeli. Ramey w Europie rozegrał wcześniej tylko jeden (przeciętny) sezon w Kiejdanach na Litwie i wciąż – podobnie jak cały Start – musi udowadniać, że obecna forma to nie dzieło przypadku.

Lepszej okazji, większej sceny niż w Sosnowcu miał nie będzie. Przynajmniej do playoff…

Dziki: Nikola Radicevic rzadziej trafiać nie może

Trener Dzików Krzysztof Szablowski od samego początku nie krył zadowolenia z transferu nowego rozgrywającego, który – w jego zamyśle – ma idealnie uzupełniać jego sportową układankę. Owszem, Radicevicowi nie można odmówić koszykarskiego zmysłu, a kiedy dodamy do tego spore doświadczenie i świetne warunki fizyczne – wszystko wydaje się pasować idealnie.

Niemal wszystko…

Nie jest bowiem przypadkiem, że ten koszykarz nigdy nie przebił się ani w topowych klubach w rodzimej Serbii, ani w hiszpańskiej ACB. Problemy z rzutem, szczególnie za 3 punkty, są dla niego wciąż nie do przeskoczenia. Od początku kariery Serb trafia średnio poniżej 30 proc. rzutów z dystansu, a występy ligowe w Dzikach rozpoczął od zatrważającego wyniku 2/19 (10.5 procent). Mając w pamięci jego ostatnie mecze w playoff jeszcze w Treflu Sopot i ostentacyjne zachęcanie go do rzucania przez rywali, zżera nas ciekawość jak nowy rozgrywający Dzików wypadnie w Sosnowcu.

Górnik: Jak Alterique Gilbert zagra pod presją?

Historia trochę podobna do sytuacji Startu i Courtneya Rameya. Tak cała drużyna z Wałbrzycha, jak i jej podstawowy rozgrywający muszą udowodnić, że są w stanie utrzymać wysoką formę także przy okazji gry o większą stawkę.

Ciężko nazwać Gilberta liderem Górnika, w którym najważniejsze role boiskowe podzielone zostały między kilku obwodowych zawodników z USA. Nie można jednak nie zauważyć, że Amerykanin zalicza (po przeciętnych sezonach w Estonii, Rumunii i Finlandii) naprawdę solidne statystyki, a jego gra po prostu może się podobać. Nie można przyczepić się ani do zaangażowania, ani do mowy ciała – wszystko składa się w jedną, spójną całość.

Są tacy, którzy twierdzą – patrząc na ligową tabelę i drabinkę turniejową – że brak Górnika w finale w Sosnowcu byłby dla tej drużyny porażką. Może to trochę za daleko posunięty wniosek, ale nie ulega wątpliwości, że przed meczem 1/4 z Legią presja odczuwalna przez koszykarzy z Wałbrzycha może być nieco większa niż zwykle.

Legia: Andrzej Pluta w roli lidera

Andrzej Pluta rozgrywa bardzo przyzwoity sezon, ale cały czas pozostaje w cieniu zbierającego świetne recenzje lidera Kamerona McGusty’ego. Polak nie może oczywiście narzekać na brak minut, ani na brak zaufania trenera i kolegów z drużyny, ale przecież do stolicy przychodził po to, by z czasem z lidera drużyny z dołu tabeli stać się liderem drużyny grającej o większą stawkę. Ostatnio miał kilka świetnych meczów, może druga część sezonu będzie już należała do niego?

Sosnowiec to wymarzona okazja, aby w końcu pokazać się jako prawdziwy lider Legii i z zawodnika niemal pewnego miejsca w kadrze, stać się jej podporą. 

Trefl: Jak bardzo pewny siebie jest Jakub Schenk?

Od początku kariery musi mierzyć się z wieloma negatywnymi, obiegowymi opiniami na swój temat. Ostatni sezon zwieńczony mistrzostwem i tytułem MVP fazy playoff okazał się dla niego pod wieloma względami przełomowy, ale po jego zakończeniu i tak wypadł z kadry. W obecnym Schenk gra jeszcze lepiej i udowadnia, że dobra forma nie była dziełem przypadku i jednorazowym wyskokiem.

Małym cieniem na indywidualnych postępach Polaka kładzie się fatalna przygoda Trefla w Eurocup. Turniej finałowy o Puchar Polski jest idealną okazją to tego, by po raz kolejny pokazać swoją najlepszą twarz i wejść w drugą część z sezonu z – jakże ważną w przypadku Jakuba – pewnością siebie.

King: Isaiah Whitehead w roli gwiazdy turniejowej

King już do końca sezonu będzie musiał sobie radzić bez swojego niekwestionowanego lidera i twarzy organizacji – Andy’ego Mazurczaka. Do tej pory w jego buty nie udało się na dobre jeszcze wejść nikomu, choć największe aspiracje zgłasza Jovan Novak. t

Turniej w Sosnowcu wydaje się miejscem stworzonym wręcz do takich okazji. Sporo do udowodnienia ma Isaiah Whitehead, z którego bez większego żalu zrezygnowano w Śląsku Wrocław, a w Szczecinie przyjęto z otwartymi ramionami. Zawodnik z przeszłością w NBA tak naprawdę cały czas nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości poza jednym przypadkiem – wrześniowym turniejem o Superpuchar Polski w Radomiu.

Może w Sosnowcu też błyśnie swoim niekwestionowanym talentem?

Anwil: Luke Petrasek i „jego moment”

Reprezentujący od pewnego czasu Polskę Amerykanin gra we Włocławku już czwarty sezon i zdążył dorobić się pozycji ulubieńca kibiców oraz opinii cenionego w całej lidze wszechstronnego skrzydłowego. Od początku swojej przygody z Anwilem utrzymuje równą formę, ale w decydujących momentach, często jednak mniej lub bardziej rozczarowuje.

W Sosnowcu reprezentant kraju otrzyma kolejną okazję, by choć na chwilę wejść w buty lidera i poprowadzić ekipę do sukcesu. Jest już właściwie legendą Anwilu, ale wciąż nie miał w trakcie kariery w PLK momentu, w którym przeniósłby na własnych barkach zespół przez górkę. Takiego, który po latach były wspominany we Włocławku jako „moment/turniej/seria Petraska”.

Kibice z Włocławka widząc tego zawodnika z tytułem MVP byliby wniebowzięci.

Śląsk Wrocław: drużyna

W znajdującym się w wiecznej przebudowie Śląsku zawodników – i nie tylko – którzy mają sporo do udowodnienia jest jak na pęczki.

Jeremy Senglin, który przychodził do Polski z łatką sprawdzonego gracza z wysokiej półki, gra ostatnio trochę lepiej, ale cały czas nie prezentuje się jak za najlepszych momentów kariery.

Daniel Gołębiowski, który z roku na rok dodaje do swojej gry nowe elementy może w końcu zrobić użytek ze swojego rozwoju i pokazać się nowy lider zwycięskiej drużyny, pieczętując swój nowy, już w pełni gwiazdorski kontrakt.

Adrian Bogucki, o którego latem Śląsk musiał stoczyć walkę z kilkoma innymi polskimi klubami, gra we Wrocławiu słaby sezon i mimo zmiany trenera nie potrafi przebić się do podstawowej rotacji zespołu.

Adam Waczyński, który wracał do Śląska jako topowy polski zawodnik, na razie nie odnalazł rytmu sprzed poważnej kontuzji.

Wreszcie Justin Robinson, który ledwo zdążył zaliczyć solidny debiut w Śląsku, a już – właśnie w Sosnowcu – może udowodnić, że nieprzypadkowo już w przeszłości znajdował się na liście życzeń polskich klubów z medalowymi aspiracjami.

Śląsk ma swoje problemy, niemałe. Pozostaje jednak też, teoretycznie, jedynym klubem PLK zachowującym w tym sezonie wciąż szanse na zdobycie potrójnej korony.

Dopóki piłka w grze!