Znamienny był obrazek, który mogliśmy w Sosnowcu oglądać w końcówce czwartej kwarty pierwszego meczu ćwierćfinałowego – w pewnym momencie trener ekipy z Lublina Wojciech Kamiński ot, tak złapał piłkę za linią boczną i… rzucił sobie za 3. Cóż, duży luz w grze charakteryzował poczynania drużyny Startu od samego początku starcia z Dzikami. Szczególnie Tevina Browna!
Już po kilku pierwszych minutach meczu przewaga drużyny z Lublina sięgała kilkunastu punktów, a w drugiej kwarcie zbliżyła się do 20 (33:14). Mogło się wydawać, że emocji się nie doczekamy. Dziki nie poddały się jednak bez walki, mocno walczyły pod koszami (15 zbiórek w ataku) i odrobiły straty. W trzeciej kwarcie przez chwilę nawet znalazły się na prowadzeniu. Ostatecznie nie potrafiły jednak zatrzymać nie tylko genialnego Browna (34 punkty, 7./10 za 3), ale także jego Startu. W czwartym kolejnym meczu straciły ponad 90 punktów.
– Przez większość meczu realizowaliśmy założenia taktyczne, a nasza egzekucja była dzisiaj na naprawdę wysokim poziomie. Poza tym gdy trzeba było – trafialiśmy – cieszył się po meczu Brown, który dołączył w trakcie tego sezonu do Startu jako zastępstwo kontuzjowanego Manu Lecomte’a, ale spisywał się na tyle dobrze, że klub przedłużył z nim umowę do końca sezonu.
Tak dobrze jak w czwartek w Sosnowcu 26-letni Amerykanin jeszcze nie grał. Oprócz niego w zespole Startu wyróżnili się bardziej doświadczeni Tyran De Lattibeaudiere (19 punktów, 4 zbiórki) i CJ Williams (11 punktów, 7 zbiórek).
– Dziki odrabiając straty pokazały charakter, ale w końcówce zachowaliśmy więcej zimnej krwi, także dzięki Tevinowi i Manu, którzy trafiali decydujące rzuty. To dla nas jednak nauczka, przypomnienie, że w koszykówkę gra się przez 40 minut – komentował trener Kamiński.
– Straciliśmy nasze DNA, o czym zresztą ostatnio mówił nasz trener. Mogę to tylko powtórzyć. Wszystko budowaliśmy na naszej obronie, która obecnie nie istnieje. Z pewnymi rzeczami, z którymi nie mieliśmy żadnych problemów 1-1.5 miesiąca, temu kłopoty mamy ogromne. Jesteśmy zbyt miękcy w obronie, a przez to mamy problem, żeby dobrze rozpoczynać mecze. Mnóstwo pracy przez nami – mówił po meczu kapitan Dzików Grzegorz Grochowski (3 punkty, 2 asysty).
W jego zespole najwięcej punktów zdobyli Janari Joesaar –18 (miał także 10 zbiórek) i Nikola Radicević – 16 (8 asyst), ale po meczu z obozu warszawskiej drużyny bił duży pesymizm.
– Byliśmy przygotowani na grę Startu na początku meczu, ale jednocześnie też nią zaskoczeni. To ciekawe – mówił trener Szablowski. – Od pewnego czasu próbuję przywrócić swój zespół na dobre tory defensywne, ale z różnych względów. nie jest do łatwe.
Start w sobotnim półfinale Pekao S.A. Pucharu Polski zagra ze zwycięzcą ćwierćfinału Górnik Zamek Książ – Legia.