czwartek, 15 października 2026
Strona główna » Palimy wioski, ostrzymy dzidy! Totem od Ponitki i inne tajemnice sukcesu kadry U-16 w mistrzostwach Europy

Palimy wioski, ostrzymy dzidy! Totem od Ponitki i inne tajemnice sukcesu kadry U-16 w mistrzostwach Europy

0 komentarzy
Jeszcze w lipcu nie był zbyt rozpoznawalny, ale po świetnych w wykonaniu reprezentacji Polski mistrzostwach Europy do lat 16 wielu kibiców koszykówki zapamiętało nazwisko trenera siódmej drużyny tego turnieju. W rozmowie z nami Rafał Gil nie tylko podsumowuje turniej, ale opowiada o ciekawych kwestiach około- i pozaboiskowych, które pomogły Biało-Czerwonym odnieść sukces.

Szymon Woźnik: Siódme miejsce zajęte przez kadrę U-16 w mistrzostwach Europy to bardziej zaskoczenie czy raczej spodziewany przez pana sukces?

Rafał Gil, trener kadry U-16: Nie jest łatwo odpowiedzieć prosto na tak postawione pytanie. Jechaliśmy pokazać swoje najlepsze oblicze w każdym kolejnym meczu. Chcieliśmy biegać i walczyć tak, by nikt nam nie zarzucił, że mogliśmy w tych aspektach zrobić więcej. Zrobiliśmy to dobrze, a wynik jest w zasadzie takim efektem ubocznym. Przez cały okres BPS (Bezpośrednie Przygotowanie Startowe – przy. red.) w rozmowach szykowałem chłopaków tylko do meczu z Rumunią. Nie mówiliśmy o innych starciach, które nas czekały. Przed turniejem marzyliśmy o tym, by zrobić fajny wynik. Po wszystkim na pewno mogę stwierdzić, że jestem dumny z tego, co osiągnęliśmy.

Ale jednocześnie czuję też mały niedosyt, który trochę boli. I dobrze!

Przychodziły do pana głowy wątpliwości po sparingach, które zostały przez pana zespół przegrane bezpośrednio przed mistrzostwami Europy?

Faktem jest, że graliśmy sześć sparingów i przegraliśmy wszystkie. Różne myśli przychodzą do głowy w takich momentach. Także obawy. Ale cały czas mówiłem zawodnikom i ludziom z federacji, że trzeba być cierpliwym. Mecz z Chorwacją był pierwszym od grudnia. Po prostu nam nie wyszedł. W drugim meczu graliśmy lepiej, według założeń, ale nie wystarczyło to do wygranej. Chorwacja to bardzo mocna ekipa, co zresztą udowodniła w mistrzostwach Europy dywizji B.

Na sparingi z Finlandią pojechaliśmy po ciężkich treningach, żeby peak dyspozycji przyszedł podczas imprezy docelowej. Zresztą temat tego planowanego peaku był już tematem żartów w szatni. Nadużywałem tego określenia. Po meczach z Finlandią pojawiły się u mnie największe obawy, ale z tyłu głowy miałem wszystkie okoliczności i zachowałem spokój. Dokonaliśmy też wówczas jednej ważnej korekty w organizacji gry w ataku.

Wyrazy uznania dla chłopaków, bo wierzyli w naszą pracę. Nikt nie marudził. Był to też świetny sprawdzian przed turniejem, podczas którego spodziewaliśmy się trudnych momentów. Doświadczenie przeżywania porażek przez zespół moim zdaniem pomogło. Na koniec graliśmy z Francuzami, którzy indywidualnie prezentują kosmiczny poziom i myślę, że gdyby mieli nasz gen husarii, to wygraliby ME 2026. Dla nas sparing z nimi był ważny. Chcieliśmy przekonać się, jak gra się z drużyną broniącą bardzo agresywnie. Presja Francuzów była przydatna, aby nauczyć się szybko organizować grę przy mocnym nacisku.

To zresztą element, który jest do poprawy wśród wszystkich kadr młodzieżowych w Polsce. W tym pierwszym meczu zostaliśmy przez Francuzów „zbici”, ale już w drugim w pierwszej połowie graliśmy z nimi jak równy z równym, szybko wyciągając wnioski. To było bardzo fajne.

Pierwsze starcie już podczas ME z Rumunią, wygrane w szokująco wysokich rozmiarach było takim „meczem założycielskim” tej kadry?

Aż tak to nie. Meczem założycielskim był dla nas raczej pierwszy mecz na turnieju SloveniaBall w 2024 roku. Wyszliśmy wtedy z niesamowitą energią po raz pierwszy w takim zestawieniu i mecz z Węgrami wygraliśmy, zdobywając około 140 punktów. Wtedy w tej grupie hasło „plemię” przerodziło się w „silne plemię”. Po turnieju w Słowenii motywem przewodnim tej grupy było „wychodzimy i palimy wioski„.

Ono scementowało zespół. Wokół tego hasła budowaliśmy naszą więź.

Skąd pomysł na granie tak szybkiej koszykówki? Filozofia trenera czy dostosowanie taktyki do chłopaków?

Efekt jednego i drugiego. W tym systemie gram od wielu lat, ciągle go dopracowuję. Wiedziałem co mnie czeka w kadrze, dlatego takimi trochę królikami doświadczalnymi byli zawodnicy w moim klubie. Gramy bez presji wyniku, ale staramy się rozwijać zawodników na tym poziomie, na którym jesteśmy. Testowałem w klubie wiele rzeczy, które przydały mi się w kadrze. Początek, czyli U-14 czy U-15, graliśmy bez żadnych zasłon, hand-offów itd. Prosta koszykówka. Podanie i ścięcie. To był fajny pierwszy etap. Później dołożyliśmy taktykę, którą chcieliśmy zaprezentować podczas mistrzostw Europy.

Wiedziałem, że musimy grać odważnie oraz zdobywać jak najwięcej punktów z szybkiego ataku. W ataku pozycyjnym ważne było tempo i to, żeby każdy czuł się swobodnie oraz żeby zagrożenie szło od każdego na parkiecie. Oczywiście byli liderzy, którzy oddawali najwięcej rzutów, ale oni wykreowali się w sposób naturalny,. Zagrożenie miało płynąć od każdego gracza. Plan był taki, żeby energią i tempem zniwelować takie rzeczy jak choćby umiejętności techniczne. Bo mimo tego, że uwielbiam chłopaków, z którymi pracowałem w kadrze, to wydaje mi się, że w Polsce mamy potencjał do rozwinięcia przede wszystkim u podstaw, jak podanie, kozioł, wykończenie akcji po penetracjach czy gra pod presją.

To był nasz plan i odpowiedź. Gdybyśmy grali w szachy taktyczne, nie skończylibyśmy tych ME ta wysoko.

Jaką rolę trener przykładał w trakcie BPS-u do decyzyjności swoich zawodników?

Od początku współpracy mówiłem im, że mega ważna jest „rywalizacyjność” całej grupy, czyli to, że jak już gramy, to o coś. Mam z tym problem, kiedy młodzież potrafi dziś grać jakiś mecz i nawet nie wie, jaki jest wynik. Rywalizacja jest bardzo ważna. Po części motorycznej na każdym treningu organizowaliśmy takie „wojenki”, gdzie w małych, ale bardzo szybkich grach transmisyjnych budowaliśmy rywalizację i decyzyjność. Kiedy przez chwilę nie stosowaliśmy tych „wojenek”, zauważyliśmy, że chłopaki byli na treningach mniej pobudzeni. Wprowadziliśmy je na stałe.

Dało im to nawyk biegania, współpracy i rozwijało podania, a efekt tego widzieliśmy w ME, np. w baseballowych podaniach w kontrataku. Jestem przedstawicielem tych trenerów, którzy wlewają zawodnikom wiadro odwagi i pewności siebie. Lubię trójki w kontrze i odważne decyzje. Wiem, że mieliśmy sporo prób wsadów, które nie wychodziły, ale ja za nie biłem brawo. Musimy mieć taki mental, by wsadzać piłkę z góry z Litwinem czy Hiszpanem, bo wtedy mamy szansę ich ogrywać. Nie możemy być pełni obaw!

Wiele osób podczas ME U-16 pisało do mnie „kurczę, ale ich się przyjemnie ogląda”. Też dostawał pan takie wiadomości?

To było jedno z większych zaskoczeń – fakt, jak pozytywnym odbiorem w środowisku odbiła się nasza gra na ME. Dostawałem nawet wiadomości od ludzi z pierwszych stron koszykarskich portali, z którymi na co dzień nie utrzymuję kontaktu. Najważniejsze dla mnie było jednak to, że nie były to wiadomości gratulacyjne, lecz właśnie takie zauważające, jak świetnie się taką grę ogląda. To było bardzo budujące. Osoby z federacji także doceniły naszą pracę i to jak przełożyliśmy założenia z treningów na mecze.

Wielu trenerów mówi przed turniejami, że chce grać agresywnie w obronie, a później na turnieju wstępuje pragmatyzm. Inaczej było w przypadku pana drużyny. Dlaczego?

Wydaje mi się, że to efekt wielu rozmów i nakręcania się w kierunku wspomnianego „silnego plemienia”. Doprowadziło do tego także wewnątrzdrużynowe ustalenie nienegocjowalnych standardów i zasad, z których postanowiliśmy być znani w turnieju. Zrozumienie współodpowiedzialności też było bardzo ważne. Na odprawach mówiliśmy o tym, że to, jak gramy – czyli szybko i agresywnie – jest wymagające. Przypominaliśmy, że będzie bolało. Zawsze jest łatwiej to przeżyć, jeśli wiesz, że 11 kolegów z zespołu czuje ten sam ból i robi to samo.

Najtrudniejszy moment turnieju?

Zanim o nim powiem, wspomnę tylko jak ciężko było trzymać entuzjazm chłopaków i wiarę w nasz system po kolejnych porażkach w sparingach. Przed Mistrzostwami Europy każdy zawodnik podpisał ze sztabem szkoleniowym swoisty “kontrakt”. Zawierał cztery punkty:

– drużyna jest ważniejsza ode mnie

– dam z siebie wszystko.

– nikogo nie będę się bał, każdego mogę uderzyć

– ufam trenerom przez cały turniej.

Na turnieju najgorzej zagraliśmy z Grecją. W tym meczu zawaliliśmy nasze standardy w obronie, co napędzało rywali. Gdy analizowaliśmy nagranie wideo z tego meczu, największa złość u nas była, gdy widzieliśmy te błędy.

Wyciągnęliśmy wnioski, przegadaliśmy temat z chłopakami i reakcja w ostatnim meczu okazała się znakomita.

Warto też wspomnieć o fragmencie meczu z Hiszpanią, czyli z naprawdę świetną drużyną. Każdy minimalny błąd w tym meczu był karany, a wciąż przez trzy kwarty graliśmy z nimi jak równi z równym. Niestety sekwencja naszych błędów na przełomie trzeciej i czwartej kwarty doprowadziła do porażki. Szkoda.

W przeszłości obserwował pan z bliska 17-letniego Kubę Szumerta. Teraz prowadził pan 15-letniego Emilio Szewczyka. To podobna skala talentu?

Obaj świetnie poruszają się po parkiecie, mają bardzo dobre warunki fizyczne do koszykówki oraz wyszkolenie techniczne. Mam nadzieję, że obaj zajdą jak najdalej. Cieszę się z kolejnych sukcesów Kuby, które śledzę już jako kibic. W przypadku Emilio podczas samym ME rozmawiałem z paroma skautami z NBA, którzy pytali mnie o Emilio.

Skąd u Alana Chojnackiego taka dojrzałość w grze? Gdybym nie wiedział, że ma 16 lat, w życiu bym na to nie wpadł.

Myślę, że procentuje suma jego doświadczeń. W Pyrze Poznań wygrywał wszystko w swojej kategorii wiekowej, a teraz gra w Niemczech. Alan ma taką cechę, że w trudnych momentach nie pęka. Lubi niekomfortowe sytuacje. Po pierwszym sparingu w Chorwacji, który rzutowo mu nie wyszedł rozmawialiśmy. Zapytałem go, co się wydarzyło. Alan odpowiedział, że nie wie, ale w kolejnym meczu zrobi to, co trzeba i trafił pięć rzutów z dystansu. To gracz na trudne momenty, który świetnie potrafi wykończyć akcje. Ma też nadal potencjał, by rozwijać się jako lepszy kozłujący, a docelowo grać na pozycji niskiego skrzydłowego.

Wróćmy jeszcze na chwilę do obrazków z meczów ME. Wielu kibiców pamięta waszą cieszynkę po meczach – jaka kryje się za nią historia?

Cieszynka wyszła od chłopaków. Już na wspomnianym turnieju w Słowenii w 2024 roku zaczęli tańczyć do utworu Maestro & Endriu „W klapkach”. Tak już zostało. Prym w tym wiódł Eryk Banzet ze swoją solówką w kółeczku.

Mieliśmy też swoją ulubioną piosenkę przed meczami, ale to już zostawię dla siebie. Muszę docenić chłopaków na czele z kapitanem Rafałem Rychlikiem, którzy bardzo dbali o atmosferę zespołu podczas ME. Mało osób wie, ale na turnieju mieliśmy totem, który zdobyliśmy przed turniejem nadziei olimpijskich, rozgrywanym w grudniu zeszłego roku. Przygotowywaliśmy się do niego w Cetniewie, a seniorska kadra Polski grała w Trójmieście. Wtedy pozyskaliśmy piłkę z podpisem Mateusza Ponitki.

Od tamtej pory chłopaki przed wyjściem na parkiet dotykają tej piłki. Chcą przejąć „Ponitka Mentality”.

Totem był na każdym meczu z nami i zajmował honorowe miejsce w szatni. Chłopcy ze sztabu dostali zestaw afirmacji z 26 zdaniami i polecałem im, żeby korzystali z niego przed meczem. Fajnie było widzieć, że to wykonywali. Oczywiście, mieliśmy swoje hasła zawieszone w szatni, ale poszliśmy też o krok dalej. Naklejaliśmy je też na bandach LED, by gracze także w trakcie meczu mieli je cały czas przed sobą.

W trakcie BPS-u chcieliśmy budować relacje poza parkietem. Sporo czasu spędzaliśmy choćby na torze kartingowym. Zjeżdżaliśmy też tyrolką w pięknym kamieniołomie Kadzielnia w Kielcach. Ważnym wydarzeniem dającym mnóstwo do myślenia było również spotkanie z Karolem Bieleckim. Legendarny reprezentant Polski poprowadził prawie dwugodzinny wartościowy warsztat, do którego mogliśmy odnosić się później w odprawach i meetingach. Historia Karola wywarła ogromne wrażenie na zawodnikach i trenerach. 

Który z zawodników z innych drużyn zrobił na trenerze największe wrażenie na turnieju?

Benjamin Berrouet i Markus Jahovics z Łotwy, Danielius Jasikevicius z Litwy oraz praktycznie cała kadra z Hiszpanii i Francji.

Trener kadry U-16 ma łatwiej od trenera kadry U-18 czy U-20?

Nie wiem, bo nie pełniłem roli trenera starszych kadr, ale domyślam się, że mogłem mieć faktycznie łatwiejsze zadanie. Kadra U-16 ma trzy lata na zbudowanie relacji w grupie i więcej czasu na przygotowania. Im starsza kategoria, tym ważniejsze jest, ile, gdzie i w jakich rolach występują zawodnicy. W starszych kadrach na pewno jest to duży problem.

Trener na co dzień pracuje w AZS UJK Kielce w drugiej lidze. Czy ten turniej nie otworzył skrytki w sercu z napisem „chciałbym więcej”?

Staram się wpływać na rozwój organizacji w Kielcach i jeśli chcę więcej, to muszę się rozwijać wspólnie z osobami w klubie. Fundament w postaci uczelni UJK mamy świetny – bardzo dobre warunki do trenowania. Poprzedni sezon zagraliśmy bardzo dobrze, powyżej potencjału drużyny. To miało wpływ na zainteresowanie i może się przełożyć w przyszłości na większe pieniądze dla klubu.

Uciekł pan trochę od odpowiedzi, więc pytam choć hipotetycznie to jednak konkretnie: dzwoni do pana prezes klubu pierwszoligowego z propozycją pracy w roli głównego trenera. Jaką usłyszy odpowiedź?

Takie tematy pojawiały się już wstępnie, ale z różnych powodów – nie tylko sportowych – to trudna decyzja, zmieniająca wiele w życiu. Pracuję pokornie i możliwie jak najbardziej profesjonalnie w korelacji z możliwościami w Kielcach. Chciałbym oczywiście, żeby klub jako organizacja się sprofesjonalizował.

A wracając do pytania: rynek pracy w Polsce nie jest aż tak bogaty, by mój telefon nagle się rozdzwonił. 

Lato 2028 i Rafał Gil trenerem kadry U-18 podczas mistrzostwach Europy U-18. Ciekawy scenariusz?

Ciekawy i nawet dyskutowaliśmy o tym w sztabie, choć wiemy, że i tak finalnie o wszystkim zdecyduje zarząd PZKosz. Przekazaliśmy chłopakom na ostatnim spotkaniu w Oradei, że dla ich dobra i rozwoju najlepiej będzie, jeśli popracują z innym sztabem, by czerpać z różnych doświadczeń i spojrzeń.

Chciałbym jednak bardzo podziękować mojemu sztabowi prowadzącemu kadrę. Bo to, że cała grupa dobrze funkcjonowała, zaczęło się od tego, że świetnie ze sobą współpracował sztab. Naprawdę dobrze się uzupełnialiśmy i mocno dyskutowaliśmy, co zespołowi wyszło na dobre. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć z wielkim zaufaniem i lojalnością. Gratulacje należą się także trenerom klubowym chłopaków, to oni pracują z nimi przez cały sezon i ich rozwijają. My mogliśmy tę pracę zebrać, połączyć i spróbować stworzyć drużynę zdolną rywalizować.