Kiedy wyciska 120 kilogramową sztangę leżąc na ławeczce, trzeba trzymać go za kikut, żeby nie spadł. Tyle pomocy w życiu potrzebuje Dominik Mosler.
Pseudonim „Domin”. To wielki jak tur kapitan reprezentacji Polski w koszykówce na wózkach. Od dwóch sezonów gra dla włoskiego Dinama Sassari, a jego córeczki po przedszkolu pędzą na plażę. We Włoszech brakuje mu tylko szybowców, których jest licencjonowanym pilotem. Na lotnisko pierwszy raz zabrała go żona Ola, od wielu lat pracująca w konińskiej fundacji “Podaj dalej”, przy której funkcjonuje drużyna aktualnych mistrzów Polski w baskecie na wózkach.
W młodości Mosler wytatuował sobie na ramieniu herb GKS Katowice. Kochał piłkę nożną. Za koszem nie przepadał. Nie bał się nikogo i niczego. Mając dwadzieścia jeden lat przebiegał przez nieoznakowany przejazd kolejowy. Zima, lód, jedno potknięcie, utrata przytomności i… amputacja nogi.
– Byłem głupi – ocenia z perspektywy czasu weteran reprezentacji. – Często opowiadam tę historię w szkołach, ku przestrodze. Każda akcja ma swoje konsekwencje – dodaje.
Przed wylotem do RPA na Mistrzostwa Świata 2025 w formule 3×3 najbliżsi zawodników nagrywali dla nich krótkie filmiki z pozdrowieniami. Ola Mosler z córeczką na rękach mówiła: “Jesteśmy z ciebie tak dumne, z tego co osiągnąłeś, jak daleko zaszedłeś, a wszystko dzięki swojemu uporowi i ciężkiej pracy. Dziś masz honor reprezentować cały kraj”.
W hotelu w RPA były łzy, było wzruszenie.
– Teraz wszystko w naszych rękach – powiedział mi wówczas Dominik, a nasza kadra wróciła do domu z brązowymi medalami pierwszych w historii Mistrzostw Świata 3×3.
Wszystko w rękach
Głównym źródłem siły rzutu w koszykówce bieganej, jaką znamy z parkietów NBA czy Euroligi, są kończyny dolne. Ramiona i dłonie decydują jedynie o kontroli piłki. W odmianie basketu na wózkach cała moc pochodzi z kończyn górnych i tułowia, a część zawodników w ogóle nie jest w stanie używać mięśni brzucha. Koszykarze są klasyfikowani ze względu na stopień niepełnosprawności, co pomaga w wyrównywaniu szans na boisku.
– 1.0 to najmniejsze możliwości funkcjonalne, 4.5 największe. Suma punktów pięciu graczy przebywającyh jednocześnie na boisku nie może przekraczać 14. Jako klasyfikatorzy patrzymy na funkcje tułowia, stabilizacje, ruchy w różnych płaszczyznach. To nie jest prosty proces – mówi prof. dr hab. Bartosz Molik, jeden z najważniejszych przedstawicieli komisji klasyfikacyjnej organizacji IWBF, w świecie koszwózków odpowiednika FIBA.
To tyle jeśli chodzi o ułatwienia. Poza tym basket na wózkach jest niemal tożsamy ze swoim bieganym odpowiednikiem. Poręcz kosza zawieszona jest na tej samej wysokości, wymiary boiska, a co za tym idzie, odległość rzutu za trzy, również są jednakowe. Sędziowie gwiżdżą faule przy nadmiernym kontakcie, a także kroki (na dwa odepchnięcia wózka, musi przypaść choć jeden kozioł).
Grający trener reprezentacji Polski, Marcin Balcerowski, jest jedynką. Najniższa punktacja nie jest wcale równoznaczna z niskimi umiejętnościami koszykarskimi. W tym wypadku wręcz przeciwnie. Balcerowski, wychowanek Górnika Wałbrzych, przed wypadkiem grał profesjonalnie w II lidze. Z przyjaciółmi, upalnego sierpniowego dnia, jechał jako pasażer nad jezioro. Samochód dachował. Chłopak z diagnozą przerwania rdzenia kręgowego stracił władzę w nogach.
Na pierwszych treningach na wózku sfrustrowany nie dorzucał do kosza. Dziś, po długiej karierze, uważany jest za legendę wśród graczy niskopunktowych. Wielokrotnie zdobywał Puchar Europy, mistrzostwa Niemiec. W liczbie zdobytych trofeów z ojcem ściga się Olek Balcerowski, etatowy środkowy kadry bieganej, który niedawno podpisał kontrakt z wielką Barceloną.
Jaki ojciec
Złoty łańcuch na szerokiej szyi Mirosława Filipskiego raz po raz uderza o metal, gdy mechanik kadry reperuje kolejny tego dnia wózek. Dawniej z łatwością dźwigał je, goniąc uciekające autobusy PKS. W końcu przez lata trenował kulturystykę. Obecnie nie ma takiej potrzeby. Kadra wygodnie przemieszcza się wynajętymi autobusami i samolotami, a i wózki są zdecydowanie lżejsze niż kiedyś.
Syn Mirosława, Mateusz, w wieku trzynastu lat zachorował na raka kości. Konieczna była amputacja. Wcześniej był aktywnym dzieckiem, trenował wiele sportów. Wyróżniał się w karate. Przed samą operacją panowie przytulili się, a Mirosław obiecał sobie: “Boziu, jeśli ty mi go przytrzymasz, to będę pomagał póki starczy sił”.
Miesiąc po Mistrzostwach Świata 2026 Filipski senior skończy 70 lat, a nikt nie wyobraża sobie kadry bez jego wszechobecnych trytytek i równie skutecznych anegdot, którymi dzieli się z kolejnymi pokoleniami reprezentantów już od ponad dwóch dekad.
Nikt nie wyobraża sobie też naszej kadry bez Mateusza. Popularny „Fifek” to lider punktowy reprezentacji Polski, zawodnik w typie Michaela Jordana. Ta opinia to żadna tam przesada. Niekonwencjonalny, pewny siebie, na boisku prędzej połamie szprychy niż odpuści bezpańską piłkę. Widziałem jak oczy świeciły mu się przed meczami z Team USA. Widziałem jak był niczym wściekły byk po porażce w finałowym meczu z Austrią podczas ME 3×3 w 2024 roku.
Lubi ryzyko, potrafi rzucić trójkę z połowy boiska czy zapolować na nieoczywisty przechwyt. Zaryzykował już w wieku siedemnastu lat, opuszczając Polskę, by rozwijać się w zagranicznych klubach. Josh Bett, komentator znany z rozgrywek BCL i FIBA, ochrzcił Fifka mianem polskiego Iron Mana. Wielu obserwatorów koszykówki na wózkach przywołuje postać naszego snajpera w kontekście dyskusji o najlepszym graczu w historii dyscypliny, stawiając go obok Kanadyjczyka Patricka Andersona.
POSTAĆ. Taka, z której polska koszykówka – nie tylko ta na wózkach – może być dumna!

Nasz Jeremy. Z Poręby do LA
Jest rok 2024, siedzimy w barze pod Madrytem. Mateusz Stan uśmiecha się spod burzy blond loków do najpiękniejszej kelnerki, a ta nie pozostaje mu dłużna przynosząc nam piwo. Chłopak właśnie celebruje zdobycie MVP Mistrzostw Europy U-21, będąc liderem zespołu o średniej wieku 16.7, zdecydowanie najmłodszego w całej stawce. Co zabawne – przed wakacjami 2023 nikt w polskiej koszykówce na wózkach nie wiedział, że Matt w ogóle istnieje. Urodził się i wychował w Anglii. Rodzice zadbali jednak, by nie zapomniał o kraju ich pochodzenia. W ostatni dzień szkoły po prostu wysłał maila do działu wózków Polskiego Związku Koszykówki , załączając skrót swoich najlepszych akcji z ligi brytyjskiej.
Dostał zaproszenie na zgrupowanie w Jakuszycach i wykorzystał szansę. Z początku wstydził się mówić. Ostatnio udzielił półtoragodzinnego wywiadu do podcastu prowadzonego przez reprezentantów kraju w baskecie bieganym – Tomasza Gielo i Michała Michalaka.
Jak ktoś nie oglądał – polecamy!
Mateusz ma w sobie wiele luzu, ale i determinacji. Na wózku wyszył hasło „LA 2028”, by podczas każdego treningu pamiętać o celu , którym jest awans na paralimpiadę w Stanach Zjednoczonych. W Porębie Spytkowskiej, w której odwiedza dziadków, nie było jednak kosza, na którym mógłby ćwiczyć. Żaden problem. Sąsiedzi i rodzina powiesili jeden na podwórku.
Czasem tylko niefortunnie rzucona piłka obija się o traktor.
Wszystko po to, by nasz reprezentant mógł spalić tony pierogów, którymi częstowany jest przez babcię.
Jazda po LA
Droga na Mistrzostwa Świata 2026 w Kanadzie nie była dla Polaków usłana różami. Ćwierćfinał Mistrzostw Europy z Italią przegraliśmy jednym punktem. Włoch rzucił trójkę przez ręce obrońcy 20 sekund do końca spotkania. Piąte miejsce, promowane bezpośrednim awansem do światowej czołówki, uciekło Polakom 5 sekund przed końcowym gwizdkiem. Z Sarajewa Filipski wyjechał z tytułem MVP turnieju i motywacją, by w repasażach wyszarpać kwalifikację.
Podczas turnieju rozgrywanego w Tajlandii „Fifek” złapał jednak kontuzję, a każdy kolejny, trudny mecz, wymagał pojawienia się innego bohatera. Ostatecznie Biało-Czerwoni po zwycięstwach nad Senegalem, Brazylią i gospodarzami zawodów spełnili marzenie o wyjeździe na MŚ.
Uściślijmy – dopiero pierwsze z listy marzeń. Na jej szczycie znajdują się Igrzyska Los Angeles 2028.
Reprezentanci Polski w koszykówce na wózkach to przede wszystkim profesjonalni sportowcy, zaradni życiowo mężczyźni, a dopiero w dalszej kolejności osoby z niepełnosprawnościami. Nie potrzebują pomocy w otwarciu drzwi.
Jedyne czego tak naprawdę potrzebują to większego zainteresowania ich dyscypliną, która na to zasługuje. Nie tylko ze względu na ich charakter i historie, także przez swą spektakularność, tempo i szalenie wysoki poziom wyszkolenia zawodników.
Terminarz Mistrzostw Świata 2026
09.09.2026, godz. 17.30: Polska – Japonia
11.09.2026, godz. 20.30: Polska – Hiszpania
12.09.2026, godz. 0.45: Kolumbia – Polska