Strona główna » Ojars Silins: Legia Rannuli podkręciła tempo. Teraz będziemy atakować jako pierwsi!
PLK

Ojars Silins: Legia Rannuli podkręciła tempo. Teraz będziemy atakować jako pierwsi!

0 komentarzy
– Siła nie odbiera nam płynności. Możemy wyjść z lekką piątką i przekazywać sobie wszystkich – nasi skrzydłowi są w tym naprawdę dobrzy. Ja, Mate czy EJ ze swoją szaloną rozpiętością ramion – możemy przejąć graczy obwodowych – charakteryzuje atuty defensywne „nowej” Legii Heiko Rannuli przed rozpoczęciem serii ćwierćfinałowej z Górnkiem Ojars Silins.

Aleksandra Samborska: Ojars Silins to chyba największa stała Legii w tym sezonie zasadniczym – zmieniali się trenerzy, dochodzili gracze, a Ty cały wychodziłeś na parkiet w pierwszej piątce, miałeś swoją przestrzeń i minuty…

Ojars Silins: Nie – największą stałą była praca wykonywana przeze mnie, ale też przez drużynę. Z poprzednim trenerem mieliśmy dobre momenty, był pomysł na to, jak mamy wyglądać, ale ciągle brakowało przyspieszenia. To zmienił Heiko, dodał nam szybkości, a więc też świeżości. Dla mobilnej czwórki – zawodnika takiego, jak ja, tempo gry jest szalenie istotne. Wtedy łatwiej odnaleźć mi się w środku, ale i na zewnątrz. Inni zawodnicy Legii też są stworzeni do szybkiej gry, dlatego ważny był impuls, żeby stała, o której mówisz, przełożyła się na naszą grę jako całość. 

Szybkość to tylko jeden z atutów odmienionej Legii, bo poza potrzebującym zabezpieczenia na rozegraniu Andrzejem Plutą, jesteście też bardzo silni fizycznie. To będzie wasz atut w najważniejszej części sezonu?

Tak, bo ta siła nie odbiera nam płynności. Możemy wyjść z lekką piątką i przekazywać sobie wszystkich – nasi skrzydłowi są w tym naprawdę dobrzy. Ja, Mate czy EJ ze swoją szaloną rozpiętością ramion – możemy przejąć graczy obwodowych i przyczyniać się do szczelnej obrony. W ataku, gdzie nakręca nas trzech głównych ball handlerów – Kam, Andrzej i Keifer – możemy zagwarantować im potrzebne miejsce, a to przekłada się na włączanie wszystkich do akcji, nad tym bardzo pracowaliśmy w ostatnich tygodniach. Ma to służyć i podkręcaniu ich tempa przy jeszcze skuteczniejszym włączaniu nas w te wspólne poczynania i umożliwianiu im indywidualnego atakowania. 

Mimo to, w końcówce sezonu zasadniczego, w meczu w Warszawie Trefl całkowicie zdominował was i szybkością, i siłą…

Trefl narzucił swoją europejską grę, ale problemy mieliśmy też z Gliwicami i Słupskiem. Moim zdaniem te przegrane były efektem ewolucji wewnątrz drużyny. Zmienialiśmy wtedy treningi, pojawiły się nowe pomysły trenera. Byliśmy na etapie ostrej przebudowy tożsamości i dużo o tym rozmawialiśmy. Ta fizyczność Trefla na Bemowie bardzo do nas przemówiła – zrozumieliśmy w pełni, że jeśli chcesz wygrywać w tej lidze, musisz narzucać swoje tempo i siłę. W PLK zwyciężają ekipy, które mocno wychodzą już od pierwszych minut. To my musimy być teamem, który atakuje pierwszy. 

Nasza liga chyba ci odpowiada? Po intensywnym sezonie w Ostrowie Wielkopolskim zostałeś w Polsce na dłużej, czego efektem był kontrakt w Warszawie.

Naprawdę dobrze czuję się u was w kraju. Kiedy pojawił się telefon od Aarona Cela, byłego zawodnika z mojej pozycji, podobnego kiedyś zadaniami i grą, dałem się przekonać. Zaufałem jemu i jego ambicjom, bo jestem już na takim koszykarskim etapie, że kluczowe jest realizowanie indywidualnych aspiracji w dobrze zorganizowanym miejscu. Zostało mi już raczej mniej niż więcej grania, chodzi więc o to, żeby dalej cieszyć się koszykówką i pomagać w miejscu, w którym są warunki do wygrywania.

Oczywiście, sama Warszawa jest nie bez znaczenia. Jesteśmy z Rygi, która w zestawieniu z Warszawą może uchodzić za młodszego brata. Wasza stolica jest już chyba większa niż cała Łotwa! Jest tu na pewno inaczej niż w Ostrowie, gdzie wszyscy mieszkańcy żyli koszykarskimi poczynaniami swojej drużyny i dało się odczuć ten rodzinny klimat organizacji, ale w Warszawie też doskonale się odnaleźliśmy. 

W europejskiej, koszykarskiej elicie odnajduje się reprezentacja Łotwy. Twoi rodacy pokochali basket jak hokeja? 

Oj tak, społeczność kibiców naszej reprezentacji koszykarzy jest niesamowita. Przy okazji ostatniego okienka, kiedy mecze były o pietruszkę, na trybunach dopingował komplet fanów. Były sold-outy na poziomie kilkunastu tysięcy osób! To bardzo nas nakręca przed tegorocznym EuroBasketem. 10 lat temu z nutką zazdrości patrzyliśmy na litewskich sąsiadów, a dziś – moim zdaniem – reprezentujemy podobny poziom. Jasne – ligowo wciąż nie mamy potentatów i budżetów nawet zbliżonych do tego, czym dysponują Litwini, ale jeżeli chodzi o okienka kadrowe – nasi bałtyjscy bracia mają dziś poważną konkurencje i poważnego rywala, który w to lato znowu postara się utrzeć im nosa! 

Z moją koszykarską generacją zdobywaliśmy już m.in. srebro na EuroBaskecie U20. To był fantastyczny turniej organizowany także po sąsiedzku – w Estonii. Kibice stanęli na wysokości zadania, to chyba jedno z moich najpiękniejszych, reprezentacyjnych wspomnień. W tej drużynie był ze mną m.in. członek pierwszej piątki tamtych mistrzostw, Janis Berzins, z którym zaraz spotkamy się w rywalizacji Legia-Górnik, Kaspars Vecvagars, którego na pewno kojarzą kibice ze Szczecina, a który dziś jest już trenerem, Andrejs Grazulis, Ingus Jakovics – ich kariery po tamtym turnieju też pięknie się potoczyły.

Ja potem również łapałem się do rotacji seniorskich, grałem kwalifikacje do igrzysk, do ME, do MŚ, również te ostatnie – z kompletem fanów na trybunach, więc cieszę się, że przyczyniliśmy i przyczyniamy się do ciągłego rozwoju koszykówki na Łotwie. 

Na kolejne rozwojowe kroki pracujesz teraz także dla koszykówki w Warszawie. Przed tobą ćwierćfinałowa seria z Górnikiem, drużyną, której największą siłą wydają się jej utalentowane indywidualności. Czego możemy spodziewać się po tej serii?

Na pewno trudno gra się przeciwko ekipom, które forsują indywidualne zagrania i nie mają utartych schematów, ale z drugiej strony – każdy gracz takiego teamu ma już swoje sprawdzone, ulubione tendencje, więc naszą rolą było nauczenie się ich i konsekwentne wyciąganie wniosków z każdego kolejnego meczu serii. Czy to będzie Gilbert, czy Gotcher, czy Wyka – chcemy być przygotowani na przewidywanie ich możliwości i kolejnych kroków. Górnik świetnie zakończył sezon zasadniczy, odbili się po chwilowym dołku, wygrali kilka trudnych meczów z rzędu, więc mamy do nich duży szacunek, ale też świadomość, że playoff to szachy, że będzie dużo zmian, że się znamy i wiemy o swoich mocnych stronach. Trzeba będzie się zaskakiwać i nie dać się zaskoczyć, a nade wszystko – mieć w sobie pewność i odwagę do oddawania kluczowych rzutów. Takiej serii się spodziewamy. Jesteśmy na nią gotowi. 

Które z twoich rodzinnych talentów będą w niej dodatkowym atutem? Aktorstwo taty (Aivars Silins to legenda łotewskiego kina – przyp. red.) czy chłodna głowa i taktyka przedsiębiorczyni i polityczki – siostry (Elīna Siliņa to posłanka na łotewski sejm – przyp. red.)? 

Myślę, że trzeba będzie znaleźć w sobie trochę z obojga. (śmiech) I jeszcze łatwość komunikacji brata, który jako dziennikarz odnalazł się w świecie podcastów. Chcę być najlepszą wersją Silinsa, żeby dobrze grać i jak najczęściej wygrywać.

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie