poniedziałek, 12 stycznia 2026
Strona główna » Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz? Co za bzdura!

Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz? Co za bzdura!

0 komentarzy
Chwilę przed rozpoczęciem występu reprezentacji Polski w EuroBaskecie 2025 Aleksandra Samborska rozmawia z psychologiem sportowym Janem Beneszem. Nie tylko o tym jak z dużymi oczekiwaniami mogą sobie radzić nasi koszykarze oraz ich kibice. Także o wyzwaniach towarzyszących obecnie wychowywaniu młodych sportowców.

Aleksandra Samborska: Czy bez przygotowania mentalnego jest dziś możliwa wielka sportowa kariera?

Jan Benesz: Posłużę się metaforą, którą przeczytałem u Pawła Habrata (psycholog sportu współpracujący m.in. ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce i Polskim Związkiem Tenisowym – przyp. red.) – ze sportowcem jest tak naprawdę jak ze stołem. Są cztery nogi, które muszą być solidne, żeby stół równo stał. Te cztery nogi to odpowiedniki czterech obszarów pracy: przygotowania technicznego, fizycznego, taktycznego i mentalnego. Żeby grać na odpowiednim poziomie trzeba mieć te cztery nogi w pełni sprawne. 

Na przestrzeni lat obserwowaliśmy wielu zawodników z kosmicznymi warunkami fizycznymi, olbrzymim skillem koszykarskim, ale nie dojeżdżała za tym głowa. Jestem zdania, że w baskecie punktem wyjścia jest i będzie przygotowanie fizyczne i techniczne, bo co komu po zabójczym mentalu i wybitnym boiskowym IQ, jeśli nie będzie miał siły rzucać do kosza? Jeśli jednak przyjrzymy się sylwetkom bardzo dobrych graczy – np. z Euroligi – to tam wszyscy świetnie grają, są szybcy, perfekcyjnie rozumieją, co się wokół nich dzieje… To co odróżnia bardzo dobrych od najlepszych – to właśnie ich głowa. 

Celny rzut to też głowa? Podobno Geoffrey Groselle na treningach w poprzednim sezonie trafiał większość osobistych!

Akurat w wolnych kluczowe są też technika i aspekt fizyczny, ale w kwestii celności faktycznie to głowa robi najważniejszą robotę. Zawodowcy na treningach lekko trafiają po 8/10, 9/10 rzutów z linii. W warunkach niemeczowych profesjonalni gracze będą trafiać bez problemu, ale kiedy dochodzi duże obciążenie psychiczne, to właśnie głowa nie pozwala prezentować umiejętności techniczno-fizycznych w trakcie spotkań.   

Kluby koszykarskie w Polsce coraz częściej zatrudniają psychologów?

Współpracują z nimi, ale nie na zasadzie zatrudniania psychologa w sztabie szkoleniowym, co staje się coraz powszechniejszą praktyką w innych dyscyplinach. W piłkarskiej Bundeslidze jest to już nawet wymóg licencyjny!

Mam nadzieję, że w koszykówce pójdziemy za tym światowym trendem i że psychologowie pokonają drogę np. trenerów przygotowania fizycznego. Przecież jeszcze nie tak dawno przygotowanie do sezonu opierało się na obozach w górach, gdzie kadra biegała ze swoim coachem. Teraz główni trenerzy mają specjalistów od różnych obszarów i wydaje mi się, że kwestią czasu jest, żeby do zespołów na stałe dołączył psycholog.

Często słyszymy w wypowiedziach pomeczowych, że zawiodła głowa, że to nie był ten mental, że zabrakło zimnej krwi i koncentracji… 

To są elementy, nad którymi skupiasz się podczas sesji ze swoimi zawodnikami i zawodniczkami?

Też. Współpracę zaczynamy od zbudowania relacji, bo cała filozofia mojej pracy opiera się na dotarciu do drugiego człowieka. Czasem zwykła rozmowa z kimś, kto spojrzy na treningi, mecze, czy cały sezon z boku bywa pomocna. Następnie ustalamy cele – niektórzy chcieliby się przełamać i podejmować większą liczbę rzutów, inni chcą grać z większą odwagą albo poradzić sobie w relacji z trenerem czy z presją kibiców. Moim zadaniem jest przygotowanie takiego planu pracy, który umożliwi nam osiągnięcie tych celów. W idealnym świecie możliwie jak najszybciej, ale nigdy się nie kieruję czasem, bo według mnie to jest nieskończona praca. Trochę tak jak z siłownią. 

Z siłownią?

No tak. Nie możemy zrobić siłki na zaś, że będziemy przez rok chodzić codziennie, żeby potem powiedzieć, a dobra – teraz przez dwa lata już nie muszę, już wszystko jest jak należy. To jest coś, co trzeba stale pielęgnować, tylko dzięki temu wciąż można się rozwijać. Pracuję z zawodnikami i zawodniczkami z różnych szczebli. W społeczeństwie wreszcie przebiliśmy mur pt. do psychologa udają się osoby słabe, a sportowiec, który decyduje się na taką pomoc ma ze sobą problem. Stwierdzenie „pracuję z psychologiem” jest dziś czymś zupełnie naturalnym. I neutralnym.

Czyli poza aspektami sportowymi skupiacie się też na tematach niezwiązanych z przygotowaniem koszykarskim?

Przede wszystkim jestem psychologiem, więc nie chcę się zamykać z moimi klientami wyłącznie na sport. Nie mogę! Nie da się rozdzielić ciebie jako zawodniczki i ciebie jako koleżanki z drużyny. Jesteś jedną osobą, pokłócona z kimś bliskim, zestresowana sprawami pozaboiskowymi. To wszystko może być widoczne w twojej grze, a kibicom wciąż zdarza się patrzeć na graczy przez pryzmat poszczególnych meczów. Przecież to nie jest tak, że mecze to jedyne co się w życiu tych ludzi dzieje. 

A jednak są koszykarze, po których tych stresów nie widać, którzy od lat zajmują miejsce na szczycie, których uwielbiamy i podziwiamy non stop – co ich wyróżnia?

Na pewno wysoki poziom odporności psychicznej, którą rozumiemy jako umiejętność pokazywania pełni swoich możliwości w warunkach wysokiej presji. Jak wygląda większość końcówek w meczach playoff na styku? Ostatnie minuty to są izolacje, gdzie piłkę ma dwóch, trzech zawodników. Sety, założenia taktyczne przestają mieć znaczenie, dominuje granie jeden na jeden. Mistrzowski Trefl miał tak z Jakubem Schenkiem. W zeszłym sezonie wiele podobnych meczów zagrał w jego barwach Nick Johnson. 

Na pewno pomagają naturalne cechy przywódcze, które czasami widać już od wieku przedszkolnego, z taką charyzmą czy aurą się po prostu rodzimy. Nie chcę jednak spłycać tego wyłącznie do czynników biologicznych. To są umiejętności, a umiejętności mają to do siebie, że można je wytrenować. I nawet jeżeli ktoś nie ma jakiejś zabójczej odporności psychicznej czy szeroko pojętej pewności siebie, to nad tym można pracować ze specjalistą.

A co z koncentracją? 

Jest wiele ćwiczeń i technik, które można wykonywać w gabinecie. Jedną z nich jest trening wyobrażeniowy. To forma pracy, podczas której zawodnik zamyka oczy i odtwarza w głowie sytuacje meczowe bądź treningowe – tak, jakby właśnie w nich uczestniczył. Brzmi prosto, ale dobrze poprowadzony trening wyobrażeniowy potrafi bardzo mocno podnieść poziom koncentracji i ogólnej gotowości do gry. W gabinecie pracujemy nad tym, żeby zawodnik potrafił skupić się na konkretnym obrazie, konkretnej akcji czy emocji, a potem – żeby potrafił to przenieść na boisko. To taki mentalny powrót do sytuacji, które już znasz, ale w kontrolowanych warunkach. To naprawdę działa. Tylko trzeba pamiętać, że na sesji z psychologiem koszykarz jest załóżmy raz w tygodniu przez godzinę i z tego też zapewne tylko część czasu poświęcona będzie koncentracji. Te ćwiczenia są bardzo ważne, ale według mnie ważniejsza jest praca poza gabinetem. 

Jaka praca?

Jan Benesz podczas swoich warsztatów fot. Krzysztof Polaczyk

Idąc na spacer psem – zostawiam telefon w domu. Kiedy chcę poczytać to czytam – bez telefonu. Chcę obejrzeć serial? Nie patrzę w telefon! To wszystko brzmi groteskowo, ale w dzisiejszych czasach obejrzenie meczu bez scrollowania jest wyzwaniem dla nas wszystkich. Oglądam sport, a mój mózg domaga się sprawdzenia mediów społecznościowych.

Starajmy się wprowadzić zasadę: jedna czynność na raz, czy to jest mycie zębów czy oglądanie meczu. Tak, żeby odbodźcować nasz mózg i przywrócić go poniekąd do stanu, w którym potrafi skupić się na wykonywaniu jednej konkretnej czynności w danym czasie. 

Mecz ma bardzo dużo bodźców. Muzyka, światła, ludzie dookoła, a koszykarz musi się skupić w stu procentach na boisku. Jeśli jego koncentracja życiowo jest na niskim poziomie, to siłą rzeczy ciężko będzie mu przez 2 godziny być głową tylko w meczu. Pracując z zawodnikami nie skupiam się na tym, żeby nie gubili koncentracji – to jest niemożliwe. Odlatują tak samo jak my w pracy przy biurku, pojawiają się myśli o dzieciach, o zakupach. Sztuką nie jest nie gubić koncentracji tylko jak najszybciej wrócić do tego pożądanego stanu, kiedy nasza uwaga jest skierowana na to, co jest istotne w danym momencie – na przykład mecz. Stąd wskazówki związane z telefonem – jestem z psem na spacerze, wyciągam telefon, żeby sprawdzić Instagrama – łapię się na tym i chowam telefon, bo to nie jest mi teraz potrzebne, teraz jest spacer. 

Nasza koncentracja jest dziś bardzo osłabiona, co widoczne jest szczególnie u dzieci i młodych koszykarzy z „pokolenia smartfonów”.

Z najmłodszymi od kilku lat spędzasz każde wakacje. Skąd ta determinacja, żeby całe lato spędzać na obozach koszykarskich?

Nie ukrywam, trochę zazdroszczę tym młodym, że mają możliwości trenowania z zawodowcami z PLK. Kiedyś dałbym wszystko, żeby na kolonię przyjechał do mnie np. Goran Jagodnik! (śmiech) Jeszcze podczas studiów psychologicznych skontaktowałem się ze Stowarzyszenia Trefl Pomorze – organizatorami Players Camp, gdzie działa Kacper Lachowicz. 

„Kacpa” jest osobą, która ma ogromny wpływ na moją ścieżkę zawodową, był na moim pierwszym warsztacie, poprosiłem go, żeby się zorientował, czy inni organizatorzy obozów nie chcieliby ich rozbudować o takie zajęcia. Powiedziałem, że niczego nie oczekuję, że najpierw chcę tylko przyjechać i zobaczyć, czy mogę pomóc.

„Kacpa” w tej samej sekundzie wyjął telefon i zadzwonił do Davida Brembly’ego, przez Davida trafiłem do Filipa Matczaka, a przez Filipa Matczaka do Krzyśka Sulimy i tak odwiedzam kolejne obozy, gdzie dzieciaki mają naprawdę kosmiczne warunki do koszykarskiej pracy. Dzięki pasji, którą zaraził mnie tata, który zabierał mnie na mecze Lechii i Trefla zanim dobrze nauczyłem się chodzić, ja też dorastając uprawiałem sport i jeździłem na obozy. Pamiętam, ile radości i motywacji z nich czerpałem, dlatego dziś chcę przekuć swoją wiedzę w sportowy bodziec dla tych dzieciaków.

Jak wyglądają twoje zajęcia na obozach koszykarskich?  

Na turnusie robimy wprowadzenie, czym jest psychologia sportu, mamy warsztaty dedykowane rzutom wolnym, stworzyłem też Mentalny Kodeks Sportowca – zbiór zasad, których wprowadzenie ma za zadanie pomóc młodym sportowcom. 

Te moje zajęcia często przybierają formę luźnych rozmów, nie analizujemy definicji emocji, ale rozmawiamy o nich. Dzieciaki się otwierają, dużo ułatwia im, kiedy trudne rzeczy nazywane są prosto. Zachowując odpowiednie proporcje staram się ich traktować jak dorosłych. Bardzo dużo rozmawiamy i wymieniamy się poglądami. Widze, ze wśród nastolatków jest bardzo duża potrzeba bycia wysłuchanym.

Bardzo podoba mi się trend, zgodnie z którym wiele obozów poświęca ogrom uwagi na zachowania pozaboiskowe. Na mówienie dzień dobry i do widzenia, sprzątanie swoich rzeczy, przytrzymanie drzwi – celem jest, żeby dzieciaki rozwijały się nie tylko jako koszykarze czy koszykarki, 

Jako społeczeństwo jesteśmy koszmarnie uzależnieni od telefonów, dlatego np. na Players Camp trenerzy ograniczają dzieciom czas z telefonami do 30 minut dziennie. Możesz sobie wyobrazić, jaki początkowo jest to szok dla nastolatków, ale już po kilku dniach można od nich usłyszeć, że w zasadzie żyje im się w ten sposób całkiem dobrze! Głowa jest spokojniejsza.

Te uzależnienia od telefonów są bardzo widoczne?

Tak i mają poważne skutki. Media społecznościowe uruchamiają u nas zabójczy mechanizm ciągłego porównywania się – niezależnie czy mówimy o dzieciach czy dorosłych. Zawsze ktoś ma lepsze auto, lepszy zegarek, czy nawet partnerkę albo akcje w meczach.

Niestety mamy tendencję do porównywania całego swojego życia do tych wycinków, a to są koszmarne bzdury, bo każdy z nas, jeśli jest bardzo aktywny w tych mediach to pokazuje te fajne momenty – ciekawe wyjazdy, wieczorne kolacje, a nie wieczory zwątpienia, kiedy nie wiem co zrobić z tym swoim sportowym życiem.

Jesteśmy wobec siebie bardzo nie fair, bo porównujemy całych siebie – ze wszystkimi problemami – do sekundowych wycinków z Internetu. Badania jasno pokazują, że jest silna korelacja między korzystaniem z mediów społecznościowych a zaburzeniami lękowymi i depresyjnymi. Ja jestem zdania, że media społecznościowe same w sobie nie są złe. Chodzi o sposób, w jaki z nich korzystamy.

Wielu zawodników na czas wyzwań całkowicie odłącza się od Internetu. Przed nami największa koszykarska impreza ostatnich kilkunastu lat – EuroBasket niesie ze sobą olbrzymią dawkę presji. Jak sobie z nią radzić?

Turniej z reprezentacją to już zupełnie inna historia niż cały sezon. Na dyspozycję na EuroBaskecie nakłada się mnóstwo czynników – musisz jednocześnie trafić z formą fizyczną, psychiczną i koszykarską. Grupa musi też chcieć żyć razem. Przecież oni przebywają ze sobą już od wielu tygodni po całym sezonie grania.

Jasne, na Polakach nie ma aż tak dużej presji wynikowej jak np. na Serbach, ale z pewnością koszykarze odczuwają presję wewnętrzną – sami wymagają od siebie wiele. To najlepsi polscy zawodnicy, a więc naturalnie cechuje ich wielka ambicja. 

Jak uwolnić głowy? Trzeba spróbować zaprzyjaźnić się z presją. Na pewno każdy zawodnik będzie ją odczuwać w mniejszym lub większym stopniu, przed nimi dużą impreza, w dodatku w swoim kraju. Lubię powiedzenie, że presja jest jakąś formą przywileju, ponieważ często to oznacza, że przed nami duże wydarzenie. 

Mimo wszystko warto też zachować pewną formę dystansu. To jest jeden turniej, czasowe obciążenie, impreza zaraz się skończy, a życie, niezależnie od wyniku, będzie się toczyło dalej. Jest powiedzenie w sporcie, którego bardzo nie lubię, a mianowicie „jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz czy twój ostatni turniej”. Co za bzdura! Nie możemy oceniać kilkunastu lat poświeceń i ciężkiej pracy, przez pryzmat tygodnia czy dwóch. Niezależnie od wyniku, złego bądź dobrego, świat się dalej będzie kręcić i dalej trzeba będzie robić swoje.

Życie koszykarza jest jak moneta – po jednej stronie wielkie imprezy, splendor, pieniądze, popularność, a po drugiej te ciągłe przeprowadzki, krytyka kibiców, nie tylko w Internecie… Staram się wpajać moim zawodnikom i zawodniczkom, żeby przywiązywali uwagę tylko do opinii osób, które życzą im dobrze, które wiedzą, że chcą dla nich dobrze. Wtedy mamy taki filtr opinii – o, ta osoba chce dla mnie dobrze, jest kimś bliskim, zna mnie, a ta osoba jest zupełnie obca. Nawet jeśli obraźliwe słowa mnie zabolą to wiem, że opinia tej osoby nie powinna być dla mnie znacząca. 

Pozwólmy sobie na niebycie perfekcyjnym. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy pełne prawo popełniać błędy, zagrać słabsze mecze czy nie trafiać do kosza. Niepowodzenia są naturalnym elementem sportu i próba ich pełnego wyeliminowania na pewno skończy się… niepowodzeniem. 

Nowe zmagania czy nowe wyzwania są często trudnym doświadczeniem dla sportowców, które wiążą się z niepokojem, nerwami czy stresem i to wszystko jest zupełnie w porządku. Takim przykładem może być wyjazd do zagranicznej ligi czy nowy kontrakt w lepszym zespole w tej samej lidze. Bardzo często takie kroki wiążą się z wychodzeniem ze swojej strefy komfortu, a ten proces przeważnie bywa mało… komfortowy. Ale to dobrze. To znak, że się rozwijamy i idziemy do przodu. Po drugie, mimo wszystkich trudności i wyzwań, z jakimi wiąże się wyczynowy sport, musimy pamiętać o tym, że bardzo często jest to nasza pasja, a nawet miłość. I jasne, z biegiem czasu koszykówka staje się pracą, a proza codzienności często trochę zabija tę młodzieńczą zajawkę, ale to właśnie naszym zadaniem jest, żeby pamiętać dlaczego „mały ja” zaczął uprawiać daną dyscyplinę i gdzieś tam cały czas dbać o to nasze wewnętrzne dziecko. Zawsze zachęcam sportowców do cieszenia się tym co robią, bo wykonują trudną, ale naprawdę fantastyczną pracę.

OK, wiem już jakie wskazówki sportowy psycholog może mieć dla graczy szykujących się do nowych zmagań. A jakie może mieć dla pełnych nadziei – także przed EuroBasketem 2025 – polskich kibiców?  

Powinni przede wszystkim pamiętać, że sportowiec to także – i to w pierwszej kolejności – człowiek, który miewa lepsze i gorsze dni. Fakt że ktoś nie trafił do kosza czy źle podał piłkę, nie daje innym przyzwolenia na wyzywanie. Sport to ogromne emocje, ale jeżeli skupimy się mocniej na emocjach pozytywnych, niż na negatywnych, to wszystkim nam wyjdzie to na dobre. EuroBasket 2025 też!

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie