Strona główna » Górnik i Wyka wciąż śnią swój sen! W sobotę Wałbrzych stawi się w Sosnowcu
PLK

Górnik i Wyka wciąż śnią swój sen! W sobotę Wałbrzych stawi się w Sosnowcu

0 komentarzy
Czasami naprawdę wszystko co najważniejsze w koszykówce sprowadza się do jednej akcji – i to wcale niekoniecznie tej na końcu meczu. W kluczowej w drugim ćwierćfinałowym meczu turnieju o Puchar Polski Dariusz Wyka ograł pod koszem Legii EJ Onu i to zespół z Wałbrzycha wygrał 73:72, zapewniając sobie grę w sobotnim półfinale. Sosnowiec szykuje się na najazd kibiców Górnika.

Piękny sen wałbrzyskiego beniaminka trwa w najlepsze. Górnik, aktualnie trzeci zespół w tabeli Orlen Basket Ligi, czwartek wdarł się także do pierwszej czwórki rozgrywek o Puchar Polski. Podopieczni Andrzeja Adamka rozpoczęli ćwierćfinał z Legią słabo i w drugiej kwarcie przegrywali nawet kilkunastoma punktami. Jeszcze na początku czwartej – gdy w grze utrzymywały ich głównie akcje izolacyjne Ike’a Smitha (18 punktów, 8/18 z gry) – wydawało się, że wałbrzyszanom zabraknie sportowych argumentów, by po raz drugi w tym sezonie pokonać Legię.

Sześć minut przed końcem po punktach lubiącego fizyczną walkę dobrze spisującego się skrzydłowego Legii Aleksy Radanova (13 punktów, 4 zbiórki w 20 minut) Legia prowadziła 67:60. Górnik szybko odpowiedział jednak 10 szybkimi punktami swojego amerykańskiego tercetu graczy obwodowych i objął prowadzenie 70:69. O punkty w samej końcówce obu drużynom było już nieprawdopodobnie ciężko. Najłatwiejsze – jak się później okazało właściwie na wagę zwycięstwa – zdobył niezawodny w tym sezonie Dariusz Wyka (5 punktów, 9 zbiórek), wygrywając podkoszową walkę z EJ Onu niespełna trzy minuty przed końcową syreną.

Środkowy Legii (3 pkt i 2 zbiórki w trakcie 14 minut) nie po raz pierwszy w tym meczu przegrał z polskim weteranem walkę o zajęcie dobrej pozycji pod koszem. Był tym faktem ewidentnie zrezygnowany. Choć Onu pod kątem średniej liczby bloków na mecz jest najskuteczniejszym graczem PLK, nawet nie podjął próby zablokowania rzutu Wyki…

W ostatniej akcji meczu, tuż przed końcową syreną piłka po rzucie Andrzeja Pluty (15 punktów, 8 asyst) zatańczyła na obręczy, lecz ostatecznie do niej nie wpadła.

– Szczęście było po naszej stronie. Mam nadzieję, że w sobotę będzie podobnie. Czapki z głów przed naszymi kibicami, to im dedykujemy to zwycięstwo. Robią niesamowitą robotę. Mam nadzieję, że jeszcze liczniej przyjadą w sobotę – mówił Wyka.

Faktycznie – nie będziemy szczególnie zdziwieni, jeśli w trakcie sobotniego meczu półfinałowego ze Startem (godz. 15) jeden z sektorów za koszem w sosnowieckiej hali wypełni się w całości kibicami z Wałbrzycha. Górnik staje przed historyczną szansą awansu do wielkiego finału. W tym sezonie już dwa razy pokonał zespół z Lublina.

– Nasz rywal zdobył 28 punktów w pierwszej połowie i 45 w drugiej. W defensywie graliśmy bardzo dobrze, ale tylko na początku meczu – narzekał trener Legii Ivica Skelin. – Zagraliśmy przeciwko Górnikowi lepiej niż w poprzednim meczu z tą zespołem, ale to nie wystarczyło. Musimy to zaakceptować i pracować dalej. Możemy być dla rywali niewygodnym rywalem w playoff, stać nas na lepszą grę niż w tym meczu – zapewniał Chorwat.

– Głowa jest kluczem do sukcesu, ona nawet choroby nieuleczalne czyni wyleczalnymi. Kluczem do naszych sukcesów jest jedność, my właściwie oddychamy jak jedno ciało – opisywał obrazowo atuty swojego zespołu trener Adamek, trener półfinalistów Puchar Polski. – w naszej drużynie zebrała się grupa ludzi, która chce trenować, grać i wygrywać. Ciężko prorokować co będzie dalej, lecz będziemy walczyć o to, by jak najlepiej sezon. Jesteśmy wdzięczni koszykarzom za ten sukces, bo pokonanie po raz drugi Legii w jednym sezonie to jest sukces. Nie planujemy żadnych zmian personalnym w składzie – zapewniał szkoleniowiec z Wałbrzycha.

Dla jego zespołu najwięcej punktów w meczu z Legią zdobył ostatecznie Alterique Gilbert (20, 5 asyst). Toddrick Gotcher miał tym razem problemy ze skutecznością (2/9 z gry, 9 punktów). W Legii 16 punktów zdobył Kameron McGusty, choć tym razem nie trafił ani razu z dystansu (0/5 za 3).

– Skoro nam jako Legii nie udało się obronić pucharu, to życzę Darkowi Wyce i Grzegorzowi Kulce, by oni go ponownie zdobyli – mówił Michał Kolenda, który w czwartek zdobył dla Legii 6 punktów o swoich niedawnych kolegach klubowych z warszawskiego zespołu.