Strona główna » Piątek w PLK: Śląsk odżył bez Coopera! Czarni bez blasku. Legia wyszarpała zwycięstwo
PLK

Piątek w PLK: Śląsk odżył bez Coopera! Czarni bez blasku. Legia wyszarpała zwycięstwo

0 komentarzy
Mecz Czarni – Śląsk miał być szlagierem 9. kolejki, ale nie możemy mu wystawić oceny choćby dobrej. Dużo błotnej koszykówki, łącznie zdobytych zaledwie 135 punktów, 32 straty i 45 przewinień obu drużyn – to widowisko mogło zniechęcić nawet najwytrwalszych fanów PLK. Śląsk się tym jednak nie przejmuje – wywiózł dwa bezcenne punkty. Twarde Pierniki twardo postawiły się w Warszawie Legii, lecz tylko do czwartej kwarty. Ekipa Ivicy Skelina jako trzecia w lidze z szóstą wygraną w sezonie!


W pojedynku nowych trenerów górą trener reprezentacji Macedonii Północnej Aleksandar Joncevski! Roberts Stelmahers, podobnie jak 8 lat temu, gdy debiutował w roli trenera Czarnych, przegrał debiut przed własną publicznością. Przed nim ogrom pracy, by z tej słupskiej mąki upiec chociaż bułkę (czytaj: awansować do playoff, choćby i po grze w playin).

Czarni Słupsk – Śląsk Wrocław 63:72

Jeśli ktoś się spodziewał, że Stelmahers ma złotą różdżkę i w dwa dni zmieni oblicze Czarnych, był w dużym błędzie. Przez uraz stawu skokowego Lorena Jacksona (Amerykanin nabawił się go w poprzednim spotkaniu w Gdyni, w następnej kolejce w Szczecinie powinien już zagrać), Łotysz nie miał choćby pół rozgrywającego w zespole. Marcel Ponitka naciskający w defensywie na graczy z piłką udowodnił, że ani Alex Stein, ani Jakub Musiał nie są nawet dobrą opcją awaryjną na “jedynce” w starciu z takim defensorem. 

Vis-a-vis Stelmahersa z Wrocławia był ze swoją drużyną tylko o dwa dni dłużej. Joncevski także borykał się z brakami w składzie. Bez DJ Coopera oraz Angela Nuneza Śląsk poradził sobie jednak w równie trudnej sytuacji, być może zaczynając oddzielać grubą kreską ostatnie, nieudane tygodnie.

Co tak naprawdę przeważyło na korzyść brązowych medalistów poprzedniego sezonu?

Chociażby walka na tablicach. Choć w statystykach zbiórek (39:33) oraz punktów drugiej szansy (10:9) przewaga nie WKS nie była kolosalna, to właśnie można było odnieść wrażenie, że to właśnie fizycznością i dominacją w strefie podkoszowej Śląsk wygrał ten mecz. Debiutujący w barwach WKS Emmanuel Nzekwesi, który wrocławskim kibicom w jaskraworóżowych okularach może posturą przypominać młodego Shaqa, z Jamelle Haginsa robił wiatrak. Holender spędził 25 minut parkiecie, zdobywając 12 punktów, 8 zbiórek i 2 przechwyty. Jak na debiut – co najmniej przyzwoicie! 

Szczelna defensywa i nacisk na Steina, który z przymusu był w tym meczu głównie graczem odpowiadającym za rozegranie, doprowadził do jego zmęczenia. W efekcie Amerykanin nie trafił dwóch wolnych w końcówce, a w całym spotkaniu jedynie 4 z 14 rzutów z gry. Zanotował też 4 straty przy 3 asystach. Zatrzymanie Czarnych na 63 punktach pokazuje, że pod względem defensywnym Śląsk ma naprawdę sporo do zaoferowania. 

Gospodarze w pierwszej połowie mimo zdobycia tylko 30 punktów zaprezentowali kilka akcji z ruchem bez piłki, co nie tak dawno bywało rzadkością. Po przerwie kibice w hali Gryfia mogli się jednak poczuć, jakby do żadnych zmian na ławce trenerskiej ostatnio nie doszło. Ich drużynie brakowało konsekwencji i skuteczności. Albo po prostu rozgrywającego.

Wręcz nie wypada i nie ma najmniejszego sensu po jednym meczu oceniać pracy łotewskiego szkoleniowca. Znając jednak filozofię gry Stelmahersa i formę jego niektórych zawodników szybko można dojść do wniosku, że bez zmian w składzie zespołu ze Słupska może być mu niebywale trudno o nawiązanie walki do miejsce w Top6 (taki był przedsezonowy cel Czarnych).

Tylko czy klub z 15-16 budżetem w PLK na poważniejsze roszady personalnie będzie stać?  

Stelmahers prowadząc Czarnych w sezonie 2016/17 do półfinału chętnie korzystał z gry środkowego tyłem do kosza – wówczas za sprawą młodego Davida Kravisha. Hagins tych kryteriów nie spełnia. Amerykanin przez 21 minut na parkiecie był w piątek -13, z kolei jego zmiennik Szymon Tomczak miał najlepszy współczynnik (+4) w drużynie. To właśnie na Polaka postawił w ostatnich minutach meczu Stelmahers. Tomczak zagrał być może najlepszy jak dotąd mecz w barwach Czarnych, notując 9 punktów, 5 zbiórek, 4 przechwyty i 2 bloki. 

Oprócz niego w zespole Czarnych podobać mógł się Justice Sueing, który jest najmłodszym i najtańszym obcokrajowcem. Od początku sezonu jego forma rośnie i notuje coraz lepsze indywidualnie występy – tym razem było to 14 punktów, 8 zbiórek i 4 asysty. 

W Śląsku oprócz debiutującego Holendra dobrze wypadli Daniel Gołębiowski (13 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty), Ajdin Penava (13 punktów i 6 zbiórek) oraz bardzo dobrze pod nieobecność Coopera organizujący grę zespołu Jeremy Senglin (10 punktów, 7 asyst i tylko 1 strata).

Legia Warszawa – Twarde Pierniki 82:77

Legia dopiero w czwartej kwarcie postawiła kropkę nad “i” za sprawą celnych “trójek” Kamerona McGusty’ego (20 punktów, 7/11 z gry) oraz Andrzeja Pluty Jr (13 punktów i 6 asyst) w starciu z drużyną z Torunia. Twarde Pierniki były w grze przez 30 minut, jednak kolejny raz nie były w stanie podtrzymać odpowiedniej dyspozycji w decydujących minutach meczu z silniejszym personalnie rywalem. Zryw Divine Mylesa to za mało, by móc realnie powalczyć o zwycięstwo.

Jak na razie nowy środkowy Twardych Pierników Barrett Benson po powrocie do PLK (4 punkty i 9 zbiórek) nie imponuje, a przecież znamy go z naprawdę dobrych występów w Stargardzie czy Lublinie! Królem “pomalowanego” w piątek na Bemowie okazałsię były środkowy torunian, obecnie dominujący pod koszami PLK w barwach Legii Mate Vucić – do 11 punktów dołożył 14 zbiórek. Pluta trafił 3/8 za 3. Najskuteczniejszym graczem gości był Michael Ertel (20 punktów).

Legia, której szefowie rozważają zmiany personalne w składzie (Shawn Jones w piątek do 5 punktów dodał w ciągu 16 minuty tylko 1 zbiórkę) dopiero jako trzeci zespół – po Anwilu i Treflu – wygrała w tym sezonie PLK szósty mecz.