Jovan Novak po raz pierwszy trafił do PLK, gdy miał 21 lat – w sezonie 2015/16 reprezentował barwy Turowa Zgorzelec. Dwa lata później grał jeszcze dla MKS Dąbrowa Górnicza. W zespole z tak dużymi ambicjami jak King jeszcze w Polsce nie grał. Właściwie – nie tylko w naszym kraju. Zdecydowaną większość kariery 30-letni obecnie koszykarz spędził w drużynach, którym bliżej było do walki o utrzymanie w poszczególnych ligach (oprócz polskiej także serbska, adriatycka, niemiecka, czy hiszpańska) niż o medale.
W swoim pierwszy występie w zespole ze Szczecina Novak zaprezentował się bardzo dobrze. Jako klasyczny rozgrywający wprowadził do gry sporo spokoju, a z jego podań od początku korzystali koledzy z zespołu. Isaiah Whitehead trafił pierwsze cztery rzuty z gry (w całym meczu 5/8, 14 punktów i 5 asyst), a nie po raz pierwszy w ostatnim czasie świetnie prezentował się także Kassim Nicholson (16 punktów i 5 zbiórek, 6/7 z gry). Jeszcze skuteczniejszy – właściwie tego dnia bezbłędny – był po atakowanej stronie boiska Szymon Wójcik (18 punktów, 7/7 z gry).
Efekt? Ofensywa Kinga od początku meczu aż do zakończenia trzeciej kwarty lekko unosiła się nad poziomem parkietu. W samej pierwszej połowie gospodarze trafili aż 13 rzutów za 3! Zdobył 29 punktów w pierwszej, 31 w drugiej i 32 w trzeciej kwarcie. Ten popis możliwości ofensywnych wicemistrzów Polski musiał zrobić wrażenie na każdym. Mateusz Kostrzewski, który grał wspólnie z Novakiem już w przeszłości też skorzystał na współpracy z nowym rozgrywającym – wcześniej 17 punktów w tym sezonie jeszcze nie rzucił.
Novak ewidentnie po pierwszych dniach spędzonych w Szczecinie błyskawicznie poczuł się w zespole Kinga komfortowo. Na początku pomeczowej konferencji prasowej zapewniał, że już na koniec sezonu będzie mówił po polsku. Ostatecznie przeszedł na nasz język… już pod koniec tej samej konferencji.
Nie zgadzając się zresztą z własnym trenerem, że pod względem dyspozycji fizycznej w skali dziesięciostopniowej jest już przygotowany na 10.
Dzięki piątkowej wygranej King znacząco zwiększył szanse gry w lutowym turnieju finałowym o Puchar Polski w Sosnowcu. W kolejną niedzielę szczecinianie zagrają w meczu kończącym I rundę rozgrywek z Legią w Warszawie. Nawet ewentualna porażka nie powinna ich wyrzucić poza czołową ósemkę.
– Chcemy tam jednak pojechać i wygrać, by być pewnym awansu, a w Sosnowcu bić się o puchar – zapewnia trener Miłoszewski.
Testowany przez sztab szkoleniowy Kinga Du’Vaughn Maxwell bardziej pomagał w treningach niż walczył o kontrakt w Szczecinie – raczej nie zostanie w zespole. King wciąż szuka jeszcze podstawowego środkowego.
Twarde Pierniki zagrały w Szczecinie jeden z najsłabszych meczów w sezonie. Na początku ostatniej kwarty goście przegrywali aż 71:94. W końcowych minutach zdołali znacząco zmniejszyć straty. Po zmianie stron King trafił już tylko dwie trójki. Ba – oddał jedynie sześć rzutów z dystansu, choć po 20 minutach miał skuteczność marzeń (13/18). .
Najwięcej punktów dla zespołu z Torunia zdobył Viktor Gaddefors (17), a po 15 mieli Barrett Benson (także 9 zbiórek) i Wojciech Tomaszewski. Ekipa prowadzona przez Srdjana Suboticia z bilansem 5-9 straciła nawet matematyczne szanse awansu do turnieju finałowego o Puchar Polski.