Dzisiaj w Sosnowcu Biało-Czerwoni podejmą Filipiny w ostatnim sparingu przed wylotem do Walencji na turniej kwalifikacji olimpijskich. Początek meczu o godz. 18. Niewykluczone, że grę Polaków najbardziej zbliżoną do tej, którą ujrzymy w przyszłym tygodniu w Hiszpanii obejrzeliśmy jednak już w piątek w Katowicach.
Efektowne zwycięstwo 88:59 z Nową Zelandią cieszy. Ponowny występ – po ponad 3 latach i 4 miesiącach przerwy– Jeremy’ego Sochna w Biało-Czerwonych barwach także. Ale czy po piątkowym meczu wiemy więcej o naszej drużynie narodowej przed jej najważniejszym występem w tym roku i w ogóle EuroBasketem 2025?
Tak serio – ciężko o wnioski, jakiekolwiek
Reprezentacja Polski w katowickim Spodku Nową Zelandię rozgromiła. Czy to oznacza jednak, że jesteśmy już w formie, że jesteśmy mocni? Po tym meczu nie można takich wniosków wyciągnąć. W zasadzie to ciężko o jakiekolwiek, bo po pierwsze, mecz był długo rozgrywany w „dziwnych” warunkach – bez zegara i wyniku – a po drugie, nasi rywale nie byli najmocniejsi i dodatkowo zmęczeni już trochę serią sparingów w Europie.
Nowozelandczykom brakowało centymetrów pod koszem, więc ciężko było sprawdzić, czy jesteśmy bliżej rozwiązania naszych problemów z poprzednich sparingów i czy obecność Jeremy’ego Sochana cokolwiek nam w kwestii obrony obręczy dała.
Ten mecz był daniem głównym przygotowań naszej kadry do występu w Walencji dla fanów – Sochana, ale i KoszKadry, bo i takich jest coraz więcej. Widziałem w piątek w Katowicach na własne oczy!
Oszczędny Sochan pogodzony z rolą
Jeremy nie grał dużo, nie brał na siebie zbyt wielu akcji w ataku i generalnie w ruchach był dość „oszczędny”. Nie zmienia to faktu, że już w zasadzie w pierwszych minutach można było się przekonać, co może dać kadrze.
Sochan jest naprawdę duży. Ma 21 lat, na tle ludzi „nie z NBA” potrafi świetnie pracować w obronie na nogach. Nie forsuje gry pod siebie w ataku. Wygląda, jakby dobrze czuł się z tym, jaka jest hierarchia w reprezentacji. Jeśli chodzi o ofensywę to dobra informacja, bo oznacza, że nie trzeba w biegu zmieniać playbooka.
Liderzy w ogniu
Mateusz Ponitka i Michał Sokołowski w chorwackich sparingach nie wypadli zbyt dobrze. Brakowało im skuteczności i pewności siebie w kończeniu akcji. W Katowicach jednak nadgarstki ich obu zaczęły płonąć – Ponitka zdobył aż 29 punktów i właściwie był nie do zatrzymania dla obrony rywali. Sokołowski także trafiał z dystansu jak natchniony, nawet kiedy obrońcy byli naprawdę blisko.
Ich wysoka dyspozycja strzelecka i fizyczna – naprawdę chętnie biegali do kontry – to naprawdę dobry prognostyk przed Walencją.
Ustawienie dwumetrowców
Jeszcze w czasach, gdy Igor Milicić prowadził Anwil Włocławek, można było wnioskować, że bardzo chciałby grać piątką złożoną z wysokich, mobilnych zawodników. Często szukał wysokich rozgrywających albo nawet z niektórych zawodników takowych robił.
Podobnie jest w kadrze, ale ten personel jest z każdym rokiem tylko coraz lepszy. Milicić Jr i Sochan mogą właściwie kryć rywala z każdej pozycji.
Dlatego dość przewidywalne było, że nasz selekcjoner będzie chciał spróbować ustawienia z praktycznie samymi dwumetrowcami, takiego, w którym każdy może zmieniać krycie na właściwie każdej zasłonie. Ponitka – Sokołowski – Milicić – Sochan – Dziewa, taka piątka była przez kilka chwil na parkiecie i wypadła naprawdę ciekawie.
Trochę szkoda, że nie było więcej okazji by jej grę przetestować.
Mazurczak wciąż zbyt pasywny, bez wyczucia
Andy’ego mamy okazję oglądać na parkietach PLK co tydzień. Wiemy, na co go stać, jak dobrze potrafi czytać grę i kreować partnerów. W meczach kadry jednak wciąż widać, że jeszcze nie czuje się w niej swobodnie, że jeszcze nie złapał optymalnego połączenia z kolegami z zespołu.
Mazurczak wygląda czasami po prostu zbyt pasywnie. Z jednej strony nie chce brać na siebie gry i rzutów, a z drugiej naprawdę ciężko jest chociażby dobrze dograć do wysokiego, bo obrona na poziomie reprezentacyjnym jest fizyczna i twarda (nawet Nowozelandczycy mocno naciskali i walczyli).
Mamy nadzieję, że dobrych decyzji Andy’ego będzie z każdym meczem tylko coraz więcej.