Strona główna » Karolak: Anwil wgniótł Śląsk w ziemię, ale gdzie jest granica upokarzania? Tak hartuje się Stal!
PLK

Karolak: Anwil wgniótł Śląsk w ziemię, ale gdzie jest granica upokarzania? Tak hartuje się Stal!

0 komentarzy
„Spodziewaj się niespodziewanego” – to naprawdę powinno być hasło reklamowe PLK! Sam nie spodziewałem się aż tak dużego lania Śląska we Włocławku, ani tego, że Jordan Watson we wtorek opuści Arkę, by już w niedzielę do niej wracać. Rozgrywkami dyryguje chaos, którego uosobieniem są rzuty wolne Geoffreya Groselle’a – raz niedolot na metr od kosza, po chwili uderzanie godne drwala – w tablicę! Poziom sportowy pomińmy, idzie playoff, więc skupmy się na emocjach. W PLK gwarantowane!

Dziki Warszawa – Orlen Zastal Zielona Góra 83:85

Nie wiem o czym myślał Denzel Andersson w niezrozumiałej w jego wykonaniu końcówce czwartkowego meczu. Nie wiem też czy siłę rozpędu drużyna z Warszawy dotoczy się do playoff. W starciu z Zastalem wyglądała bardzo słabo i gdyby rzutem na taśmę zgarnęła dwa punkty, moglibyśmy mówić o pewnej niesprawiedliwości. 

Ekipa gości była tego dnia po prostu lepsza. Wciąż ma do Dzików dwa punkty straty. Ma jednak też korzystniejszy terminarz i wygrany dwumecz. Czy jeśli ostatecznie Zastal kosztem Dzików zamelduje się w play-in będę zdziwiony? Niekoniecznie. 

Nigdy szczególnie mocno nie ukrywałem pewnego sentymentu do Dzików, ale nie ma co zaklinać rzeczywistości – ten sezon w ich wykonaniu jest po prostu nieudany. Mimo zwiększonego budżetu już teraz przegrali o jeden mecz więcej niż w poprzednim. Zabrakło im chyba jednak jeszcze trochę więcej cierpliwości, lub po prostu – dobrego wyboru gracza na pozycję nr 1 jeszcze w letnim okienku transferowym. Nikola Radicević w czwartek sprawiał wrażenie, jakby był poza drużyną. Nie dziwię się trenerowi Szablowskiemu, że dużo chętniej korzystał z Grzegorza Grochowskiego

Arriva Twarde Pierniki Toruń – AMW Arka Gdynia 96:94

Pomysł ponownego sprowadzenia Jordana Watsona w reakcji na kontuzję Łukasza Kolendy to są po prostu jakieś koszykarskie jaja. Nie wiem czy trener Arki Nikola Vasilev chce być traktowany poważnie, ale po tej akcji już w PLK raczej nigdy nie będzie. Bez względu na to czy uda mu się ostatecznie uratować ligowy byt drużyny czy nie. Przecież tego typu akcja pod względem mentalnym, biorąc pod uwagę jak problematycznym do prowadzenia graczem był Watson, może mentalnie kompletnie rozłożyć szatnię drużyny. Na łopatki. 

Kibice z Gdyni nie powinni jednak tracić nadziei. Po pierwsze – ich drużyna ma wciąż dwa mecze we własnej hali. Po drugie – ten ostatni gra z GTK. Po trzecie – ma w składzie Nemanję Nenadicia. Serb wobec braku Kolendy na pewno weźmie odpowiedzialność za grę zespołu na siebie. To nieprzęcietny koszykarz i wspólnie ze Stefanem Djordjeviciem może uratować PLK dla Gdyni. Czy Watsonem, czy bez niego? Bez różnicy. 

Pisałem już kiedyś, że bardzo cenię warsztat trenerski Srdjana Suboticia. Po tym, jak walczy obecnie o miejsce nawet w Top6 PLK, wystawiając do gry Pawła Sowińskiego czy Ignacego Grochowskiego – cenię tego Chorwata jeszcze bardziej!

Anwil Włocławek – WKS Śląsk Wrocław 97:70

Mecz się odbył, a wygrała go drużyna zdecydowanie lepsza”. 

Czy wynik i przebieg walki w Świętej Wojnie PLK mnie zdziwiły? 

Wynik lekko tak. Aż takiej przepaści miedzy tymi zespołami nie ma, ale trzeba pamiętać, że Śląsk wciąż gra bez dwóch rozgrywających. Przy okazji nie warto jednak zapominać, że Marcel Ponitka klasycznym rozgrywającym jednak nie jest. 

Przebieg walki zdziwił mnie nieco mocniej. Bardziej spodziewałem się przewagi Anwilu na obwodzie, a tymczasem lider PLK zmasakrował rywala pod koszem. Punkty zdobyte spod obręczy wygrał aż 62:34, nokaut, Anwil wgniótł Śląsk w ziemię. Emmanuel Nzekwesi to fajny gracz, jego linijka statystyczna na 15 punktów i 11 zbiórek też wyglądała w piątek przyjemnie, ale już jakiś czas temu studziłem wielkie nadzieje wrocławskich kibiców związane z tym koszykarzem. Zdania nie zmieniam – Nzekwesi jest zbyt wolny i za niski, by robić różnicę w lidze takiej jak PLK w starciach z najlepszymi drużynami. Jeśli dodać do tego Ajdina Penavę, który jest graczem defensywnie ułomnym i wolnego DeJona Davisa, który w ciągu 22 minut notuje jedną zbiórkę – to okazuje się, że wrocławianie nawet jeśli zasypią dziurę na pozycji rozgrywającego, mogą mieć wciąż duży problem w starciach z zespołami ponadprzeciętnymi. 

Rozumiem, że trener WKS Aristeidis Lykogiannis ma mało czasu, by zbudować zespół na własną modłę, a kontuzje mu nie pomagają i musi się chwytać różnych sposobów. We Włocławku podczas tyrady w kierunku Adama Waczyńskiego trochę jednak, moim zdaniem, się zagalopował. Hasło „skoro nie bronisz i nie trafiasz otwartej trójki, to po co mam cię trzymać na boisku” w kierunku do „Wacy” było mocne. Nie, nie jestem zwolennikiem świętych krów w żadnej drużynie. Grek to jednak raczej doświadczony szkoleniowiec, pewnie prowadził już nieraz drużynę w meczach, gdy nad jego głową w trakcie przerw wisiał telewizyjny mikrofon. Powinien go zauważyć i lekko temperować emocje. 

Ale może Grek ma swój plan? Może jego bezceremonialne traktowanie „Wacy”, czy hasła o „upokarzaniu” kierowane później do wszystkich koszykarzy przyniosą skutek?

Żeby była jasność – Adam Waczyński nie był sprowadzany do Śląska jako superdefensor, ale styl w którym dał się minąć Kamilowi Łączyńskiemu w akcji, o którą pretensje miał do niego trener był słaby. Kompletne rezygnowanie ze strzelca po pierwszym przestrzelonym przez niego w meczu rzucie czasami bywa jednak pomysłem… przestrzelonym. 

Górnik Zamek Książ Wałbrzych – Trefl Sopot 83:75

Można sobie żartować, że Żan Tabak przegrał przez brak konsekwencji – poprzednie mecze wygrał, nie wystawiając do gry Jarosława Zyskowskiego juniora. Gdy do reprezentanta Polski wrócił, przegrał. 

Tak serio – czułem, że ten mecz tak się skończy. Górnik zbyt wiele dość wyrównanych meczów ostatnio przegrał, by w końcu jakiegoś nie wygrać. Fakt, że do zwycięstwa poprowadził go Janis Berzins dobrze świadczy o cierpliwości Andrzeja Adamka. Łotysz zwykle wykonuje mnóstwo brudnej, niekoniecznie widocznej roboty i zasłużył na taki jeden mecz w sezonie. 

Jeszcze a propos braku konsekwencji trenera Tabaka… Skoro Geoffrey Groselle nie ma szans w „normalny” sposób trafiać wolnych – a ewidentnie nie ma, skoro spudłował 50 z 71 w sezonie – niechby rzucał je o tablicę. Przynajmniej koledzy mieliby szanse walczyć o zbiórkę, a tak – jak w Wałbrzychu piłka po jego rzutach = atakuje reklamy Suzuki, ale nie te na tablicy, tylko te na parkiecie, wyznaczające „pomalowane”. 

Energa Icon Sea Czarni Słupsk – PGE Start Lublin 79:56

Wstyd, wstyd, wstyd – nie zwykłem zbyt często epatować tym słowem, ale po występie Startu w Słupsku jednak ciśnie się na usta. Tu naprawdę nie ma nawet czego analizować. Start wciąż występuje w roli Robin Hooda i często zabiera punkty silniejszym od siebie, a oddaje słabszych. 

Inna sprawa czy na koniec sezonu zasadniczego okaże się wciąż lepszy od Czarnych. Tu wszystko jest otwarte.

PGE Spójnia Stargard – MKS Dąbrowa Górnicza 74:79

To 0-17 z końcówki meczu może być w Stargardzie pamiętane bardzo długo. Nie mam pojęcia co się wówczas wydarzyło z zespołem Spójni, ale wiem, że ona nie ma nawet zrębów zespołu. Kolejne zmiany trenera w niczym nie pomogły. Drużynie brakuje konsekwentnego pomysłu na grę, ale właściwie trudno by było inaczej, skoro o jego obliczu decydują amerykańscy gracze, którzy dołączyli do składu niedawno, wspierani przez trenera, który dołączył… jeszcze później niż oni. 

Natomiast osoba, która jest odpowiedzialna za to, że w klubie ze Stargardu znalazł się zawodnik Isiah Ross powinna się czerwienić ze wstydu. Cały sztab szkoleniowy powinien się czerwienić! W końcu to jego decyzją ten gracz w końcówce przebywał na boisku i najpierw odpalił rzut z ósmego metra, a później zrobił wszystko by przeciskać się… pod zasłoną, przy decydującym trafieniu Cobe Williamsa. 

11 asyst i 16 strat Spójni mówi o organizacji gry tego zespołu wszystko. Tylko 3 rzuty z gry Kacpra Borowskiego, który przecież tak ładnie odpalił na 18 punktów w poprzednim spotkaniu z Kingiem dopełniają obraz bezładu. 

Legia Warszawa – GTK Gliwice 84:87

Po 26-punktowej wygranej w pierwszej połowie goście powinni dowieźć do końca pewniejsze zwycięstwo. Mario Ihring kompletnie zdominował Andrzeja Plutę na oczach Igora Milicicia

Nad Legią nie będę się dłużej znęcał, dodam tylko trzy spostrzeżenia:

– Pluta wciąż musi pracować nad swoją selekcją rzutową, mocno 

– na wymianie Jawuna Evansa na Keifera Sykesa Legia wyszła jak Zabłocki na mydle – gracz, z którym rozpoczynała rozgrywki w większym stopniu przypominał rozgrywającego

– ciężko mi sobie wyobrazić tak nierówno grającą Legię, wygrywającą serię playoff. Dopóki nie trafi w 1/4 finału na Start. 

Żeby nie było nieporozumień – z drugiej strony ciężko mi także sobie wyobrazić wygrywający serię playoff Start. Dopóki nie trafi w 1/4 finału na Legię. 

Drużyny z Warszawy i Lublina są zdecydowanie najbardziej nieodgadnionymi w tej kompletnie zwariowanej PLK. W playoff ich chimeryczność może zostać jednak wypunktowana. 

King Szczecin – Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski 100:104 (po dogrywce)

Hasło „tak hartuje się Stal” nabiera nowego znaczenia. Jeśli ekipa Andrzeja Urbana, po tym wszystkim co przeszła w tym sezonie – przede wszystkim tej niekończącej się pladze kontuzji – ostatecznie awansuje kosztem Dzików do fazy play-in… Nie chciałbym później na nią trafić. Koszykarze z Ostrowa niewiele już w tym sezonie muszą, a – choć skład mają wąski – całkiem niemiało mogą. W rywalizacji, gdzie o wszystkim decyduje tylko jeden mecz mogą być szalenie groźni.

King? Właściciel wicemistrzów Polski Krzysztof Król to nieszablonowy gość. Powinien oficjalnie zwrócić się do władz PLK z wnioskiem, aby jego zespół wszystkie mecze rozgrywał na wyjeździe. W Netto Arenie od momentu, gdy klub w czerwcu 2023 świętował swój jedyny w historii tytuł mistrzowski zespół Arkadiusza Miłoszewskiego kompletnie sobie nie radzi.

Nie wiem czy King ostatnio przegrywa ze względu na brak dostępności swojej hali w terminarz przeznaczonych na pierwsze mecze I rundy playoff, ale wiem, że o jego być albo nie być w sezonie może zadecydować stan kostki Jovana Novaka. Miejmy nadzieję, że to było tylko lekkie podkręcenie.