Strona główna » FIBA Europe Cup: To już ostatnia szansa Trefla! Tym razem rywal w zasięgu – strącony z tronu węgierki hegemon

FIBA Europe Cup: To już ostatnia szansa Trefla! Tym razem rywal w zasięgu – strącony z tronu węgierki hegemon

0 komentarzy
Po kilkutygodniowej przerwie do gry w FIBA Europe Cup wraca Trefl Sopot. Środowym rywalem brązowego medalisty Orlen Basket Ligi ubiegłego sezonu będzie wicemistrz Węgier – Falco Szombathely. Stawka? Dla obu drużyn taka sama – pierwsze zwycięstwo w drugiej fazie rozgrywek, które przedłuży (niewielkie) szanse na awans do ćwierćfinału. Początek meczu w Ergo Arenie o godz. 19:15. 

Goście z Węgier to zespół bardzo doświadczony w rozgrywkach na europejskich parkietach. W siedmiu poprzednich sezonach zdobył sześć złotych medali w swoim kraju i za każdym razem uczestniczył w fazie grupowej Ligi Mistrzów FIBA. Tam wyniki Węgrów – mimo braku spektakularnych sukcesów (ale pozostające od lat poza zasięgiem klubów PLK dwa awanse, na siedem prób) – były solidne.

O sile węgierskiego mistrza w ostatnich sezonach przekonał się choćby Start Lublin (-9 i -24) oraz Śląsk Wrocław w zeszłym sezonie, który zdołał przynajmniej wygrać wyjazdowe starcie (74:67), choć stawka tego meczu była już wówczas znikoma. 

Węgrom z przygranicznego miasta – z którego bliżej jest do Wiednia i Bratysławy niż do Budapesztu – europejskie plany w tym sezonie pokrzyżował przegrany zeszłej wiosny finał węgierskiego playoff. To nowy mistrz z Szolnoku, pierwszy od 2018 inny niż Falco, zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a eksportowy węgierski zespół został skazany na trudne kwalifikacje BCL, w dodatku w gronie zespołów niemistrzowskich, a więc mając w drabince ekipy z najmocniejszych lig w Europie. Ostatecznie koszykarze Falco nie mierzyli się z nimi, odpadając szybko po pierwszym meczu eliminacji z Porto.

W FIBA Europe Cup wicemistrz Węgier nie miał problemu z awansem do drugiej fazy (bilans 4-2, jedyne porażki z hiszpańską Zaragozą). W bieżącej rundzie porażki różnicą 30 punktów z Murcią i domowa przegrana z Rostockiem, podobnie jak w przypadku Trefla, znacznie zmniejszają szanse awansu do ćwierćfinału.

Nie najlepiej dla Falco układa się również sezon w lidze węgierskiej. Przynajmniej jak na hegemona, który mistrzostwo w maju oddał po sześciu latach panowania. Bilans 13-3 daje co prawda drugie miejsce w tabeli, ale wyniki były ostatnio alarmujące – do porażek w pucharach doszły także dwie grudniowe przegrane z Kormend, a także z liderem ligi i ubiegłorocznym mistrzem z Szolnoku (82:84). 

W drużynie z Szombathely nie ma już Szymona Wójcika (F/C, 208/27), który poniekąd stał się ofiarą niezadowalających wyników drużyny. Jego gra w zespole wicemistrza Węgier wyglądała lepiej na początku sezonu niż tuż grudniowym rozstaniem, ale polski podkoszowy i tak nieźle wypadał statystycznie w lokalnych rozgrywkach – śr. 10 pkt., 5 zb. i 1.4 bl. na mecz. Mógł się też pochwalić bardzo dobrą skutecznością – choćby 47 proc. za trzy.

Wójcik to nie jedyny polski akcent w tegorocznej ekipie z Szombathely. Grę prowadzą tu na zmianę Serb Strahinja Jovanović (PG, 185/30) i reprezentant Węgier – Benedek Varadi (PG, 194/31), a uzupełnieniem pod koszem jest weteran Akos Keller (C, 208/37). Przypomnijmy, że Serb i Węgrzy to zawodnicy, którzy w ostatnich latach zapisali się w historii naszej ligi – Jovanović to brązowy medalista naszej ligi (Śląsk 2020/21 i Legia 2021/22), a Varadi (Trefl 2023/24) to mistrz Polski sprzed dwóch lat. Jedynie Keller (ex-Śląsk 2020/21) nie zdobył medalu PLK, bo rozstał się w wrocławskim klubem w trakcie sezonu. Węgrzy po występach w PLK znaleźli się bezpośrednio w Szombathely, Jovanović do Falco zawitał po półtora sezonu w Szolnoku.

Wcześniej był też graczem Trefla w końcówce sezonu 2022/23, gdy Żan Tabak postawił na niego kosztem Andrzeja Pluty jr.

Niekwestionowaną gwiazdą węgierskiej drużyny i legendą klubu jest Zoltan Perl (G/F, 195/31) – lider węgierskiej kadry, który z dwoma krótkimi przerwami gra w Falco od roku 2012, a od kilku sezonów nie schodzi poniżej 15 punktów na mecz w lidze i pucharach. Perl to „maszynka” do zdobywania punktów i gracz, który dał się we znaki wielu dużym klubom. Reprezentantem Węgier od niedawna jest również Andras Tanoh Dez (G, 190/23), a mecze dla narodowej kadry zaliczał też Kristof Bognar (F/C, 205/32).

Oprócz Jovanovicia w Falco gra jeszcze czterech innych obcokrajowców. Dość ważną postacią drużyny jest rodak byłego gracza polskich klubów – Serb Aleksa Novaković (F, 200/30), grający w klubie drugi sezon, po wcześniejszym spędzonym w lidze VTB. Amerykanin Marchelus Avery (PF, 203/26) – w tym sezonie debiutant w Europie – pierwszą część sezonu spędził w Kormend i w grudniu został bezpośrednim następcą Szymona Wójcika w składzie Falco. W co najmniej dwóch gładko wygranych meczach spisywał się świetnie, ale czy to rzeczywiście gracz, który miałby odmienić ten sezon Falco?

W zespole jest również Brytyjczyk, reprezentant kraju (dwa ostatnie EuroBaskety) – Patrick Whelan (G, 195/30), a drugiego z brytyjskich graczy – Jubrile’a Belo-Soagie (C, 204/28) kilkanaście dni temu zastąpił Arnaldo Toro Barea (C, 203/29) – reprezentant Portoryko na mundialu 2023 i igrzyskach 2024, który w pierwszej części sezonu w barwach łotewskiego VEF notował średnio prawie 13 (!) zbiórek na mecz w lidze estońsko-łotewskiej. Podczas krótkiej przygody z węgierskim klubem udowadnia, że te liczby nie były dziełem przypadku.

Trenerem węgierskiego klubu od kilku lat jest Serb z węgierskim obywatelstwem Milos Konakov, wcześniej asystent w zespole. Jego tegorocznym liderem jest oczywiście Perl – śr. 18 pkt., 4 zb. i 4 as. w lidze i 17 pkt., 3 zb. i 4 as. w pucharach. Dobrze w pierwszych meczach z łatwiejszymi rywalami z ligi węgierskiej zaprezentowali się nowi zawodnicy – Avery (śr. 14 pkt., 4 zb., 52 proc. za 3 w pięciu meczach) i Barea (śr. 11 pkt., 11 zb. w dwóch meczach). Spośród zawodników Falco, którzy są w klubie od początku sezonu, warto wspomnieć jeszcze o 11 pkt. na mecz w pucharach byłego zawodnika Trefla Varadiego oraz po około 5 asyst na mecz Varadiego i Jovanovicia w meczach ligi węgierskiej.

Dla obu ekip środowy mecz będzie szansą na pierwsze zwycięstwo w drugiej fazie grupowej FIBA Europe Cup i zachowanie szans (raczej iluzorycznych) na awans do fazy pucharowej. Pewne jest to, że aby włączyć się do walki o pucharową ósemkę, zarówno polski, jak i węgierski zespół musi zdobyć komplet punktów w polsko-węgierskich starciach.

Środowy mecz, który może dać nam nadzieje na przedłużenie pucharowej przygody Trefla pokaże w Internecie TVP Sport.