Strona główna » Jeden rzut – tylko czy aż? Jak blisko zwycięstwa w Eurocup był mistrz Polski?

Jeden rzut – tylko czy aż? Jak blisko zwycięstwa w Eurocup był mistrz Polski?

0 komentarzy
Jakub Schenk był wręcz znakomity, a Trefl grał naprawdę dobrze, a długimi momentami nawet świetnie. Niestety, ostatecznie pierwszy mecz rozgrywek Eurocup mistrz Polski przegrał z rathiopharm Ulm 93:96. Co z niego zapamiętamy na dłużej?

Na pewno będziemy pamiętali o dwóch znakomitych nastolatkach występujących póki co w drużynie z Ulm, ale tak naprawdę szykujących się już powoli do podboju parkietów NBA. Francuz Noa Essenhue (18 punktów i 6 asyst) i Izraelczyk Ben Saraf (10 asyst i 17 punktów, w tym większość w kluczowej czwartej kwarcie) udowodnili, że skauci NBA słusznie wnikliwie analizują każdy ich występ. Ostatecznie o wygranej gości zadecydowały w końcówce dogrywki rzuty amerykańskiego snajpera Justiniana Jessupa (20 punktów, 6/10 za 3).

Wróćmy jednak do mistrzów Polski, których już w sobotę w Radomiu czeka prestiżowe starcie z Kingiem Szczecin w półfinale turnieju o Superpuchar Polski. Czego im zabrakło, by ostatecznie rozpocząć występy w EuroCup od zwycięstwa?

Jeden rzut

Tylko tyle, czy aż tyle? W poprzednim sezonie Śląskowi Wrocław też czasem brakowało właśnie jednego rzutu, by zapewnić sobie wygraną. Historia się powtórzyła. Może właśnie tyle dzieli nas, polską ligę, jej przedstawicieli od wygrywania na tak wysokim poziomie?

Jarosław Zyskowski miał otwarte trójki na prowadzenie w czwartej kwarcie. Tarik Philip miał trójki na prowadzenie, także w końcówce dogrywki. Geoffrey Groselle też miał rzut, który mógł znacząco zbliżyć Trefl do zwycięstwa.

Niestety, piłka do kosza nie wpadła. Umiejętność zamykania meczów, w których przez większość czasu było się na prowadzeniu – to obecnie największa bolączka polskich klubów w Europie i jednocześnie chyba też po prostu wyznacznik jakości, której na tle klubów z Niemiec, Francji, czy Hiszpanii im brakuje.

Krótka kołdra

A może te rzuty w czwartej kwarcie czy dogrywce nie wpadły, bo już nogi nie niosły? Wiem, że to gdybanie, dorabianie teorii, ale jakby nie patrzeć – Trefl ze względu na uraz Andy’ego Van Vlieta grał w ośmiu i podstawowi gracze mogli być w końcu czwartej kwarty i dogrywki najzwyczajniej w świecie zmęczeni.

Pokażcie mi inny mecz, który Zyskowski, szarpiący naprawdę mocno w obronie – na ile tylko mógł – kończy z 1/9 za 3..

Philip rozegrał 41 minut. Czy można go w takiej sytuacji obwiniać, że nie trafił dwóch trójek, w miarę otwartych, na koniec czwartej kwarty i dogrywki? No nie. Generalnie ciężko na grę kogokolwiek z Trefla narzekać. Mimo braku Van Vlieta sopocianie i tak mistrzowie Polski jakoś przetrwali walkę o zbiórki. Może i Belg nie jest podkoszowym dominatorem, ale centymetry to jednak centymetry. Trefl przetrwał też środowe starcie, jeśli chodzi o jego intensywność. To był naprawdę dobry mecz mistrza Polski!

Ale nadal niewystarczający.

Schenk i Witliński na duży plus

Po tym meczu w głowie zostanie nam jeszcze na dłużej postawa Jakuba Schenka i Mikołaja Witlińskiego. MVP ostatniego finału playoff potwierdził, że także na poziomie EuroCup jest w stanie prezentować bardzo wysoki poziom. Pewność siebie, z jaką oddawał rzuty z dystansu, była imponująca. 5/6 zza łuku, 1 strata, 4 asysty? Wow, przecież to fantastyczna linijka! Łącznie 22 punkty (także 5/5 z wolnych).

Mikołaj Witliński w 16 minut zdobył 12 punktów i zebrał 6 piłek. Trafił też wszystkie 4 rzuty wolne (mało tego – Groselle 5/6!). Był obecny w odpowiednich miejscach na parkiecie w obronie. Czego można chcieć więcej od rezerwowego centra? Jeśli Witliński będzie trafiał 65-75 proc. rzutów wolnych, stanie się zupełnie innym graczem. Już nie tylko defensywnym, fizycznym środkowym. Także opcją w ataku. Taką na poważnie.