poniedziałek, 12 stycznia 2026
Strona główna » Frasunkiewicz rozdał ciosy. Na lewo i prawo: oberwali działacze Anwilu i dziennikarze też
PLK

Frasunkiewicz rozdał ciosy. Na lewo i prawo: oberwali działacze Anwilu i dziennikarze też

0 komentarzy
Podczas konferencji prasowej po przegranym 70:78 meczu z Legią Przemysław Frasunkiewicz nie brał jeńców. Dziennikarzy oskarżał o dywersję i niedouczenie. Klubowym działaczom wypomniał brak wzmocnień składu. Kilkukrotnie.

Zazwyczaj konferencje prasowe po spotkaniach Legii trwają kilkanaście minut. Nuda. W niedzielę sam trener Anwilu odpowiadał na pytania dziennikarzy przez prawie pół godziny. I to ciekawie. Należy to odnotować.

I docenić!

Od samego początku Przemysław Frasunkiewicz lekko, ale jednak dość zauważalnie, narzekał*:

na wyczerpującą podróż na mecz pucharowy do Lizbony – drużyna dotarła na mecz ze Sportingiem o północy

na wyczerpującą podróż powrotną do Polski – po meczu czekał ją lot powrotny już o 4 rano

na brak szczęścia – bo koszykarze Legii w kluczowych momentach trafili „dwa rzuty z półobrotu”

Następnie, lekko wzmagając narzekanie* – tym razem na brak wzmocnień składu – zapewnił wszystkich, że wcale nie narzeka:

Po czym kontynuował. Narzekanie*, rzecz jasna:

na dziennikarzy ujawniających informacje na temat planowanych wzmocnień Anwilu – „utrudnia nam to pracę, jeśli później transfer się opóźnia albo utrudnia – to przez was”

na nieudaną próbę sprowadzenia do Anwilu Daniela Szymkiewicza – „faktycznie, była taka próba, ale do dzisiaj nie mamy odpowiedzi”

na narzekania, że niewłaściwie zbudował skład przed sezonem – bo gdyby nie kontuzje, byłby wystarczający

na to, że musi się ustosunkowywać do ww. narzekań – a przecież nie padałyby, gdyby zdrowy był choćby jeden gracz z duetu Joesaar/Bojanowski

jeszcze raz na brak wzmocnień – „nie jest tak, że ten zespół nie funkcjonuje, bo funkcjonuje, ale potrzebne są wzm… ale mamy kontuzje”

na perspektywę braku wzmocnień aż do stycznia – „ciężko mi to sobie wyobrazić, ale jeśli teraz pewne rzeczy się nie wydarzą, to w styczniu nie będzie co zbierać”

na insynuacje, że Anwilowi w najbliższych tygodniach może pomóc terminarz (sześć z siedmiu kolejnych meczów w Hali Mistrzów i jedyny wyjazd do pobliskiego Torunia) – „terminarz za nas nie wyskoczy na zbiórkę metr w górę, nie rzuci się po piłkę, nie pobiegnie sprintem”

na narzekania na niewielki czas gry Szymona Szewczyka – bo gra wystarczająco długo i jest ze swojej roli „39-letniego weterana, któremu bark wypadał regularnie” zadowolony

na nieudaną próbę sprowadzenia z Czarnych Słupsk Bartosza Jankowskiego – „chcieliśmy go, ale rozmawiałem z prezesem Czarnych i powiedział, że nie ma tematu”

Trener Anwilu w trakcie swojego – nie bójmy się tego słowa – show rzucił też, kilkukrotnie podkreślając swoją niepodważalną wyższość w kwestiach koszykarskich zawiłości taktycznych nad zebranymi dziennikarzami, efektownego bon-mota:

„Ktoś kto nie grał, to i tak mu się tego nie wytłumaczy, bo wie lepiej. A ktoś kto grał, to nie trzeba mu tłumaczyć, bo wie”.

„Wy patrzycie na statystyki, a ja patrzę na coś innego” – dodał też, pytany o grę Phila Greena, po czym chwilę później zaczął analizować… statystyki, argumentując, że jego drużyna przegrała mecz, choć „zaliczyła tylko dziewięć strat i zdobyła więcej punktów z pomalowanego”.

Bez choćby krzty złośliwości wypada zauważyć, że gdyby każdy trener PLK miał taką ochotę rozmawiać z dziennikarzami jak Przemysław Frasunkiewicz – nawet wyrzucając im brak wystarczającej do tego typu dysput kompetencji! – liga byłaby ciekawsza.

W sporcie najlepszą obroną bywa atak. Czasami ofensywnym nastawianiem wobec klubowych działaczy i/lub dziennikarzy trenerzy mogą się starać ukrywać własną frustrację.

Ale to tylko teoria. Przecież w praktyce Przemysław Frasunkiewicz w niedzielny wieczór nie był sfrustrowany.

* Narzekanie (za Słownikiem Języka Polskiego PWN): mówić o czymś z niezadowoleniem.

Jezus Maria!